O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Ostatnia wola

Początkowo miałem napisać notkę na zupełnie inny temat, ale po wizycie u Czarownicy i lekturze tej notki postanowiłem przelać na elektroniczny "papier" efekt moich rozmyślań na tematy ostateczne.
Sprawa dotyczy rozporządzenia moimi zwłokami na wypadek śmierci. Temat może się komuś wydać abstrakcyjny zważywszy na mój nie tak jeszcze podeszły wiek, ale ponieważ zostałem o to niedawno zapytany, postanowiłem sprawę gruntownie przemyśleć, a wynikami tych przemyśleń podzielić się publicznie czyniąc niejako moich czytelników strażnikami mojej ostatniej woli w tym względzie.
Otóż na pewno nie życzę sobie, żeby mnie po śmierci przerobiono na taki eksponat, jakie robi dr von Hagens. Co do tego mam pewność i zdania nie zmienię. Natomiast, żeby nie było za wiele ceregieli z pochówkiem chciałbym, aby moje ciało zostało skremowane. Dzięki temu zabiegowi te kilkadziesiąt kilogramów materii organicznej znacznie szybciej wróci do naturalnego obiegu niż w przypadku naturalnego procesu rozkładu.
Kremacja zwłok nie jest dla mnie tematem tabu; ani religijnego, ani kulturowego. Proces ten nasuwa zwykle jednoznaczne skojarzenia z dymiącymi kominami hitlerowskich obozów zagłady. Można czasem odnieść wrażenie, że to nie zamordowanie takiej liczby osób było zbrodnią, ale właśnie puszczenie ich zwłok z dymem. Jak dla mnie jest to niewłaściwe rozłożenie akcentów. Zbrodnią było pozbawienie życia, a spalenie zwłok było zabiegiem sanitarnym. Hitlerowcy oprócz tego, że byli w większości zbrodniarzami, byli także ludźmi praktycznymi. Przy takiej liczbie ofiar kremacja zwłok była rozwiązaniem, które wynikało z pragmatyki. Niemniej jednak trauma II wojny światowej sprawiła, że szczególnie starszemu pokoleniu, słowo "krematorium" jednoznacznie kojarzy się z Auschwitz. Mnie już nie.
Idąc dalej w rozporządzaniu swoimi zwłokami, a raczej cofając się o krok wstecz napiszę, że nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie z moich martwych doczesnych szczątków wyjąć to, co się jeszcze może przydać do przeszczepu. Biorąc pod uwagę to, że i tak skończę na ruszcie, nie muszę być tam kompletny. Najwyżej będzie ze mnie nieco mniej popiołu.
Co do rozporządzenia popiołem, to nie chciałbym skończyć w urnie. Zwłaszcza, że słowo to kojarzy mi się kiepsko, bo z wyborami i polityką. Dlatego chciałbym, aby depozytariusz moich prochów zakupił jakieś dorodne drzewko (gatunek nie gra wielkiej roli, ale niech to będzie coś długowiecznego) i posadziwszy je w jakimś ogrodzie obsypał je dookoła tym, co ze mnie zostanie. A ponieważ prochy mają to do siebie, że są dość lotne, a ja nie chciałbym się rozsypać po całej okolicy, dopuszczam możliwość rozrobienia ich wcześniej w kurzym łajnie. Taka mieszanka będzie na pewno doskonałym nawozem.
Na wypadek, gdyby ktoś miał wątpliwości, oświadczam, że wszystko, co napisałem, pisałem serio i będąc w pełni władz umysłowych i jeśli do chwili swojego zgonu tego nie odwołam, można to potraktować jako część mojej ostatniej woli. :)
wtorek, 19 czerwca 2007, roman_j
Tagi: roman j
Ostatnia wola roman j

Polecane wpisy

  • Raczej nie reaktywacja

    Wróciłem właśnie z kolejnego OWRP i naszła mnie myśl, żeby coś napisać w blogu, którego już dawno nawet nie odwiedzałem. Powrót do domu jak zwykle nie był łatwy

  • Tytuł zastępczy

    Nie miałem materiału na tytuł, więc skorzystałem z rozwiązania z czasów PRL, z których to czasów pamiętam coś takiego, jak "opakowanie zastępcze". Kto jest w mo

  • Wrażliwi i drażliwi...

    Stanisław Lem miał ponoć powiedzieć, że nie zdawał sobie sprawy, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzał do internetu. Trawestując to powiedzenie ja

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/06/19 18:28:24
Mnie kremacja nie kojarzy się tak drastycznie, raczej staje mi przed oczyma pogański stos pogrzebowy. Notomiast mieszanie prochów z kurzym łajnem wzbudziło we mnie odruch zwrotny. Dlaczego nie z ziemią naszą matką na przykład?
-
2007/06/19 21:30:21
Też jestem zwolenniczką rozdanie części zamiennych i kremacji. Jakieś to dla mnie „czystsze”. Co do kwestii rozsypania, czy zasadzenia prochów mam tylko niejakie wątpliwości. Niby wołałabym zostać rozsypana w jakimś ulubionym miejscu. Ale jeśli będzie to trauma dla bliskich? Wrażenie, ze zawsze, gdy to miejsce odwiedzą, to wiejący wiatr będzie im mnie pchał w zęby? Ale posadzenie ze mnie drzewka też mi trochę nie pasuje. W końcu gdyby drzewko wydało owocki… to wydaje mnie się to lekko obrzydliwe, naturalne, ale jednak obrzydliwe;)
Urn na cmentarzu i w ogóle cmentarzy nie lubię. Hołd szczątkom doczesnym jakoś się dla mnie nie liczy… Cóż… Muszę jeszcze pomyśleć.

-
2007/06/19 22:01:11
Az prosi sie dodac Slowackiego:
Niech przyjaciele moi w nocy się zgromadzą
I biedne serce moje spalą w aloesie,
I tej, która mi dała to serce, oddadzą -
Tak się matkom wypłaca świat, gdy proch odniesie...
-
2007/06/20 06:47:33
Podoba mi się argumentacja i stanowisko!
Ja podobnie, kremacja warunkiem podstawowym.
Na przeszczep z każdym mijającym dniem coraz mniej moich własnych części zamiennych będzie się nadawało, ale gdyby ...
Jakiś czas temu ogłosiłam w rodzinie tę nowinę, popatrzyli dziwnie i woleli nie komentować.
I jeszcze jedna myśl. Lingwistyczna, choć absurdalna. Kremacja, kremowanie, czyli patrząc przewrotnie, choć słowotwórczo ... czynienie kremu?
-
2007/06/20 12:05:15
A mi podoba się właśnie drzewko. Żeby wiatr mną nie miotał komuś w zęby tudzież zapobiegając odruchom "zwrotnym" poleciłabym wsypanie prochów w dołek przed posadzeniem. A dla wrażliwców antykanibalistów możnaby całą urnę zakopać. Tylko wtedy nawożenia brak...

Auel, zaciekawiłaś mnie. Podobno? francuski w dużej mierze opiera się na łacinie. Kremacja oczywiście pochodzi od łacińskiego "crematio" - spalanie, krem natomiast z francuskiego "creme". Ale czy to francuskie creme pochodzi w jakiś sposób od łac. crematio? A jeżeli tak, to jakim sposobem im się skojarzyło? Chyba jeszcze nie myśleli o spalaniu kalorii?
-
2007/06/20 13:49:43
@Be_lata1: --> Kurze łajno to najlepszy nawóz i na pewno sprawdzi się jako lepiszcze i stabilizator dla moich szczątków. A ziemia nasza matka może wyschnąć, jak dłużej nie popada. Zresztą nie chcę być jeszcze po śmierci mieszany z błotem. ;)

@Daria_nowak: --> Drzewo nie musi być owocowe. Zresztą wszystko krąży w przyrodzie, a na cmentarzach też rosną drzewa. I to zwykle bardzo dorodne, choć nie owocowe. Zdarza się też na przykład taki paradoks, że topola, którą zasila swoimi szczątkami szanowny nieboszczyk w ramach rewanżu paskudzi temuż nieboszczykowi nagrobek jakimiś swoimi sokami. Czarna niewdzięczność! ;)

@Ernest_pinch: --> Kiedyś próbowałem dociec, o co poecie chodziło z tym aloesem i nie doszedłem. Aloes to wszak sukulent, który zawiera dużo wody, więc się pewnie kiepsko pali, soki z tegoż sukulenta tez nie są żrące, bo myślałem, że to spalenie to takie niedosłowne może ma być. Dlatego ja preferuję gaz ziemny wysokometanowy, a szczątki z kurzym łajnem i pod drzewko. :)

@Auel: --> Nie wiem, skąd to podobieństwo kremacji do kremu, ale na krem się nie dam przerobić, żeby mnie potem jakaś starsza pani wcierała w twarz, abym jej zmarszczki prostował. ;)

@Kambuzela: --> Można i pod korzenie, ale przy kurzym łajnie będę się upierał. Podobnie jak przy wysypaniu prochów z urny, bo właśnie o to chodzi, żeby jak najszybciej przyrodzie oddać to, z czego może zrobić użytek. Dla antykanibalistów mogę zrobić ustępstwo i zdecydować się na dąb. Ludzie zwykle nie jedzą żołędzi, a dzikom chyba nie będzie to przeszkadzało. :)
-
2007/06/20 21:20:51
@roman
Wykazales bardzo inzynierskie podejscie do tematu :) A o dziwo wsrod przemyslowej kadry inzynierskiej jest wielu "romantykow" ;) Np. rozpatruja burak cukrowy jako jeden z surowcow do biopaliwa (a ow burak zawiera 75% wosy, a tylko 25% substancji suchej).
-
2007/06/21 14:52:28
@Ernest_pinch: Buraka może opłaca się przerabiać na biopaliwo, ze względu na to, że można z niego pędzić bimber. A na tym to i człowiek i samochód pojedzie, choć ten drugi zdecydowanie dalej. ;)
-
Gość: , *.cm-7-8b.dynamic.ziggo.nl
2013/01/07 13:04:44
Dziecko mojej szagierki zostalo skremowane, umieszczone w urnie z brazu w ksztalcie pszczolki i postawione na cokoliku pomiedzy fotelami w salonie. Urne zdobia systematycznie pozostale dzieci roznymi tam kwiatuszkami, motylkami itp. Dzieki temu rodzina ma poczucie obecnosci zmarlej. Na poczatku bylam zdziwiona. Opowiadalam to w autobusie mojej ciotce i wtracila sie jakas starsza kobieta, ktora musiala koniecznie mi powiedziec, ze moja szwagierka jest nienormalna.
Teraz mysle, ze to ma sens. To dziecko wciaz jest z nimi. Co prawda tak szybko sie nie rozlozy, ale to chyba maly pan pikus w porownaniu z dobrodziejstwem psychologicznym jaki niesie taki wlasnie sposob pochowania zmarlej.
A wracajac do tematu. Pomysl bardzo dobry. Mam podobny poglad. Narzady do przeszczepu (musze jeszcze deklaracje wypelnic, ale na wszelki wypadek maz wie, wiec zawsze moze zdecydowac) reszta do spalenia. Potem czekam w urnie na prochy meza. Nastepnie nasze prochy beda zmieszane. A potem juz mi obojetne. Moga je zakopac, rozsiac, wrzucic do wody. Jakbym byla posiadaczka bardzo wlasnej i wyjatkowej posiadlosci mozna byc rzec rodzinnej to niechybnie zasialabym sie gdzies w ogrodku. Kinga.
-
2013/01/07 22:26:18
Kingo, dziękuję za komentarz. Właściwie nie mam nic do napisania w odpowiedzi, ale chciałem przynajmniej dać znać, że przeczytałem Twój komentarz. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape