O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Samotność moralna

Dzisiejszego ranka wstałem odczuwając silniej niż zwykle to, co Erich Fromm w swojej "Ucieczce od wolności" nazwał samotnością moralną. Nie opiszę tego zjawiska własnymi słowami, ale oddam głos autorowi, bo on to najlepiej objaśnił:

"(...) Spośród różnych czynników natury ludzkiej nie tylko fizjologicznie uwarunkowane potrzeby mają charakter imperatywny. Jest jeszcze inny czynnik równie wszechwładny, choć nie zakorzeniony w procesach cielesnych, lecz w tym, co stanowi samą istotę ludzkiego sposobu i praktyki życia: potrzeba związania ze światem zewnętrznym, pragnienie uniknięcia samotności. Poczucie kompletnego osamotnienia i izolacji prowadzi do psychicznej dezintegracji dokładnie tak samo, jak zagłodzenie prawie do śmierci. Owo powiązanie z innymi nie jest identyczne z kontaktem fizycznym. Jednostka może pozostawać przez wiele lat sama w sensie fizycznym, a jednak może czuć się związana ideami i wartościami, a przynajmniej wzorami społecznymi, które dają jej poczucie wspólnoty i "przynależności". Z drugiej strony, może żyć pośród ludzi, a mimo to doznawać uczucia kompletnej izolacji; w wyniku czego - o ile przekroczy to pewną granicę - dochodzi się do obłędu w postaci zaburzeń schizofrenicznych.

Ten brak związania z wartościami, symbolami i wzorami możemy nazwać samotnością moralną, stwierdzając zarazem, że owa moralna samotność jest równie nieznośna jak osamotnienie fizyczne; albo, mówiąc inaczej, że fizyczna samotność staje się nie do zniesienia tylko wtedy, jeżeli wynika z niej samotność moralna. Duchowe związanie ze światem może przybierać wiele form; mnich w swej celi, który wierzy w boga, i więzień polityczny trzymany w odosobnieniu, który czuje się zjednoczony ze swoimi towarzyszami broni, nie są moralnie samotni. Nie jest nim też angielski dżentelmen, który w najbardziej egzotycznym otoczeniu nosi smoking, ani drobnomieszczanin, który - chociaż gruntownie odizolowany od swoich bliźnich - czuje się zjednoczony ze swoim narodem lub jego symboliką. Rodzaj związania ze światem bywa szlachetny, a czasem trywialny; jednak poczucie związania z najnędzniejszym choćby wzorem jest nieporównywalnie lepsze od pozostawania w samotności. Religia i nacjonalizm, tak jak obyczaje i jakiekolwiek wierzenia, choćby niedorzeczne i poniżające, byleby sprzęgały jednostkę z innymi, są ucieczką przed tym, czego człowiek boi się najbardziej, przed izolacją."

I właśnie taki brak związku ze światem czasami odczuwam bardzo wyraźnie. Jestem chyba zbyt wybredny, skoro dotąd nie znalazłem sobie jakiegoś wierzenia, jakiejś ideologii czy jakichś wzorców, z którymi mógłbym się utożsamić. Wszystkie, którymi się interesowałem, bo bliższym poznaniu jawiły mi się jako wydmuszki, pięknie ozdobione na zewnątrz, a puste w środku. Może lepiej byłoby po prostu nie zaglądać do środka, ale tego nie potrafię.

Dziś rano nasunęło mi się takie porównanie, że jestem jak wybredny klient baru szybkiej obsługi o nazwie "Świat" (zbieżność z książką Hrabala przypadkowa). Przychodzę, patrzę w kartę, a tam same hamburgery, pizze i inne niezdrowe żarcie. Pytam, czy nie mają innego zestawu dań? Nie mają. A może jest gdzieś w okolicy inny lokal? Nie ma, ten jest jedyny. Rozglądam się wokół i widzę, że wszyscy ze smakiem pałaszują to, co zamówili i jeszcze zachwalają swoje potrawy. A ja w końcu zrezygnowany biorę coś, co mi jeszcze najmniej zbrzydło albo czego jeszcze nie próbowałem i staram się przekonać, że jest to zdrowe, smaczne i będzie mi dobrze służyć. Do smaku zwykle nie można się przyczepić i gdyby się tylko na tym skupić, można by to nawet polubić. Ale ja zawsze dociekam, jak i z czego to jest zrobione i kiedy już to wiem, apetyt mija. Nie dociekać nie potrafię.

Straciłem już dawno to przekonanie, że inni lepiej ode mnie wiedzą, co dla mnie dobre. Jak znaleźć wyjście z tej sytuacji? Erich Fromm napisał, że sposoby na przezwyciężenie samotności moralnej są dwa: "(...) albo [człowiek] zespoli się ze światem w spontanicznym akcie miłości i twórczej pracy, albo będzie szukał bezpieczeństwa w takiej więzi ze światem, która oznacza utratę wolności i dezintegrację osobowości własnej". Drugie wyjście odpada, przynajmniej póki mam siły, żeby się temu opierać. Pozostaje pierwsze, tylko wskazówek, jak osiągnąć to zespolenie, na razie nie znalazłem. Może znajdę je u Fromma. A jeśli nie, to chyba pozostanie mi tylko żreć jakieś ideologiczne hamburgery z uśmiechem na ustach i przekonywać siebie i innych, że to, czym się zajadam, jest najlepsze, najzdrowsze i najsmaczniejsze. W końcu pewnie mi się to uda. Zwłaszcza, że na pewno znajdą się chętni, którzy mi to ułatwią.

Tak zupełnie na marginesie tych rozważań przypomniało mi się, że wczoraj czytałem w Sieci o tym, że do Polski zaczyna wchodzić ze swoją działalnością wpływami Kościół Scjentologiczny. Przybędzie kolejna pozycja w menu baru szybkiej obsługi. Cena będzie wysoka, ale dla wielu ludzi znudzonych dotychczasowym menu na pewno będzie to danie atrakcyjne, zwłaszcza, że ma być ekskluzywne i atrakcyjnie podane. Kiedy przeczytałem, w co wierzą wyznawcy tej sekty, nie mogłem uwierzyć, że w takie brednie wierzy tylu zdawałoby się rozsądnych ludzi. Ale Fromm to chyba dobrze wyjaśnia. Można tylko do jego wywodów dopisać, że drugim biegunem samotności moralnej, jest moralne współdzielenie ekskluzywnych wzorców czy wierzeń. Do niedawna coś takiego oferował chyba jedynie ruch wolnomularski, ale najwyraźniej pojawiła mu się prężna konkurencja.

piątek, 22 czerwca 2007, roman_j
Tagi: roman j
Samotność moralna roman j

Polecane wpisy

  • Raczej nie reaktywacja

    Wróciłem właśnie z kolejnego OWRP i naszła mnie myśl, żeby coś napisać w blogu, którego już dawno nawet nie odwiedzałem. Powrót do domu jak zwykle nie był łatwy

  • Tytuł zastępczy

    Nie miałem materiału na tytuł, więc skorzystałem z rozwiązania z czasów PRL, z których to czasów pamiętam coś takiego, jak "opakowanie zastępcze". Kto jest w mo

  • Wrażliwi i drażliwi...

    Stanisław Lem miał ponoć powiedzieć, że nie zdawał sobie sprawy, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzał do internetu. Trawestując to powiedzenie ja

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2007/06/23 07:39:30
Też jestem dotknięta samotnością moralną.
Zazdroszczę ludziom dotkniętym nią inaczej, bo znam takich, którzy są samotni moralnie, ale sprawiają wrażenie szczęśliwych. Albo tak mi się tylko wydaje.
Nie stać mnie mentalnie na żadne z proponowanych przez Fromma wyjść. To nie są wyjścia, pierwsze to próba zapomnienia o tych regułach świata, które się w mniejszym czy większym stopniu odrzucało, drugie to ucieczka przed sobą. Oba w jakimś sensie są konformizmem.
Jakieś wniosku podsumowujące? Owszem, czasem mi się zdaje, że mi myślenie szkodzi.
-
2007/06/23 11:52:07
Czytając ten wpis przypomniałam sobie jakiś czas temu przeczytaną książkę. Napisał ją H. Hesse a ma tytuł "Siddhartha". Nie wiem do końca czy odczuwasz ten sam niepokój co bohater ale to natychmiast przyszło mi na myśl.
Auel ma rację myślenie szkodzi, im mniej się zastanawiamy tym jesteśmy szczęśliwsi. Co nie znaczy, że postuluje za stanem bezmyślności.
Słoneczko mi wreszcie wyszło więc pozdrawiam słonecznie.
-
2007/06/23 15:14:09
@Auel: --> Myślenie szkodzi, a na dodatek żyć jest bardzo niezdrowo, bo kto żyje, ten umiera. :)

@Be_lata1: --> Dziękuję za słoneczne pozdrowienia. Mnie dziś dla odmiany deszcz zlał solidnie. :)
-
2007/06/23 15:16:30
MAM! Bo jeśli ": potrzeba związania ze światem zewnętrznym, pragnienie uniknięcia samotnośc" - to czyż nei pomaga swiadomość, ze samotnych moralnie jest wielu? Czyż nie warto mieć tę swiadomość, pieścić ją i obracać w dłoniach? Samotnością moralna jakoś świadomość samotności wielu osób moze dać poczucie przynależności.

Dobrze, cicho, wiem, ze samotność grupowa, to wciąż samotność, ale poszukiwałam trzeciego wyjścia i uparłam się, ze znajdę:)
-
2007/06/25 12:30:22
"Tego świata nie da się uratować" - pogodzenie się z otaczającą rzeczywistością pozwoliło mi nie czuć się samotną moralnie. No, być może jestem po prostu niemoralna, kto wie? Wybaczam wiele słabości. To może już konformizm? W jakimś sensie na pewno...dopóki nie krzywdzę innych.
-
2007/06/25 17:37:09
@Daria_nowak: --> W zasadzie to coś w tym jest. Świadomość, że jest się jednym z wielu samotnych moralnie powinna doprowadzić, do... zniknięcia poczucia samotności moralnej. Ale to znowu automatycznie prowadzi do wykluczenia z grupy samotnych moralnie i powrotu do punktu wyjścia. I w ten sposób niczym jakieś szalone perpetuum mobile moja psychika przeskakuje ze stanu stan jak przełącznik astabilny i w szybkim tempie zmierzam do szaleństwa. ;)

@Kambuzela: --> Myślę, że przymiotnik "moralna" w tym kontekście należy rozumieć nieco inaczej. Samotność moralna oznacza, że nie czujemy związku z innymi ludźmi na płaszczyźnie wyznawanych przez nich idei i uznawanych wartości. Jakaś forma moralności zapewne jest częścią tego systemu wartości, ale nie jedynym składnikiem. :)
-
2007/06/28 10:46:22
No przecież rozumiem:) Miałam na myśli, że mimo że nie czuję związku z innymi, bowiem ich idee i wartości nie są moimi, nie czuję się samotna, bo akceptuję rzeczywistość. W końcu poczucie samotności jest względne, nie ten samotny, kto nie ma nikogo, tylko ten, kto kogoś mieć potrzebuje, a nie ma.
-
2007/06/28 16:42:14
@Kambuzela: Hmmm. Bardzo ciekawa jest ta definicja samotności. Musze ją sobie przemyśleć. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape