O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

Tak zwana kawa

Piszę właśnie notkę w moim blogu turystycznym, ale postanowiłem przerwać na chwilę i zapisać coś tutaj. Rzecz będzie o kawie.

Namiętnie pijam od dłuższego czasu coś, co u prawdziwych kawoszy wzbudziłoby jedynie grymas obrzydzenia, czyli kawę rozpuszczalną. Nie jest to najniższy upadek, jaki można zanotować, bo jeszcze gorsza jest ciecz, którą nazywają kawą, a która sączy się ustawionych na uczelni automatów. Niemniej jednak piję coś, co jest odpowiednikiem buły z MacDonald's w świecie kaw.

Jakoś mi to dotąd specjalnie nie przeszkadzało, ale niedawno matka zwróciła moją uwagę na tę oczywistą oczywistość, że piję coś, czego składu nie znam, co jest bardzo głęboko przetworzone, etc., etc. Ona ujęła to zwięźlej, ale ja tak to sobie potem rozwinąłem. I pomyślałem, że może warto jednak przerzucić się na coś bardziej kawę przypominającego.

Łatwa to decyzja nie jest, bo kawy "plujki" nie lubię. Mam co prawda w spadku po ojcu zaparzarkę, z której mogę mieć kawę odfiltrowaną z większości fusów, ale to nie do końca to. Mam też kafetierkę, ale z niej wychodzi kawa tak esencjonalna, że boli mnie po jej wypiciu żołądek. Ekspresu do kawy nie mam i nie mam w planach jego zakupu. Kiepskiego kupować nie warto, dobry kosztuje tyle, że na obecnym etapie mojego życia uważam taki zakup za fanaberię.

Summa summarum zdecydowałem się jednak skorzystać ze spadku po ojcu, czyli pić kawę z zaparzarki. Co prawda kawa z wrzątkiem zalanego miału smakuje mi najmniej, ale uważam, że gust można odpowiednio ukształtować. Wino czerwone wytrawne też mi przecież kiedyś nie smakowało. Na pierwszy ogien poszła kawa poranna. Smak i zapach odstręcza, ale dzielnie wypijam. Potem kawa poobiednia. Też wypiłem bez krzywienia się. Jednak dwie godziny później coś we mnie pękło. Poszedłem do kuchni, sypnąłem sobie łyżeczkę kawy rozpuszczalnej do kubka, zalałem "gorącą, ale nie wrzącą" wodą i duszkiem wypiłem. Teraz mi lepiej.

Nie doceniłem siły przyzwyczajenia. A może z kawą rozpuszczalną jest jak z niezdrowym (zbyt tłustym) jedzeniem, które podobno działa na mózg podobnie jak heroina? Nie wiem. Zastnawiam się teraz, czy nadal się próbować przestawić na picie kawy mielonej (docelowo we własnym młynku) czy machnąć ręką i zalewać się dalej rozpuszczalnym ekstraktem z zawartością kofeiny? Ma on niewątpliwą zaletę - łatwość przygotowania. No i najbardziej odpowiada moim obecnym upodobaniom smakowym. Może pójdę na kompromis i będę pił raz jedną, raz drugą. Może po jakimś czasie takiego płodozmianu łatwiej będzie rzucić tę rozpuszczalną na rzecz tej z fusami (odfiltrowanymi oczywiście).

piątek, 02 kwietnia 2010, roman_j
Tak zwana kawa roman j kawa rozpuszczalna kawa z ekspresu kawa kawa parzona

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Ernest, 87.228.207.*
2010/04/02 23:02:04
Ile osob, tyle opinii nt kawy. Ja np ostanio stalem sie posiadaczem 2 ekspresow i kolejnego jako wspolwlasciciela. I korzystajac z nich czuje ze moge sobie "wyrezac" rozne teorie na ich temat. Moja "Pysia" (znaczy kobieta) jest wielka milosniczka kawy - i rozsmakowala sie w tej, ktora ja zapodaje z ekspresu. Pomimo tego, jest milosniczka przesylanej specjalnie z USA kawy rozpuszczalnej, bo jak twierdzi jest ona wyborna. Ja zaś uwazam, ze to atencja wynikajaca z więzów rodzinnych. I dlatego nie smiem rywalizowac, a jedynie uzupelniam "menu kawowe".
Ps. Czasami gdy mnie cos najdzie - leje wrzatek i pije kawe marki "fusiasta", bo jakos za tym tesknie. Tak jak za np. hibiscusem. A czy pijasz nadal yerba mate? :-)
-
2010/04/02 23:10:44
Jak dobrze wiesz, z kawą dobrej jakości mam od wielu lat bardzo ścisły kontakt. Prawie że pływam w niej. I aż zatyka mnie przy wizytach w Polsce jakie obrzydliwości mogą sprzedawać tam jako "kawę". Nawet sprawdzałem czy nie zamienić się w eksportera kawy (taką pierwszej światowej klasy jakość mógłbym sprzedawać w Polsce po wliczeniu transportu po 45-50 zł kilo, to taka, co stoi tam po 110), ale jak i o tym wiesz, Brazylia nie jest częścią Unii, więc podatki by były obrzydliwe i potrzeba kupy pośredników.

Ale chciałem przede wszystkim Ci powiedzieć, że po drodze, lądując w Niemczech, pijałem Jacobs, owszem, do wytrzymania. Natomiast coś sprzedawane w Polsce pod tym samym imieniem jest kpiną z owego produktu.
-
2010/04/03 10:08:25
@Ernest: Opinia Twojej kobiety nt. kawy z ekspresu mniej się nadaje do oceny jakości tej kawy, a jest raczej świadectwem wielkiej atencji, jaką Cię Twoja pani darzy. ;)
Yerba mate obecnie nie pijam. Nie mam zielska odpowiedniej jakości ani potrzeby picia tego naparu. Nie wiem, czy próba przeszczepienia tego napoju na grunt moich upodobań się nie powiodła, czy po prostu nie jest to ten okres w życiu. Czas pokaże. W każdym razie tykwę i bombillę mam na podorędziu. :)
-
2010/04/03 10:23:12
@Andsol: Może uda się włączyć Brazylię do UE? Myślę, że to tylko kwestia odpowiedniego lobbyingu. ;)
Potwierdziłeś zasłyszaną przeze mnie opinię, że Jacobs w Niemczech, a Jacobs w Polsce to jak niebo, a ziemia. A co sądzisz o kawach sprzedawanych we Włoszech? Miałeś możliwość ich degustowania? Mój brat, który uważa się za smakosza kawy (i może nim jest, nie wiem) kupuje tylko kawy włoskich producentów. Może coś w tym jest, bo najlepszą dotąd kawę (jak na mój gust) piłem właśnie we Włoszech kilkanaście lat temu. I żadna z później degustowanych przeze mnie kaw tamtej nie dorównuje.
-
Gość: Aleksandra, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/04/03 16:35:37
Mnie najbardziej smakuje mocna, mielona kawa. Jako licealistka żyjąca odrobinę 'po studencku', jeśli chodzi o wyżywienie (bo na co dzień mieszkam ze studentami) nie mam ekspresu ani zaparzarki, ale kawa - plujka też może być smaczna. Poza tym fusy zostają na dnie. Zalewam wrzątkiem i rozkoszuję się smakiem. Achh.. Chociaż na kawie się nie znam to piję ją w co najmniej nierozsądnych ilościach (ta.. później są efekty). Jednak po rozpuszczalnej polecam raczej powoli przestawiać się na tą 'prawdziwą', co by głowa nie bolała. :) Pozdrawiam! www.skrzyzowanie.blox.pl
-
2010/04/03 21:36:06
Tak, piłem włoskie kawy w Kraju oraz w paru krajach EU i na ogół są bardzo dobre, często lepsze od średnich brazylijskich. A kawy z lisa (luwak) nie znam, więc nie pytaj :)
-
2010/04/03 21:41:48
Przy okazji: była tu marka Café do Ponto i była jedną z najlepszych. Kupiła ją jakaś pani z USA (nie pomnę jej nazwiska, które służy też jej firmie). Z dnia na dzień zmiana jakości stała się wyczuwalna. To ciągle jest dobra kawa z supermarketów, ale jadąc do Polski nie tą bym dzisiaj wiózł na prezenty. Ale znasz to zjawisko, z szyneczkami babuni...
-
2010/04/05 10:32:12
@Aleksandra: Żeby głowa nie bolała, wystarczy umiar, który zresztą jest wskazany w każdej dziedzinie. :)
-
2010/04/05 10:35:36
@Andsol: To, o czym napisałeś, jest chyba najlepszym potwierdzeniem, że nie należy się przywiązywać do marki i że należy ufać swojemu smakowi i gustowi. Myślę, że dziś w większości wypadków jest odwrotnie: znana marka, wyszukane opakowanie, odpowiednia kampania reklamowa, a potem ludzie kupują i konsumują byle co głosząc wszem i wobec, jakie to dobre. :)
Dobrze, że przynajmniej wśród włoskich kaw można znaleźć coś przyzwoitego, bo kaw prosto z Brazylii chyba w Polsce nie da się kupić. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape