|
O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze.
Blog > Komentarze do wpisu
Harcerze pomocni inaczej... Ten temat poruszałem już chyba na blogu, ale chyba tylko przy okazji. Zresztą nawet jeśli poświęciłem mu samodzielną notkę, to teraz wracam do niego. Chodzi o pewien pomysł, jaki sobie harcerze znaleźli na zarobienie pieniędzy, jak zakładam, na letni wypoczynek. Pomysł ten sprowadza się do obstawienia kas w dużym sklepie i pakowaniu klientom zakupów do reklamówek. Teoretycznie za darmo, ale ustawione na kasach dokładnie przed nosem klienta skarbonki dość jednoznacznie wskazują, że gratyfikacja za wykonaną "usługę" jest mile widziana. Pomysł ten jest z punktu widzenia jego realizatorów pewnie bardzo dobry. Świadczy o tym fakt, że takie naloty na sąsiadujący z moją uczelnią sklep urządzane były już kilkakrotnie. Założę się, że można z tego wyciąnąć niezłą kasę. Natomiast z punktu widzenia klienta ten pomysł niekoniecznie jest dobry. W każdym razie dla mnie jest to wyłącznie uciążliwość. Kiedy widzę, że przy kasie kręcą się ci "pomocnicy", wtedy najpierw szpetnie przeklinam pod nosem, a potem przy kasie staram się możliwie szybko zająć strategiczną pozycję w miejscu, gdzie lądują moje zakupy po ich nabiciu na kasę, żeby zdążyć je przechwycić, zanim dorwie się do nich ta niechciana pomoc. A to m. in dlatego, że w większości przypadków pakuję zakupione towary do własnej torby, a ta szarańcza chce mnie uszczęśliwić plastikowymi torebkami. Nie jestem zainteresowany też tym, żeby ktoś mi pakował produkty do mojej własnej torby, bo ja staram się (z różnym skutkiem) układać je tak, żeby te bardziej wrażliwe nie uległy niepotrzebnej fatydze. Tymczasem ta niechciana, natrętna pomoc zwykle pakuje wszystko, jak leci, a jedynym kryterium pakowania jest szybkość (skutki tego mogą czasem być dość żałosne). Poza tym byłbym naprawdę szczęśliwy, gdyby ktoś zapytał mnie najpierw, czy potrzebuję pomocy, bo zdarza się, choć rzadko, że mam rzeczywiście dużo zakupów, nie mam akurat swojej torby, a sprawna pani przy kasie tak szybko mnie podliczy, że muszę uciekać z na wpół spakowanymi zakupami, żeby zrobić miejsce kolejnej osobie. Dziwnym zbiegiem okoliczności wtedy akurat nie ma pod reką nikogo do pomocy. Natomiast kiedy pomocy tej nie potrzebuję, jest mi ona udzielana na siłę, tak jak dziś, kiedy szczaw stojący przy kasie, mimo że widział, iż pakuję się do swojej torby, wykorzystując chwilę zawahania złapał kilka moich zakupów i wrzucił do reklamówki. Musiałem mu je niemal siłą zabrać. Ta dzieciarnia nie robi tego wszystkiego oczywiście z własnej inicjatywy i bez nadzoru, może więc ten nadzór w postaci drużynowych czy zastępowych pouczył najpierw swoich podpiecznych, że udzielanie komuś pomocy na siłę jest równie godne potępienia, jak odmówienie jej komuś w potrzebie. Mnie się ta akcja pakowania zakupów jednoznacznie kojarzy z działaniami grup młodocianych, którzy np. myją szyby w samochodach zatrzymujących się na skrzyżowaniach nie pytając o zdanie ich kierowców. Różnica jest tylko taka, że ci dyskretniej niż tamci proszą o datek w zamian za wykonanie niezamawianej usługi. Ale i tu i tam wykorzystuje się ten sam psychologiczny mechanizm wymuszenia. Może przeczyta ten wpis ktoś odpowiedzialny za organizowanie takich akcji i przemyśli, czy nie organizować ich nieco inaczej, bo myślę, że nie jestem jedyną osobą, która odczuwa przy takiej okazji dyskomfort. środa, 21 maja 2008, roman_j
Tagi:
roman j
TrackBack
Komentarze
2008/05/21 19:08:22
a ja mowie po prostu, ze nie potrzebuje pomocy i ok. na szczescie prawie nie robie juz zakupow w marketach i watpliwe atrakcje tego typu mne omijaja ;)
2008/05/21 19:46:20
no cóż, harcerzy zaczynamy kojarzyć przede wszystkim z supermarketami...
2008/05/21 20:10:59
Mnie inicjatywa się podoba. Sam kiedyś byłem harcerze i robiło się różne akcej przy biedniejszym niż teraz narodzie. Moich "samów" też nie omijają harcerze. Ja często im dziękuję za pomoc, pakuję rzeczy sam, a im i tak odpalam 2 zeta.
Chociaż ostatnio chodziły plotki, że w większych miastach grasują po marketach bandy przebierańców, które kasują kasę na rzecz harcerzy, a w rzeczywistości kasują do własnej kieszeni. I to chyba jest problem. Jak to sprawdzić, gdy już przyjdzie do pomocy? Oni przecież nie mają plakietek z hologramami. :) 2008/05/21 21:24:03
@Ernest: Twój pomysł mi się dużo bardziej podoba niż to, co robią teraz. :)
2008/05/21 21:26:10
@Pajeczaki: Jest to jakieś wyjście z sytuacji, ale myślę, że to jednak strona oferująca pomoc, przynajmniej w takiej sytuacji, powinna spytać, czy jest ona potrzebna. A ja robię zakupy głównie w takich sklepach. :)
2008/05/21 21:27:33
@Fafkoolec: Nie tylko. Mnie się na początku maja skojarzyli też z zatłoczonym pociągiem i bezmyślnością decydentów z PKP. Ale o tym może napiszę za jakiś czas na moim turystycznym blogu. :)
2008/05/21 21:30:50
@Harry: Ja też byłem harcerzem, ale jakoś nie zdarzyło mi się nigdy prowadzić w ramach harcerstwa działań polegających na narzucaniu się z pomocą, czy wręcz pomaganiu komuś wbrew jego woli. Taka "pomoc" jest swoim zaprzeczeniem. A co do przebierańców, to zakładam, że ta akcja jest uzgadniania z kierownictwem marketu, a to powinno zażyczyć sobie jakiegoś potwierdzenia, że to rzeczywiście są harcerze. :)
Gość: MacGyver, host-89-229-151-201.plock.mm.pl
2008/05/21 22:17:58
@ ernest_pinch
Odnośnie plynu do spryskiwaczy: Wykonując kiedys drobne prace dla stacji benzynowych miałem okazję stanąć "za ladą" i to na kilku stacjach. Jakże mnie rozbawiła karteczka którą wtedy dostrzegłem (była na każdej stacji i umieszczona w ten sposób że widać ją było tylko zza kasy). Były na niej w puntkach wyszczególnione czynności które kasjer ma wykonać. Wyglądało to mniej więcej tak: 1) przywitanie 2) który dystrybutor 3) kwota do zapłaty 4) paragon czy faktura? 5) płatność kartą czy gotówką 6) sprzedaż aktywna (i dopiski w rodzaju zaproponować batonik :) ) 7) pożegnanie Od tamtego czasu kiedy kupuje jakieś paliwo na stacjach z Orłem to pierwsze co robie podchodząc do kasy to wygłaszam monolog: "Dzien Dobry, paliwo z czwórki, płatność gotówką bez faktury a za batonik dziękuję" :)
Gość: Renia, 88.220.32.16*
2008/05/21 23:13:59
Ech Ci harcerze.
Ja dzisiaj przeżyłam nalot w Kauflandzie, ale poszłam do kasy gdzie szczęśliwie ich nie było. Osobiście jak już mi się trafi taka gratka, to mówię do harcerza, dziękuję za pomoc, wkładam do puszki złotówkę i mam spokój. Sama kiedyś pakowałam i wiem jak różnie ludzie reagują ;))) A jeżeli chodzi o przebierańców, to nie jest możliwa taka kwestia. Wszelkie zbiórki są obostrzone tyloma zezwoleniami włącznie z ustaleniem terminów, ustaleniem formy zbiórki i potem podanie wyniku do wiadomości publicznej, zgodami dyrekcji wszelakiej maści itp itd, wiem bo sama to kiedyś załatwiałam. Inna sprawa, ze bardzo często (np. w Wawie) łażą "przebierańcy" po parkingach... 2008/05/22 08:47:33
Romanie_J,
też nie lubię tego przymusu spakowania mi zakupów. Lubię pakować sama i nie lubię, jak sie na mnie presję wywiera, że mam coś do puszki wrzucić. Za to wrzucone wolę puszkę kociego jedzenia kupić i zawieźć do schroniska (znaczy się generalnie wolę zwierzęta od harcerzy;)) Pozdrawiam:) 2008/05/22 12:25:33
Oj tak, tak...
Kiedy w sklepie mówię harcerzom, że nie potrzebuję pomocy, czuję się jak świnia, bo dzieciakom tam przecież fajnie przy tych kasach nie jest. Jeśli skorzystam z pomocy, a nie dam kasy, czuję się jak jeszcze większa świnia. Rozwiązanie pod tytułem "dam jednak kasę" nie wchodzi jednak w grę, właśnie z powodu zastosowania mechanizmu wymuszenia. To samo robię na skrzyżowaniach, kiedy "uczynni" myją mi szybę. Zawsze mówię, że nie chcę, a jeśli umyją mimo to, nie płacę. Ale wtedy robię to naprawdę z duszą na ramieniu. 2008/05/22 13:46:24
ha ha, już widzę w wyobraźni jak walczysz z harcerzykami o zapakowanie np. bułeczki do swojej torby :D jakoś mnie to strasznie rozbawiło :D a ja jako, że jestem sknera, z pomocy bym pewnie skorzystał, ale i tak do skrbonki nic nie wrzucił :D ale ja to zły człowiek jestem, bardzo zły :D
2008/05/22 21:00:00
Zrzędzisz ;) Czasem mi zapakują a czasem ich wyprzedzę. Czasem dam im jakąś monetę, czasem nie. To ja, jako klient mam wybór :) I mi ich jest szkoda. Sam ostatnio słyszałem jak jeden do drugiegi mówił: -"Kurcze, dziś jest Indiana Jones w tv ! Ciekawe czy zdąże..."
2008/05/23 04:55:47
@Renia: Wrzucasz złotówkę i nie korzystasz? To prawie jak w jednym komiksie z Kajkiem i Kokoszem: "Za dodatkową opłatą nasz trubadur umili państwu podróż NIE ŚPIEWAJĄC" ;)
2008/05/23 05:00:13
@Gosiazdj: No właśnie. I tak źle i tak niedobrze. Można odnieść wrażenie, że nie ma dobrego wyjścia z sytuacji. :)
2008/05/23 05:03:33
@Hyperion: Do walki na szczęście nie doszło. Kiedy moje zakupy zaczęły lądować w reklamówce, najpierw gestem pokazałem, że mają wrócić, a potem (dziecko chyba nie zrozumiało, bo było w lekkim szoku, że ktoś nie chce jego pomocy) sam je sobie musiałem przełożyć. Przemocy z zasady nie stosuję. Kiedyś, gdy pierwszy raz trafiłem na tę pomoc i nie zareagowałem na czas, później po prostu zostałem dłużej przy kasie, pracowicie wyjąłem wszystko z reklamówek i zapakowałem do swojej torby. :)
2008/05/23 05:06:12
@Beaviz: Klientem to jesteś tylko wtedy, gdy zdążysz ich wyprzedzić. Ja wolałbym być potraktowany jako klient niezależnie od tego, jaki mam refleks. ;)
Myślę, że nie masz ich co żałować, bo mają z tego przynajmniej kasę i są do przodu nawet jeśli nawet nie dostają jej do ręki. A Indianę Jonesa mogą sobie później ściągnąć z Sieci. ;)
Gość: Renia, 88.220.32.16*
2008/05/23 17:13:51
a nie korzystam, bo kiedyś jak skorzystałam, to miałam na dnie reklamówki jajka a na wierzchu ziemniaki ;)
a płacę, bo dzieciaki przynajmniej się starają bardzo dawno temu urzekł mnie jeden chłopiec, który podszedł do mnie na parkingu w wawie, poczekał aż spakuję zakupy, dygnął i powiedział: " proszę pani czy mogę odprowadzić pani wózek, gdyż w ten sposób sobie dorabiam" :))) 2008/05/25 20:11:05
@Renia: Czyli płacisz za dobre chęci? Można i tak. Ja wolę płacić za robotę i to dobrą. :)
Gość: Renia, 88.220.32.16*
2008/05/26 10:56:19
Ciężko wymagać od dzieci, zeby dobrze zarabiały.
Jak dla mnie wystarczy, ze dobrze umotywują dlaczego chcą zarobić. Innych rzeczy wymaga się od dorosłych, czyż nie? ;) 2008/05/27 21:12:57
@Renia: Rzeczywiście, trudno wymagać od dzieci, żeby dobrze zarabiały, bo kto zatrudni dziecko na pełen etat na popłatnym stanowisku? ;)
A na poważnie, jeśli dobrze zrozumiałem, co chciałaś napisać, to myślę, że od dzieci można wymagać, żeby to co robią, zwłaszcza za pieniądze, robiły dobrze. Zwłaszcza, że w tym przypadku chodzi o czynność naprawdę nieskomplikowaną. Przecież dzieciom stawia się wymagania, choćby w szkole: nie stawia się dziecku piątki za to, że ma chęć napisania dobrze klasówki lub za to, że dobrze uzasadni, dlaczego chce mieć piątkę, ale za to, że klasówkę napiszę i to bardzo dobrze. Mam poważną obawę, że płaceniem za same dobre chęci można niezamierzenie wychować leni i partaczy o roszczeniowym podejściu do życia. Ale może moje obawy są przesadzone. :)
Gość: płocczanim, 193.138.110.13*
2008/05/28 12:02:48
Panie Romanie J. Delikatnie mówiąc, dziwi mnie Pana spojrzenie na sprawę. Może lepiej by było gdyby te dzieciaki wyrywały paniom torebki, lub wkradały się nocami do kiosków. Super. Człowieku. Nie raz i nie dwa znalazłem się w sytuacji kiedy harcerze pakowali zakupy w sklepie. Powiedziałem dziękuję i było po sprawie. Grzecznie, uprzejmie i miło. Ale widać takie odczucia są Panu obce, bo sądząc po języku, którego Pan używa ("dzieciarnia", "nalot") nie nalezy Pan do ludzi pozytywnie patrzących na świat. Nie widzę nic złego w pracy młodych ludzi, tymbardziej, kiedy zarabiają na obóz czy kolonie i są to grupy zorganizowane. Nie chcę pomocy? Wystarczy powiedzieć dziękuję. Tak mało, a jak widać, dla niektórych tak dużo
2008/05/28 20:23:40
@Płocczanim: Człowieku, że pozwolę sobie użyć tego wykrzyknika, jaki pojawił się w Twoim komentarzu, zanim następnym razem wejdziesz do części służącej komentowaniu wpisów w tym blogu, zastanów się, jaki cel Ci przyświeca. Ja po uważnym przeczytaniu do końca Twojego komentarza, nadal nie znam odpowiedzi na to pytanie. Sądząc po słowach "(...) nie nalezy Pan do ludzi pozytywnie patrzących na świat" zwyczajnie czepiasz się mnie. Dlaczego? Jesteś może jednym z tych harcerzy i poczułeś się dotknięty? A może chcesz mi coś wytknąć? Pokazać mi, jakim to jestem złym człowiekiem? Tylko po co? Żeby mnie zreformować? Na to nie masz szans. A na pewno nie w ten sposób. Zresztą dlaczego miałoby Ci na tym zależeć? Pozostaje więc jeszcze możliwość, że napisałeś to, żeby poczuć się lepiej. Pomogło? Dowartościowałeś się tym, że w czasie "nalotu" "dzieciarni" zachowujesz się grzecznie, uprzejmie i miło (BTW: aż trzy przymiotniki o prawie identycznym znaczeniu, hmmm...), a ja według Ciebie tego nie robię, więc możesz mieć o sobie dobre mniemanie? Świetnie. Cieszę się, że mogłem Ci pomóc. Zapraszam do kolejnych wizyt i pisania kolejnych komentarzy, które poprawią Ci samopoczucie. ;)
Gość: Ania, cio58.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/06/06 22:51:59
Dzień dobry. Po przeczytaniu pańskiego komentarza stwierdzam, że jest pan zadufaną w sobie osobą, nieobiektywną, ironiczną i sarkastyczną i gdyby pan był bardziej kulturalny to grzecznie by pan odmówił. Poza tym, "młodym szczawiem" to jest pan, bo nie potrafi pan uszanować pracy młodych osób, a nawet niekiedy dzieci, które próbują w jakikolwiek sposób zarobić na swój letni wypoczynek.
Co do tego, że harcerzy nigdy nie ma, jak ma pan dużo zakupów- jest żenujące, i tym stwierdzeniem podkreśla pan, że jest pan egoistą i myśli pan tylko i wyłącznie o własnych korzyściach. Chyba ma pan kompleks niższości, bo widocznie to dziecko które wyrwało panu zakupy myślało, że jest pan dorosłym dzieckiem. Jest w stanie stwierdzić, że ma pan zawyżone własne ego. Dalej, przedstawia pan akcje zbierania pieniędzy w bardzo złym świetle, widocznie całe pańskie życie jest takie samo jak ta opinia, nic się nie podoba- może trzeba zmienić swoje nastawienie na innego człowieka i umieć dostrzegać jego problemy i podejmowane działania. Z tego co mi wiadomo, to jest pan doktorem i wykłada pan na uczelni, z tego wynika że jest pan pedagogiem, który ma kształtować osobowość młodego człowieka i uczyć go szacunku i poszanowania dla drugiego człowieka. Przynosi pan WSTYD polskiemu gronu pedagogicznemu. Pozdrawiam, Ania 2008/06/07 10:28:26
@Ania: Pani Aniu, strasznie się pani rozindyczyła. :) Proszę przeczytać komentarz podpisany nickiem "płocczanim". Widzi pani podobieństwa ze swoim? Zakładam, że tak, więc proszę sobie następnie przeczytać moją odpowiedź, jaką nań udzieliłem, bo nie ma sensu, żebym to ponownie pisał adresując moje słowa tym razem do pani. :)
Mam nadzieję, że napisanie tego komentarza w moim blogu przynajmniej przyniosło pani chwilową ulgę, bo inaczej szkoda byłoby poświęconego na to czasu, gdyż ja nie wezmę sobie do serca ani jednego pani słowa. Za dużo jest w nich negatywnych emocji, którymi najwyraźniej pani kipi, a za to zupełnie brak mądrości życiowej i powściągliwości w formułowaniu sądów, którą cenię także u krytyków. :) Podsumowując napiszę, że uważam, że pani komentarz jest świetnym komentarzem do... pani komentarza, jeśli rozumie pani, co mam na myśli. :) Mimo wszystko pozdrawiam.
Gość: , chello089077101233.chello.pl
2008/10/13 10:12:30
PRzecież zawsze możesz powiedzieć, że dziękujesz za pomoc i sam sobie spakujesz. Ot i po problemie
2008/10/14 10:04:48
@[IP: chello089077101233.chello.pl]: Tak samo można najpierw zapytać, czy ktoś życzy sobie pomocy i problemu dzięki temu nie stwarzać. :)
2010/12/04 10:31:29
Znalazłem ten wpis sprzed 2 lat, bo szukałem potwierdzenia, że nie tylko ja jestem zniesmaczony akcjami w marketach prowadzonymi przez harcerzy.
Dlaczego szukałem? Bo dziś mój 11 letni syn idzie na zbiórkę, gdzie ja mam zdecydować, czy daję pozwolenie na jego udział w tym procederze. Nie dam. Nie cierpię pakowaczy z wcześniej przez Was wymienionych powodów. Wolałbym zobaczyć harcerzy, jak odśnieżają chodniki czy osiedlowe parkingi. I pewnie spółdzielnie czy urzędy miasta (gminy) znalazłyby parę złotych. A praca byłaby społecznie użyteczna, budowałaby pozytywny wizerunek harcerstwa. Są również inne metody zarobienia pieniędzy na obozy, ale trzeba trochę się wysilić i pomyśleć. Ot choćby zbieranie makulatury. 2010/12/04 15:10:01
@Ojczym2007: Jak widać, jest nas zdegustowanych trochę więcej niż można by podejrzewać patrząc po reakcjach w sklepie. :)
2010/12/04 23:53:06
Po rozmowie z matką syna, aby uniknąć wojny zgodziłem się na 1-2 godziny "pracy". Niestety chyba nie przekonały jej moje argumenty, ale ciągle mam nadzieję, że mój syn nie będzie pakowaczem, harcerzykiem. W dodatku jeszcze bez munduru.
2010/12/05 19:53:35
@Ojczym2007: Może następnym razem zamiast z matką syna lepiej pogadać z jego zastępowym czy drużynowym i przekonać go, że są lepsze sposoby zarabiania pieniędzy, a ten jest pójściem na łatwiznę i ociera się o wymuszenie (choć niekoniecznie rozbójnicze)? Ale i tak całe szczęście, że syn nie dostał za zadanie na przykład przeprowadzać staruszki przez jezdnię. Nawet te, które wcale nie zamierzają na drugą stronę przechodzić, ale mają pecha znaleźć się w okolicy przejścia. ;)
2010/12/05 21:24:23
Z zastępową rozmawiałem, ale to też dziecko - gimnazjalistka. Robi, co jej kadra każe. Musiałbym udać się wprost do hufca. Możliwe, że tak zrobię.
Przejrzałem fora ZHP i tam sporo jest negatywnych ocen ze strony samych harcerzy. Ale widocznie góry to nie interesuje, bo znalazłem też instrukcje dotyczące takich akcji opublikowane przez różne hufce. Ogólnie - żenujące. 2010/12/06 00:37:46
@Ojczym2007: No tak, jeśli zastępowa jest w takim wieku, to faktycznie trzeba wyżej. U mnie takie akcje robi ZHR, ale widzę, że nie jest to domeną tylko tej organizacji.
Może w ramach uświadamiania im, jak są postrzegani, warto im podesłać link do tej notki w blogu? ;) |
|
Wqrwiajace jest takie namolne dzialanie. Nie lubie tez tych gadek na stacjach paliwowych: "polecam rowniez plyn do spryskiwaczy.... a za parowke dopisujemy 100pkt..." I generalnie draznia mnie takie gadki "zaczepne", jak kiedys pisalem - mierze spodnie, a ekspedientka "dobrze lezy pupcia?" Juz mnie korcilo odpowiedziec:" a prosze sprawdzic :D