O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Blog > Komentarze do wpisu

W 88 dni dookoła nogi

No i stało się to, na co czekałem od lutego. Mam już wyznaczony termin przyjęcia na oddział w celu wymiany mojego gwoździa śródszpikowego na wersję deluxe. ;) Łatwo nie było i niekoniecznie zanosiło się, że sprawę uda się tak załatwić, ale jednak się udało.

Najpierw dzięki W. w ogóle dostałem się do Otwocka na czas i do tego dość komfortowo. Pojechaliśmy przez Płońsk i myślę, że to był dobry wybór. Na miejsce przyjechaliśmy nieco po godzinie 10.00. Na oddziale czekało na doktora R. już dwoje interesantów. A po mnie doszła jeszcze dwójka.

Niedługo przed południem pojawił się doktor R. i wszyscy rzucili się na niego niemal jak sępy na padlinę. Nie miało znaczenia, kto był przed kim lub po kim. Jedna paniusia, która przyjechała z mężem jako ostatnia, bezceremonialnie wparowała jako druga. Czasem żałuję, że nie mam w sobie tyle asertywności (czy może raczej agresji), żeby komuś takiemu wygarnąć. Mam czasem wrażenie, że są ludzie, którym wydaje się, że należą im się w życiu jakieś przywileje wyłącznie z tej racji, że są o tym przekonani.

Niestety, za pierwszym rzutem doktor R. omówił tylko dwa przypadki, po czym oddalił się na salę operacyjną informując, że ma tam jedną krótką sprawę. Po tej jednej była niestety następna z ostrego dyżuru, co przedłużyło mój czas oczekiwania o kolejne dwie godziny.

Było już po 15.00, kiedy doktor R. wyraźnie zmęczony wyszedł w końcu z sali operacyjnej. Wyraźnie było widać, że ma już dość pracy na dziś i najchętniej odesłałby wszystkich interesantów do domu. Ale chyba jego braki w asertywności są dużo poważniejsze niż moje, bo choć zaprotestował na widok liczby osób, która nań czekała, to wszystkich przyjął. Mnie jako ostatniego. I tak udało mi się ustalić termin. Za 88 dni. Dużo czasu, ale jak to napisałem w SMS-ie do mojego brata, trzy miesiące oczekiwania w polskich realiach to prawie jak jutro. :)

Chodzi mi też po głowie myśl, żeby wziąć od mojego ortopedy skierowanie do "Szaserówka" i spróbować tam szczęścia. Może dostałbym szybszy termin, wtedy zwolniłbym miejsce w Otwocku. Ale im dłużej myślę nad tym, tym mniej mi się to podoba. W Otwocku przynajmniej wiem, że zostanę zoperowany tak, jak chcę, czyli bez aparatu Ilizarowa (mam nadzieję, że doktor R. będzie się trzymał tej koncepcji i że stan nogi w dniu mojego przyjęcia na oddział nie zmieni jego decyzji). Poza tym nie mam żadnej gwarancji, że na Szaserów przyjęliby mnie szybciej. Próba zweryfikowania moim przypuszczeń wymagałaby dodatkowych starań, kosztów, energii i czasu. Nie wiem, czy ją podejmę.

Muszę to jeszcze skonsultować z moim ortopedą. O ile będzie chciał jeszcze ze mną gadać, a nie oskarży mnie o stalking, mobbing czy inne molestowanie, bo na różne sposoby zawracam mu głowę: osobiście, mailowo, esemesami. Co prawda na razie się nie skarży, a nawet zachęca mnie, żebym go informował, co się dzieje u mnie. Mówił, żeby dzwonić i się nie zniechęcać, bo w końcu za którymś razem się dodzwonię. Ja jednak wolę porozumiewać się na piśmie. I jak na razie to on do mnie raz zadzwonił.

Ale wszystko ma swoje granice. Skoro widząc mnie dopiero trzeci raz przywitał mnie żartobliwym: "O, stały pacjent. Złota karta", to chyba musiałem mu zapaść w pamięć. Inna sprawa, że specyfika jego pracy (przede wszystkim USG ortopedyczne z konsultacją) raczej nie sprawia, że widuje on swoich pacjentów (a może raczej interesantów?) częściej niż raz. To tylko ja zdecydowałem, że zostanie moim ortopedą prowadzącym. Podoba mi się jego zaangażowanie i podejście do pacjenta. Dlatego to przede wszystkim z nim skonsultuję swoje dalsze kroki. :)

Na koniec jeszcze napiszę, że jest jeszcze jedna okoliczność, która sprawia, że cieszy mnie nawet ten niezbyt bliski termin. Zniknęła niepewność oraz konieczność szkicowania planów na przyszłość z obowiązkowym uwzględnianiem mojego możliwego pobytu w szpitalu w niedoprecyzowanym terminie. Teraz już umawiając się z kimś na jakieś przyszłe działania nie będę musiał dodawać sakramentalnego "o ile akurat nie będę w tym czasie w szpitalu". To naprawdę duża ulga i warto było zmitrężyć prawie cały dzień, żeby tę ulgę poczuć. :)

czwartek, 24 lipca 2014, roman_j
W 88 dni dookoła nogi roman j otwock noga zdrowie

Polecane wpisy

  • Dobre wieści odnośnie nogi :)

    Ponieważ już znam swój plan zajęć na studiach zaocznych, więc wiem już, że do końca stycznia jedynym zawsze wolnym dniem tygodnia będzie niedziela. Przez kolejn

  • Potęga witaminy C?

    Dwa dni temu zdarzył mi się dość nieprzyjemny incydent zdrowotny. Wstałem w środę rano z lekko ćmiącym bólem głowy. Z takim bólem, który, gdyby mógł mówić, powi

  • O kości po raz... nie wiem, który...

    Ile to człowiek ma zajęcia, jak jest na coś przewlekle chory. Nawet jeśli ta choroba jakoś na co dzień się specjalnie nie objawia. Nic to, że codziennie trzeba

  • Zimowy sen

    Podobno już jest wiosna, gdzieś tam, bo oczywiście nie u nas. Jeden przebłysk słońca wiosny nie czyni. A wczorajsza pogoda to już w ogóle zaprzeczenie wiosny. O

  • Słabiutko

    Niby nic mi nie jest, tylko katar, a czuję się znacznie bardziej chora niż wtedy, kiedy to męczył mnie kaszel nie do wytrzymania. Jedyne pocieszenia, że to mini

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: Ernest, *.203.c90.petrotel.pl
2014/07/24 21:40:39
87 nocy zleci szybko, a faktycznie dylematem jest, czy potencjalne przyśpieszenie na innym oddziale jest rozwiązaniem korzystniejszym. Tak, czy siak dobrze że krok po kroku wracasz do formy - wszak jubileuszowy OWRP czeka! :-)))
-
2014/07/24 21:50:46
@Ernest: Całe szczęście, że ten kolejny OWRP będzie 10 miesięcy po operacji. Obiecałem przyjaciołom, że za rok na OWRP nie będę już chodził jak kaleka i podwoził się, a obecne kłopoty zdrowotne będą wspomnieniem. I zamierzam dotrzymać słowa. :)
-
2014/07/28 20:56:51
Nio! 88 to chyba liczba ulubiona przez rehabilitantów. Na moją rehabilitację kolanek czekałam też około 90 dni! :-))))
Pełnej zdrowotności życzam! :-))))
-
2014/07/30 16:30:26
@Fusilla: Może to jest jakaś magiczna liczba, ale myślę, że raczej to przypadek. To był najbliższy wolny termin. I bardzo bym chciał, żeby to była już tylko rehabilitacja, a nie replantacja gwoździa. Na rehabilitację pewnie w swoim czasie jeszcze swoje odczekam. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape