O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Na tropie Wańkowicza

Wbrew piętrzącym się obowiązkom, choć czuję, że kradnę czas poważniejszym sprawom, napiszę kilka zdań w blogu. Skończyłem bowiem czytać "Zupę na gwoździu" Wańkowicza i przymierzam się do kolejnej jego książki. Refleksje mam w związku z tym dwie.

Pierwsza refleksja jest nawet dość aktualna, bo przyszło mi do głowy, że Wańkowicz pół wieku temu był tym, kim obecnie jest dla czytelników Kapuściński. Zdaję sobie sprawę z ułomności tego porównania i nie będę tłumaczył się z oczywistych różnic. Widzę jednak na tyle dużo podobieństw, że będę przy swoim zdaniu obstawał.

Druga refleksja jest taka, że dziwnymi drogami odkrywam twórców literatury, którzy po bliższym poznaniu prowokują mnie do pytania "Dlaczego nie odkryłem go wcześniej?". Jednym z takich był na przykład Marek Hłasko. A było to na początku liceum, kiedy w rozmowie z A., nie pamiętam już na jaki temat, pojawił się Marek Hłasko w ten sposób, że A. relacjonował mi jak w jakiejś audycji telewizyjnej lub radiowej jakaś pani załamywała ręce, że Hłasko jest przez obecną młodzież zupełnie zapomniany (a było to kilkanaście lat temu).

Pomyślałem sobie, że widać musi być jakiś powód tego zapomnienia i przy najbliższej wizycie w bibliotece poprosiłem o jakąś książkę tegoż autora. Przeczytałem i... wsiąkłem. Skrupulatnie przeczytałem wszystko, co z twórczości Hłaski było w zasobach mojej biblioteki. Potem nawet zakupiłem kilka pozycji na Allegro. Więcej nawet, twórczo z tej lektury skorzystałem pisząc wypracowania w ramach sprawdzianów z języka polskiego, które, napiszę nieskromnie, sporo dzięki temu zyskiwały. Tak samo zresztą wykorzystałem twórczo odkrytego wówczas Remarque'a. W oparciu o nich napisałem zresztą maturę z polskiego ocenioną na bardzo dobry.

A jak trafiłem na Wańkowicza? Otóż nie dawał mi spokoju pewien cytat, który kilka razy rzuciła B. podczas naszych wspólnych wyjazdów turystycznych. Jeśli dobrze zrozumiałem, cytat ten miał być w książce "Ziele na kraterze". Przeczytałem, nie znalazłem. Postanowiłem szukać dalej. Przeczytałem "Zupę na gwoździu". Też nie znalazłem, ale znalazłem trop. Nie napiszę na razie jaki, żeby nie zapeszać. Ale nawet jeśli znajdę już ten cytat, to Wańkowicza, tak jak wcześniej Hłaskę, wyczytam do końca. Wciągnął mnie.

I tak przy okazji żywię w sobie skromną nadzieję, że może i ja kogoś skłonię do odkrycia Hłaski czy Wańkowicza. Niekoniecznie spośród tych, co się pod wpisem deklarują w komentarzach, że przeczytają. Z własnego doświadczenia wiem, że czyny są więcej warte i słowa, a złożona publicznie deklaracja czasem jest ostatnim ruchem we wskazanym kierunku. Dlatego nie obiecujcie przez grzeczność, że przeczytacie. Przeczytajcie, a najwyżej potem się pochwalcie. :)

środa, 10 marca 2010, roman_j
Na tropie Wańkowicza Wańkowicz Kapuściński Hłasko moje lektury roman j

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/03/10 14:58:52
O, myśmy się w liceum rozczytywali w Hłasce. Obowiązkowo!! Nie znać Hłaski to był obciach! :))
Często tak jest, że coś usłyszysz, jakieś zdanie wydaje ci się interesujące i potem brniesz zaciekawiony... Ja też miewam takie ciągi. Na przykład jakiś czas temu ostro pojechałem z Virginią Woolf, która mi diabelnie przypasowała i stała się kimś w rodzaju duchowej siostry. Bardzo mnie cieszą takie odkrycia. :)))
Albo pamiętam też, jak dotarłem do pism Schopenhauera. Ciekawe to było. Siedzieliśmy ze znajomymi przy ognisku i gadaliśmy poważnie. Ja rzuciłem jakąś niezbyt wesołą myśl, a koleżanka mi powiedziała - Schopenhauer miał chyba rację... Zaraz musiałem udać się na poszukiwania. :)) Choć na jego "główniaka" musiałem trochę poczekać, bo wyszedł u nas dopiero w połowie lat dziewięćdziesiątych. :))
-
2010/03/11 17:22:14
Ziele czytałam, zupy nie. Nadrobię zaległości. Za Hłaską nie przepadam.
-
2010/03/11 23:14:46
@Kiljan: Może te kilka lat różnicy tłumaczy inne podejście? Wszak moda nie omija też literatury.
Nie wiem, czy sięgnę po Woolf, za to wiem, że na filozoficzne rozważania jestem obecnie za bardzo wewnętrznie rozedrgany. Do takiej lektury, jak zakładam, potrzeba jednak skupienia, pustelniczego rysu w duszy. Kiedyś byłem bardziej taki, bardziej skierowany do wewnątrz, skupiony. I wtedy m.in. Hłasko bardzo mi podochodził, a dziś nie jestem pewien, czy bym się w jego powieściach tak zakochał. Boję się próbować do tego wrócić. Na razie trzymam się kurczowo wrażeń z tamtej lektury. W obecnym stanie ducha po pewne książki nie sięgnę, bo obawiam się, że nie doceniłbym ich. Chciałbym, żeby ktoś dał mi jakiś miesiąc (na początek) urlopu od codziennego życia. Wtedy mógłbym sięgnąć po ambitniejszą lekturę. Ech, znów powraca do mnie wizja zamknięcia się w jakiejś pustelni z dala od większości wynalazków cywilizacji i poświęcenia się tam lekturze oraz kontemplacji. Taki prysznic dla ducha. :)
-
2010/03/11 23:16:03
@Hanula: Jak chyba będę "zaległości" nadrabiał z pół roku sądząc po długości listy pozycji autorstwa Wańkowicza. :)
-
2010/03/12 16:10:22
Też nie wiem, czy dziś by mi się Hłasko podobał. Tak jak ty, nie sięgałem po niego dawno... I chyba już nie będę wracał... Pochłaniają mnie inne rzeczy...
Ja na szczęście mogę się skupić, by zaraz się rozproszyć... Jestem jak kasa - raz rozmieniony na miedziaki, a raz jak poważne, królewskie dwie stówy... :)
-
Gość: nightwatch, *.nat.umts.dynamic.eranet.pl
2010/03/14 07:42:11
Zara, zara. Roman, w liceum kupowałeś Hlaskę na Allegro? A teraz wykładasz na uczelni? Rozumiem, poznali się na Tobie wcześnie i ze studenta od razu zostałeś profesorem!
PS Hłaskę uwielbiałem, zwłaszcza 'Bazę Sokołowską' którą przypadkowo przeczytałem w podstawówce. Wańkowicza opowieści też, ale chyba znowu o nim w szkole ani mru mru.
-
2010/03/14 09:26:31
@Kiljan: Tak sobie myślę, że dobrze jest trafić na wartościową książkę w takim okresie swojego życia, kiedy jest szansa, że doceni się jej wartość. :)
-
2010/03/14 09:33:41
@Nightwatch: W notce nie jest napisane, że książki Hłaski kupowałem na Allegro w liceum. To niemożliwe choćby dlatego, że w liceum nie miałem konta na Allegro. A do pracy na uczelni wystarcza już magisterium, choć do prowadzenia wykładów w takiej sytuacji wymagana jest zgoda Rady Wydziału. :)
-
2010/03/22 12:20:24
Witam,
to na pewno jest kwestia mody i programu nauczania;
za tzw. moich czasów, Hłasko był lekturą obowiązkową, a Wańkowicz na topie.
Za czasów mojego dziecka na topie był Hesse, którego ja kojarzyłam ze studiów, ale, jak to bywa z lekturami, nie przeczytałam.
Warto znać klasyków, że tak polecę truizmem;
szkoda, że dzisiejsze programy nauczania tak bardzo ich listę ograniczają, może autorzy tychże (programów) o tym nie wiedzą?
Ciekawi mnie ten cytat z Wańkowicza...
-
2010/03/31 22:39:35
@Ikroopka: Program nauczania niewątpliwie wymusza zapoznanie się z pewnymi pozycjami (niekoniecznie ich przeczytanie). Ja z tego powodu przekopałem się na przykład przez "Chłopów" Reymonta i choć nie uważam tego za pasjonującą lekturę, to nie żałuję. Hessego sam odkryłem niezbyt dawno i choć na przykład "Wilk stepowy" wydał mi się nieco przereklamowany (jeśli można użyć takiego określenia), to już "Siddhartha" bardzo mi przypadł do gustu i serca. Też uważam, że klasyków znam warto.
Co do tego cytatu z Wańkowicza, to napiszę, że chodziło z grubsza o historię z rosyjską maturą, której Wańkowicz nie mógł zdać. Zdał za to w Moskwie maturę z przekleństw, kiedy wielokrotnie obsztorcowawszy moskiewskiego dorożkarza usłyszał od niego na koniec: Sadis' barin. Darom powiezu! I o ten cytat, a raczej o całą tę historię mi chodziło. Chciałem poznać ją w oryginale. I znalazłem ją rzeczywiście na kartach książki "Tędy i owędy". :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape