O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Krytyczna analiza Ewangelii

    Obiecałem wczoraj, że napiszę, co też ciekawego odkryłem w niedzielnej Ewangelii, którą usłyszałem dwa razy. I zgodnie z obietnicą zamieszczam poniżej krytyczną analizę tego fragmentu.
    W tę niedzielę czytana była Ewangelia wg św. Jana (J 14, 1-12). W tej części Jezus niedługo przed całym tym zamieszaniem, które zakończyło się jego ukrzyżowaniem, rozmawia się z apostołami. I mówi im między innymi, że wiedzą, dokąd idzie i znają drogę. Na te słowa wyrywa się Tomasz (trzeba przyznać, że miał tupet, przez co sobie później narobił dodatkowych kłopotów i nazwali go "niewiernym") i mówi, że oni wcale nie znają drogi, bo nie wiedzą nawet, dokąd on idzie. Jezus coś mu tam odpowiada na okrągło mówiąc o ojcu, do którego idzie. Na to wyrywa się tym razem Filip (zupełnie jak ten z konopi) i próbuje w inny sposób coś z Jezusa wyciągnąć prosząc, żeby im Jezus pokazał ojca, to oni już będą wiedzieli, jak do niego trafić. Na to Jezus odpowiada mu ze źle ukrywaną niecierpliwością: "Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze mnie nie poznałeś? Kto mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że ja jestem w Ojcu, a Ojciec we mnie?"
    I cóż tu słyszymy? W pierwszym zdaniu wyraźne rozczarowanie i pretensja. "No jak to? Tyle czasu z Wami spędziłem, a Wy mi zadajecie takie podstawowe pytania? Przecież odpowiedź jest oczywista!" Zauważcie, że nie udziela odpowiedzi wprost, ale się wykręca i wchodzi apostołom na ambit. Opowiadania o podobieństwie do ojca to ogólniki. Można te słowa zrozumieć na wiele sposobów. Choćby i tak, że bóg też jest długowłosym, smagłym facetem z bródką, tylko ma więcej siwych włosów. Na to, to oni mogli sami wpaść, choć Grzegorz Mendel i genetyka pojawiły się na scenie dziejów ludzkości dopiero kilkanaście wieków później.
    Co więcej, Jezus obarcza ich poczuciem winy z racji samego zadawania takich pytań, czym od razu skutecznie zamyka im usta. "Jak to nie wiecie??? Przecież Apostołowie, Wybrani, powinni to wiedzieć!!! Po co ja straciłem tyle czasu włócząc się Wami po całej Palestynie, skoro takich podstawowych rzeczy nie potrafiliście pojąć?!? Czas leci, wkrótce zejdę z tego świata, a Wy mi za pięć dwunasta wyskakujecie z takimi pytaniami???"
    Na takie dictum żaden już ust nie otworzył i o nic więcej nie pytał. Jeśli nadal nie znali odpowiedzi na jakieś pytania, to będą udawali przed sobą i innymi, że jest inaczej, żeby nie sprawiać zawodu swojemu mistrzowi, bo jeszcze pomyśli, że źle sobie dobrał uczniów i stracił czas na próżno. Ale samoocena im na pewno spadła, skoro nie wiedzieli tego, co wiedzieć powinni i co ponoć jest proste i oczywiste.
    Skutki opisanej sytuacji są, wbrew pozorom, dalekosiężne. Oto w tej właśnie opisanej sytuacji Jezus powołał do życia teologię chrześcijańską. Z powodu tego, że wtedy apostołom zabrakło asertywności i nie odpytali Jezusa, zanim ich opuścił (zresztą być może nic by to nie dało, bo może on sam nie znał odpowiedzi, co by tłumaczyło, dlaczego tak ich postponował), dziś rzesze teologów próbują ustalić różne fakty dotyczące Boga. I niejednemu z nich zapewne w chwili słabości wyrwie się pretensja kierowana pod adresem apostołów: "Dlaczego u licha Go nie spytaliście, kiedy mieliście okazję!?!"
    Przy okazji też ten fragment Ewangelii daje dobry przykład tego, jakim nie powinien być nauczyciel. Otóż nauczyciel, kiedy mówi uczniowi "Jak to, nie wiesz tego? Przecież tyle razy o tym mówiłem!", w większości wypadków przekona ucznia, że nie warto się zdradzać w przyszłości ze swoimi wątpliwościami, czy pytaniami. Skutek będzie taki, że uczeń będzie niedouczony, a nauczyciel będzie tkwił w błędnym przekonaniu o swoich talentach dydaktycznych.
    Przyznaję, że ja też się czasem w pierwszym odruchu dziwię, że moi studenci czegoś nie wiedzą, ale próbuję się tego nawyku dziwienia oduczyć. Jeśli ktoś czegoś nie wie, to trzeba mu po raz kolejny to wyłożyć. Aż do skutku. Aż zrozumie, a nie aż uzna, że jest z nim coś nie tak, skoro nie wie i nie będzie się już chciał dowiedzieć.
    Jak widać, w Ewangelii można znaleźć wiele życiowych przykładów, choć może niekoniecznie ich interpretacja jest taka, jaką za właściwą uznają depozytariusze tego dzieła. Swoją drogą ciekawe opracowanie mogłoby powstać, gdyby jakiś psycholog wziął Ewangelię na warsztat i przeanalizował wzajemne relacje Jezus - Apostołowie przez pryzmat psychologii.
wtorek, 22 kwietnia 2008, roman_j
Tagi: roman j
Krytyczna analiza Ewangelii roman j

Polecane wpisy

  • Raczej nie reaktywacja

    Wróciłem właśnie z kolejnego OWRP i naszła mnie myśl, żeby coś napisać w blogu, którego już dawno nawet nie odwiedzałem. Powrót do domu jak zwykle nie był łatwy

  • Tytuł zastępczy

    Nie miałem materiału na tytuł, więc skorzystałem z rozwiązania z czasów PRL, z których to czasów pamiętam coś takiego, jak "opakowanie zastępcze". Kto jest w mo

  • Wrażliwi i drażliwi...

    Stanisław Lem miał ponoć powiedzieć, że nie zdawał sobie sprawy, że na świecie jest tylu idiotów, dopóki nie zajrzał do internetu. Trawestując to powiedzenie ja

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2008/04/22 10:20:02
Jezus zyje!
-
2008/04/22 10:28:36
@Pajeczaki: To zdanie, które napisałaś znalazłem też nagryzmolone na ścianie przejścia podziemnego w centrum Warszawy. Uzupełnione drugim zdaniem, którego nie przytoczę, bo było wulgarne. Wulgarne, ale celnie opisujące rzeczywistość, jak uznałem po dłuższym namyśle. ;)
-
2008/04/22 10:48:41
A ja kiedyś w jakimś mieście (nie pamiętam gdzie) widziałem na ścianie kościoła namazane "szprejem" albo farbą takie zdanie: "Panie Jezu - kocham Cię"...w sumie nie wiedziałem, co o tym sądzić - z jednej strony wandalizm, z drugiej - to nie był świeży napis.
Ale ja nie o tym. Jeśli dokładnie wczytasz się w całą Biblię, możesz znaleźć więcej takich kwiatków, które przyprawią Cię o zawrót głowy, gdy stwierdzisz "o kurde, takie rzeczy tutaj?!". No i jeśli czytać to słowo po słowie, to faktycznie - nie zawsze ta postawa świętych mężów jest taka krystaliczna...Ale należy pamiętać, że Biblię należy traktować metaforycznie - a my musimy to czynić także ze względu na fakt utraty jakiejś części sensu w tłumaczeniu (nie da się po prostu przełożyć wszelkich gier słownych).
Pomysł, by psycholog dorwał się do Biblii uważam za świetny i będę kibicować każdemu takiemu nieszablonowemu podejściu, które - w taki czy inny sposób - przybliży Pismo Św. tzw. "zwykłemu" czytelnikowi:)
-
2008/04/22 14:02:16
Bo jakże pojąć, że Ojciec i Syn to jedno? Widział kto coś podobnego? Wszak, tak na ludzki rozum, rzecz to niesłychana! Tyle że tu zachodzi nieco inna sytuacja - najwyraźniej dojść do tego musiało - bo oto Bóg stał się człowiekiem (rzecz, przyznam, dla niego wygodna), ale jak wyjaśnić tę kłopotliwą zawiłość? (to już rzecz dla niego mniej wygodna - bo skoro stał się tylko człowiekiem...) Pozostają tylko zapewnienia i dzieła...
Ty jesteś w innej sytuacji. Opowiadasz studentom o tym, co wchodzi w zakres świata zjawisk...
-
2008/04/22 15:09:54
@Wesoly_terrorysta: Chyba trochę niewłaściwie mnie oceniłeś. Ja nie jestem naiwnym prostaczkiem, który nagle odkrywa, że w Biblii zawarte są też brzydkie scenki. I na pewno takie odkrycia nie przyprawiają mnie o zawrót głowy. Raczej utwierdzają w przekonaniu, że jest to mitologia, jak każda inna, tylko mniej jest w niej dziejów bogów, bo ten jest jeden, a więcej dziejów ludzi.
Natomiast dotąd nigdy nie próbowałem czytać Ewangelii między wierszami. Zaskoczyło mnie to, co można tam znaleźć, jak się odrzuci to, co widać na pierwszy rzut oka i zajrzy pod podszewkę. Nie jest to widok budujący, dlatego nie wiem, czy Twój entuzjazm wobec mojej propozycji jest uzasadniony. Czy gdyby konkluzja była taka, że Jezus wobec swoich uczniów stosował podobne chwyty psychologiczne, co współcześni guru różnych sekt wobec swoich współwyznawców, nadal uważałbyś, że ten sposób przybliżania Ewangelii czytelnikowi jest odpowiedni? Oczywiście antycypuję możliwe wyniki takiej analizy i możliwe, że konkluzja byłaby całkiem inna. :)
-
2008/04/22 15:29:34
@Kiljan: Napisałem tę notkę pół-żartem, pół-serio, a tutaj rozwija mi się w komentarzach coraz poważniejsza dyskusja teologiczna. Spodziewałem się raczej dryfu w kierunku humoru w stylu Monty Pythona, bo ta scenka aż się prosi o przerobienie na skecz. Oto zbliża się kulminacyjny moment historii i Jezus próbuje wygłosić pożegnalne przemówienie do swoich gamoniowatych uczniów. Ci zaś nie rozumiejąc powagi chwili wyrywają się raz po raz z jakimiś trywialnymi pytaniami. Mówi im, że idzie, to pytają gdzie, mówi że do ojca i że im też tam przygotuje miejsce, a oni pytają, jak on wygląda, bo nie wiedzą, czy trafią. Na koniec skeczu zniecierpliwiony Jezus powinien zdjąć sandał i okładać apostołów wołając "Ojcze, czemu mnie pokarałeś takimi tępymi uczniami?". :)
-
2008/04/22 15:41:09
"Ojcze, czemu mnie pokarałeś takimi tępymi uczniami!" Potem powinien się chwilę zastanowić... Hm... Pytam - Ojcze, Ojciec to w gruncie rzeczy ja. I ja to jakiś czas temu stworzyłem, to, co takie tępe i niewierne!
Bóg napytał sobie biedy... Przecenił swoje mozliwości. Ręce opadają.
-
Gość: krzyżowiec_XXI, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/22 15:42:15
prawo publicznej interpretacji ewangelii posiadają wyłącznie księża,
jest Pan księdzem?
-
2008/04/22 15:47:46
@Kiljan: Paradoks. Trochę jak ten z cechami Boga. Tego, że jest nieśmiertelny nie da się pogodzić z tym, że jest wszechmogący, bo skoro jest wszechmogący, to dlaczego nie może umrzeć, a skoro może, to nie jest nieśmiertelny. Nadmiar przymiotów czasem szkodzi. ;)
-
2008/04/22 16:00:05
@Krzyżowiec: Pytanie, jak rozumiem, jest retoryczne. Natomiast Twoja interpretacja przytoczonej zasady (prawa?) błędna. Dopóki nie próbuję nadać mojej interpretacji Ewangelii charakteru obowiązującej wykładni i nie powołuję się na autorytet kościoła, który takie prawo sobie zarezerwował, mam pełną swobodę w interpretowaniu treści Ewangelii podobnie jak każdego innego utworu. I proponuję się nie określać mianem "krzyżowca", bo krzyżowcy wyrządzili w imieniu Kościoła Katolickiego bardzo wiele zła i zasiali ziarno nienawiści, które do dziś wydaje bujny plon w świecie muzułmańskim. Lepiej już nazwać się "apostołem", bo ci przynajmniej nie posuwali się do przemocy w czasie, gdy szerzyli wiarę. :)
-
2008/04/22 16:10:52
Tak, kompletna paranoja...
Można pociągnąć dalej. Ręce opadają. Kurtyna! Przed nią wychodzi sprawca zamieszania. Rumieniec wstydu. Tylko w łeb sobie strzelić. No tak, ale to nic nie da... Nie zginę, więc czegoś jednak znowu nie mogę... Siada, biedaczysko, drapie się po głowie i zapala papierosa... - Taaak - mruczy i drapie się z zakłopotaniem po głowie...
-
2008/04/22 16:49:57
Na temat religii to ja sie nie wypowiadam, ale serdecznie Cię pozdrawiam.
-
2008/04/22 17:29:52
@Kiljan: I tak powoli ze skeczu robi się mały utwór dramatyczny. ;)
-
2008/04/22 17:31:01
@Hanula: Bardzo roztropnie. Rozmowy o religii zwykle do niczego dobrego nie prowadzą. Podobnie jak o polityce. :)
-
2008/04/22 18:03:27
Roman, a ten biskup to Libera, czy Marcinkowski?
I on w Mławie siedzi czy w Płocku?
-
2008/04/22 18:25:08
@Szukajmysie: Libera. Marcinkowski to pomocniczy. W Mławie to miał, podobno, być tego dnia, co i my, bo przecież w Mławie nie ma diecezji. :)
-
2008/04/22 18:28:42
Oj no wiem, że w Mławie nie ma diecezji... to teraz tak: trzeba wymyslic sensowny powód, umówic sie i jechać :)
-
2008/04/22 20:47:53
@Szukajmysie: A może jako powód podać wywiad do jakiegoś katolickiego medium? Na przykład do bloga... ;)
-
Gość: Kapitan Bomba, *.c149.petrotel.pl
2008/04/22 21:11:56
Szeryfie o ktorej jutri piszemy kolokwium ??
]
-
2008/04/22 22:38:09
@Kapitan Bomba: Nie wiem, panie Bura, o której pan będzie jutro pisał sprawdzian, a tym bardziej nie wiem, po co...? Ale niech pan przyjdzie na 10.00 albo na 12.00. Lepiej jak pan sobie posiedzi godzinę w sali zamiast straszyć ludzi po korytarzach. :)
-
Gość: student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/22 22:48:30
Jestem pewny, że doktor W. świetnie sobie sam poradzi w przeprowadzeniu tego kolokwium. Nie sądzi Pan ?
-
Gość: student, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/04/22 22:49:41
ajjj... to teraz wiadomo, kto był krzyżowcem
-
2008/04/22 23:29:57
@Student: Kto był "Krzyżowcem" to ja się domyśliłem już po przeczytaniu tamtego komentarza, więc teraz jedynie się upewniłem. A doktor K., bo o niego pewnie chodzi, niewątpliwie poradziłby sobie sam z przeprowadzeniem sprawdzianu, ale to nie ma tu nic do rzeczy, bo i tak z zasady przeprowadzamy te sprawdziany wspólnie. :)
-
2008/04/23 00:39:37
Fakt, Biblia jest pełna "kwiatków" językowych, wynikających z ubogich możliwości przetłumaczenia tekstów oryginalnych na współczesny język polski. Tekst, o którym piszesz faktycznie brzmi jak skecz kabaretowy.
Ksiąg natchnionych, a taki "status" mają te, które weszły do kanonu starego i nowego testamentu (w tym zakresie też jest wielu kontestatorów) nie można interpretować wyrywkowo, ale z zachowaniem "myśli przewodniej". Co do opisanego tekstu wystarczy spojrzeć na niego z perspektywy pozostałych czytań z liturgii V niedzieli wielkanocnej. Dlatego polecam, jeśli komuś zależy na głębszym spojrzeniu, wcześniejsze przygotowanie się do liturgii przez choćby zapoznanie się z treścią czytań. Taki "wstęp" pozwala na zauważenie "myśli przewodniej" także w pozostałych elementach rytu liturgicznego.
Dobra, schodzę już z tego poważnego tonu... :)
Tak przy okazji - mnie zawsze rozwala tekst targu Abrahama z Bogiem w Księdze Rodzaju o uratowanie Sodomy przez zagładą. Z jednej strony dramatyczne, z drugiej - podobnie jak cytowany fragment - doskonała pożywka dla Monty Pytona...
-
2008/04/23 01:54:21
Ale tylko w wypadku, jeśli Twój blog jest katolicki, bo mój raczej nie... a tak w ogóle to ja całkiem powaznie z tymi odwiedzinami u Libery...
-
2008/04/23 08:43:10
Andrzeju, trochę źle mnie zrozumiałeś. Nie uważam, że ten kawałek w oryginalnej wersji nie kwalifikuje się do kabaretu. Wręcz przeciwnie. Jego przesłanie jest bardzo, bardzo pesymistyczne. To ja starałem się złagodzić nieco jego wymowę i opisać tę sytuację z odrobiną humoru. :)
Czytań tego dnia też wysłuchałem dwa razy, ale nie znalazłem w nich nic, co unieważniłoby to, w jaki sposób odczytałem ten fragment Ewangelii. Poza tym biorąc pod uwagę, że w kościele zjawiam się właściwie już tylko przy trzech okazjach: ślubów, pogrzebów i koncertów oraz to, że liturgia słowa zwykle nie przykuwa wtedy mojej uwagi (ostatnio wyjątkowo było inaczej), daruję sobie przygotowywania się do tych rzadkich odwiedzin. :)
-
2008/04/23 08:50:04
@Szukajmysie: Mój, jak widzisz, też raczej trudno określić mianem katolickiego. Ale jak trzeba, to zawsze można założyć kolejny. ;)
-
2008/04/23 09:13:48
Zwykle działa to w ten sposób, że im rzadsze odwiedziny, tym lepiej się trzeba do nich przygotować... ;)
-
2008/04/23 10:48:13
Otóż to!! Olejmy więc zakładanie bloga (które z nas bowiem by w nim pisało?) i wymyślmy sobie dylemat teologiczny. Oczywiście naumieć sie musimy tegoż dylematu ze stron co najmniej trzech plus własne przemyślenia.... A potem juz pójdzie gładko. Pisemko lub telefonik do diecezji, Jego Ekscelencja Biskup... Nawet juz wiem jak to od strony technicznej wygląda ;)
-
2008/04/23 12:49:32
Przypomnial mi sie pierwszy rok moich studiow , lektura obowiazkowa Starego i Nowego Testamentu wypadla pod choinke , a cwiczenia i wyklady z tematu zaraz po Sylwestrze i powrocie na uczelnie ; interesujaca lektura , nawet po przerobieniu czesci materialu na lekcjach religii w sali katechetycznej kosciola i na mszach i rekolekcjach , inaczej na zajeciach uniwersyteckich wygladala , pozdrawiam :)
-
2008/04/23 16:40:31
Zawsze na koniec może spaść na bohatera tekturowe pudło z napisem 5 ton. :)
-
2008/04/23 22:27:21
Jezus w tym przypadku zachował sie jak dyplomata albo polityk. tak powiedziec zeby nic nie powiedziec a duzo powiedziec. ;)
czytałeś już dawkinsa 'bóg urojony'? jesli nie to moge sie z toba wymienic. ja ci wysle dawkinsa a ty mi cos innego, równie fajnego ;) co ty na to romanie_j?
-
2008/04/23 23:26:15
@Szukajmysie: Nie wiem, czy biskupi zajmują się rozwiązywaniem problemów teologicznych. Ale mam lepszy pomysł. Załóżmy zgromadzenie zakonne. Albo dwa. Do tego potrzebna jest zgoda ordynariusza diecezji, na terenie której ma taki zakon powstać. I na pewno bez audiencji u jego Ekscelencji (ciekawe, co to jest ta "Celencja"?) się nie obejdzie. :)
-
2008/04/23 23:27:54
@Sad.a.5: Domyślam się, że inaczej interpretuje się ST i NT na uniwersytecie niż w Kościele. A przynajmniej pod innym kątem. :)
-
2008/04/23 23:28:40
@Kiljan: No tak, ale oczywiście po tym musi spaść jeszcze kurtyna, żeby nie trzeba było rozstrzygać, czy bohater wyjdzie z tego żywy. :)
-
2008/04/23 23:53:59
@Anulina: Dawkinsa męczę w wolnych chwilach, bo kupiłem te jego tomiszcze. I niestety chwilami czuję zażenowanie poziomem argumentacji i wywodu. Czasem poziom ten schodzi niżej niż poziom moich notek w blogu. Dlatego mogę wymienić coś innego na coś równie ciekawego, jeśli mam coś równie ciekawego. :)
-
2008/04/24 02:09:54
Zgromadzenie zakonne, powiadasz? Rozważę to, rozważę... A w sumie to myślę, że bez zbędnych ceregieli do spotkania mogłoby dojść...
Deschner fajniej pisze od Dawkinsa.
-
2008/04/24 09:45:34
Dlaczego? W końcu moglibyśmy się jakoś umówić, bo wszystko w tych sprawach jest umową. Rozstrzygamy raz na zawsze - Stwórca nie wstaje. Chociaż to w gruncie rzeczy nic nowego. Zdaje się niejaki Anioł Ślązak uczynił go tworem jak najbardziej śmiertelnym. W wielkim skrócie - jak ja się przekręcę, Ty, miły mój, razem ze mną.
-
2008/04/24 16:32:02
@Szukajmysie: Ja myślę, że bez ceregieli się nie da. Mam wrażenie, że Kościół głównie odprawia różne ceregiele. Co więcej, sądzę, że wielu jego członków uważa wręcz, że bez ceregieli już dawno by nie było Kościoła. ;)
Deschnera już nie kupię. Jak znajdę w bibliotece i nie zapomnę, to przeczytam. :)
-
2008/04/24 16:34:13
@Kiljan: Jest to niewątpliwie bardzo dobre wyjście z tej kłopotliwej sytuacji. :)
-
2008/04/24 21:20:42
a ja sie w nim zakochałam! rozplatanie tęczy mnie porwało! przerobiłam co mozliwe: fenotyp rozszerzony, samolubny gen, ślepy zegarmistrz. dla mnie bomba ;)
-
2008/04/24 21:56:46
@Anulina: Może inne książki mu się lepiej udały, ale "Bóg urojony" na razie mi nie przypadł do gustu. :)
-
Gość: TB, *.c149.petrotel.pl
2008/06/24 21:54:53


Panie Doktorze,
nie zamieściłem żadnego postu w komentarzach i bardzo mnie zdziwiło i zdenerwowało to, że w odpowiedzi do kogoś użył Pan mojego nazwiska bez żadnych podstaw do tego a przy tym mi ubliżając.
Bardzo proszę o nie zamieszczanie danych osobowych a przynajmniej moich.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape