O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Spotkania z dziczyzną

Udało mi się ostatnio pobyć trochę na łonie natury. Udało się tylko dlatego, że było to częścią moich nieobowiązkowych obowiązków, które wynikają z tego, że na szczęście udaje mi się znaleźć w życiu czas na moje pasje. Jedną z nich jest turystyka, a ta wiąże się z przebywaniem, w większości przypadków, na świeżym powietrzu. Niekiedy nawet z obowiązku, jak w przypadkach, o których piszę poniżej.

Zacznę od tego, że na poprzednim rajdzie, w którym brałem udział z ramienia lokalnego oddziału PTTK mój prowadzący inną trasę imiennik poprosił mnie o przygotowanie trasy na kolejny rajd. Trasę przygotowałem, została zaakceptowana i miałem ją poprowadzić podczas tegoż kolejnego rajdu. Ponieważ jednak na etapie układania trasy wodziłem po niej jedynie palcem tudzież pisakiem, uznałem, że muszę ją także wcześniej przejść, bo mapy sobie, a życie sobie. I dobrze zrobiłem, bo okazało się, że nie do końca ta trasa może tak wyglądać, jak ją sobie narysowałem. Ale o to mniejsza.

To, co ciekawsze w całej tej sprawie, to bliższe spotkania z dziką zwierzyną, jakie miałem przechodząc tę trasę samemu. Najpierw gdzieś na bocznej dróżce zamajaczyła postać sarny. Nie widziała mnie, więc niespłoszona stała sobie na dróżce. Jestem prawie pewien, że to była sarna, ale w tym momencie muszę dokonać małej dygresji związanej z tym, jak klasyfikuję zwierzynę leśną.

Otóż wszelkie widywane najczęściej ssaki leśne (poza wiewiórkami i innymi zwierzętami praktycznie niewidywanymi przeze mnie jak lisy, wilki, żubry, rysie, itp.) zaliczam do jednej z trzech grup: "zając", "dzik" i "sarna". O ile przedstawiciele dwóch pierwszych są dość dobrze zdefiniowani, o tyle do trzeciej kategorii zaliczam wszystko, co nie należy do dwóch pierwszych i co jednocześnie nie przypomina tych wymienionych wyżej w nawiasie. Wystarczającym kwalifikatorem jest to, że jest to ssak, który jest większy od zająca, porusza się na czterech kończynach i nie ma ryja jak dzik. Wiem, że ta kategoria jest przez to bardzo szeroka, bo zaliczyć do niej można także np. pijanego leśniczego, ale na moje potrzeby podział ten jest wystarczający.

Tak więc wracając do tematu, najpierw spotkałem, a raczej zobaczyłem sarnę. Widok dla mnie nie taki znów rzadki, żebym się mocno wzruszył. Jakieś pół godziny później miałem dużo bardziej emocjonujące spotkanie, bo przez drogę przebiegł mi dzik. Nie wiem, czy to był odyniec czy locha, ale osobnik był naprawdę dorodny i w porównaniu z tym, o którym pisałem na moim blogu turystycznym, a którego spotkałem w Piaskach na ulicy, ten był po prostu wielki. Przebiegł najpierw kłusem ścieżką przede mną, a potem, o zgrozo, zatrzymał się w bezpiecznej odległości w zasięgu wzroku. W tym momencie zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem za chwilę ja nie będę tak kłusował przed siebie, jak on przed chwilą, mając go za sobą. Na szczęście do takiego zajścia nie doszło.

Wreszcie niedaleko mety znów jakieś dzikie stworzenie z kategorii "sarna" przebiegło mi przez ścieżkę. Z tym, że im dłużej o tym myślę, tym mniej przekonany jestem, że była to rzeczywiście sarna. Ale tak myślałem o tym zwierzęciu wtedy i niech tak zostanie. Po powrocie pomyślałem sobie, że miałem dużo szczęścia i dlatego, że nie doszło do bliższego spotkania z dzikiem i dlatego, że jednak tej zwierzyny dzikiej trochę obejrzałem. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że to, co widziałem, wkrótce mocno zblednie w moich oczach.

W dniu rajdu wziąłem swoją grupę i przegoniłem ją po lesie zgodnie z zaplanowaną trasą. Piszę "przegoniłem", bo choć nie miałem takich planów, to prułem przez las tak szybko, że peleton mocno się rozciągnął. Dopiero na mecie uświadomiłem sobie, jakie musiało być tempo, skoro w niecałe cztery godziny przeszliśmy około 16 kilometrów robiąc po drodze postoje trwające łącznie dobrze ponad pół godziny. Może doświadczonemu turyście takie tempo i taki dystans wydadzą się nie warte celebracji, ale nie prowadziłem trasy zaprawionych w rajdach turystów, ale młodzież, z której część, jak przyznali, poprzedniego dnia jeszcze imprezowała do późna w nocy. Trochę się więc zmordowali, ale za to przynajmniej niektórzy mieli po drodze atrakcje.

Najpierw drogę przecięły nam 3-4 sztuki "saren". Niedługo potem kwicząc w niebogłosy odbiegał od ścieżki w las mały dziczek. Skoro był mały, to podejrzewałem, że gdzieś pewnie kręci się też jego matka, ale na szczęście nas nie niepokoiła. Za to znów za jakiś czas przebiegła nam przez ścieżkę prawdziwa leśna procesja.

Najpierw 6-7 osobników z kategorii "sarna", o których, im dłużej o tym myślę, chyba nie mogę z przekonaniem napisać, że rzeczywiście były to sarny, bo jak na sarny to były po prostu za duże. Na dodatek były dużo ciemniej ubarwione niż moim zdaniem ubarwione sa sarny. Teraz myślę, że mogły to być łosie. Najpewniej samice, może z młodymi. Po tych kilku osobnikach, a może raczej prawie razem z nimi zaczęły przebiegać przez ścieżkę dziki z młodymi. Ile było dorosłych dzików, nie wiem, ale sądzę, że też około 6-8, ale za to próbując doliczyć się biegnącego z nimi drobiazgu, straciłem rachubę. Za szybko biegły i było ich za dużo. Myślę, że mogło być ich kilkadziesiąt. W międzyczasie znów przebiegło kilka sztuk "saren" (bardziej wyglądających na łosie), a między nimi biegły małe warchlaki.

Widok był niesamowity. Głównie ze względu na liczbę, bo tak licznej grupy zwierząt biegnących razem, jak żyję nie widziałem, a trochę po lasach już chodzę. Początkowo przebiegały jakieś 50-100 metrów od nas, ale my wciąż szliśmy w ich kierunku, a one wciąż biegły. Zastanawiałem się, czy jest ich tyle, że kiedy my dojdziemy do tego miejsca, one wciąż będą przed nami przebiegać. Mimochodem nieco zwolniliśmy. Jednak procesja ta, jak na procesję to może za mało dostojna, skończyła się zanim do niej doszliśmy, a kiedy napotkaliśmy ślady kopyt na ścieżce, zwierząt już nawet nie było widać w gęstwinie.

Niektórzy z naszej trasy mieli jeszcze bliższe spotkanie z dziczyzną, bo sarny (lub inne jeleniowate) wypadły dosłownie kilka metrów od nich nieźle ich przy tym wystraszywszy. Kilka metrów bliżej i byłyby ich stratowały. Mimo wszystko dla takich chwil i takich widoków warto ruszyć czasem cztery litery z domu i przejść się po lesie. Polecam. :)

niedziela, 25 kwietnia 2010, roman_j
Spotkania z dziczyzną roman j PTTK łosie rajd turystyka dziki las

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/04/25 12:33:02
Sarny są cudowne. Mają takie piękne oczy.
Pozdrawiam niedzielnie.
-
2010/04/25 15:25:49
romanie_j ja na co dzien po drodze do pracy widuje ssaki przydrożne ;)
-
2010/04/25 18:08:13
@Hanula: Być może, żadna sarna nie chciała się zatrzymać, więc nie mogłem im zajrzeć w oczy. :)
-
2010/04/25 18:08:46
@Anulina: Ty widujesz zapewne ssaki przydrożne - dwunożne. :)
-
Gość: młody 23, 80.50.134.*
2010/04/28 21:38:30
Matka natura często nasz zaskakuje, oczywiście bardzo pozytywnie ;)
-
2010/04/29 10:00:14
@Młody: Matka Natura zaskakuje i zachęca do tego, żeby częściej przebywać na jej łonie. Chociaż biorąc pod uwagę liczbę spotkanych dzików mój zapał do zapuszczania się w pobliskie lasy troszkę osłabł. :)
-
Gość: młody 23, 80.50.134.*
2010/04/29 21:22:13
Trzeba być twardym ;) One też mają uczucia na pewno tez im się udzieliło sporo emocji ;)
-
2010/05/01 19:40:05
@Młody: Ja niekoniecznie chcę dostarczać dodatkowych emocji zwierzętom. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape