O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
piątek, 28 sierpnia 2015

Nie mam ostatnio czasu ani natchnienia na pisanie. I chociaż kilka razy miałem pomysły na notki (ostatni wczoraj), to jakoś nic z tego nie wychodzi. Z pracy pisać nie chcę, w domu mam internet tylko wtedy, kiedy jestem w weekend w moim grajdołku, a wtedy jakoś mi się nie chce.

Ale dziś te kilka słów piszę, bo mam satysfakcję. Przeczytałem ten artykuł (a może raczej reportaż?) i cieszę się, że Kukiz pokazuje figę swoim poplecznikom. Miała być rewolucja w polityce, a jest polityczny wehikuł, który ma dać mandaty członkom partii. Tyle, że partii kanapowych i marginalnych, które same nie miałyby szans na mandaty. Zamiast młodych, nieskażonych polityką, są starzy wyjadacze od lat odbijający się od progu wyborczego (z jednym wyjątkiem działaczy LPR-u, których oglądaliśmy w Sejmie w kadencji 2007-2009).

Ktoś mnie tutaj wcześniej w komentarzach mocno krytykował, że jechałem po Kukizie. I wyszło na moje. Gdzie jest ta polityczna odnowa, którą Kukiza wejście do polityki miało zwiastować. Jakie to pozytywne zmiany zajdą? Gdzie Ci młodzi, nieskalni polityką, ideowi kandydaci na posłów i senatorów?

Obawiam się, że niestety znajdzie się sporo głupców, którzy na kandydatów Kukiza jednak zagłosują. Większość pewnie dlatego, że za dużo w niego zainwestowali emocjonalnie, żeby się teraz przyznać do błędu. Ale liczę na to, że większość otrzeźwieje z zaczadzenia Kukizem, co powinno być o tyle łatwiejsze teraz, kiedy okazało się, że król jest jednak nagi. Trochę mi szkoda tych, którzy oddali na niego głos w wyborach prezydenckich, bo to pewnie w dużej części naiwni młodzi idealiści, którzy po prostu chcieli zmian. Takich najłatwiej nabrać.

wtorek, 21 lipca 2015

Urlop się skończył i przyszedł czas wrócić do pracy. Myślałem, że będzie trudniej, bo jeszcze wczoraj czułem się fizycznie niemal wyczerpany. W ciągu 12 dni zrobiłem 209 km pieszo. Moja prawa, nie całkiem zdrowa, noga przez ten czas praktycznie nie dawała o sobie znać. A jeśli już, to razem z lewą i było to naturalnym skutkiem zmęczenia.

Fizycznie się zmordowałem, bo jednak kondycję w tym roku miałem zdecydowanie słabszą niż w latach ubiegłych o tej porze roku. Ale o dziwo jeszcze na mecie nie czułem tego wyczerpania. To przyszło później o jakieś dwa dni. Może to dlatego, że minęła ekscytacja albo że organizm przestawił się na regenerację, bo przez dwa kolejne dni nie musiał się fizycznie wysilać?

Na szczęście psychicznie wypocząłem, choć ze względu na zmęczenie fizyczne psychicznie wczoraj czułem się jeszcze nie najlepiej. Do tego doszło niewyspanie. Dwie poprzednie noce mało spałem i dopiero dziś mam szanse te straty nadrobić. A na razie muszę się na nowo wdrożyć do pracy. Daję sobie na to jeden dzień.

A już w czwartek mam ciekawe spotkanie z ciekawą osobą w związku z kursem MBSR, na który się zapisałem. Ale nie będę na razie tego tematu rozwijał. Zwłaszcza, że nie mam teraz na to zbyt wiele czasu. :)

Tagi: roman j
10:17, roman_j
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 lipca 2015

Moja aktywność na blogu ostatnio trochę spadła z racji większego zaangażowania w pracę, ale też gorszego samopoczucia, które mnie w ostatni weekend wyłączyło z możliwości robienia czegokolwiek, dlatego na blog nie starczyło już czasu. Żeby było ciekawiej, zaszkodziła mi witamina. Konkretnie witamina B3, której wziąłem sobie jeden gram na noc. Skutki przyszły na drugi dzień koło południa. Coś, co wyglądało na zespół serotoninowy. Zgadzało się sporo objawów (na szczęście bez halucynacji) i pasuje to, że z jednej strony biorę jeszcze lek z grupy SSRI, a z drugiej witamina B3 w jakiś pośredni sposób podnosi poziom serotoniny. I chyba miałem jej chwilowo za dużo. A to wbrew pozorom ma bardzo nieprzyjemne skutki...

Ale miało być o pracy, więc przed wyjazdem na urlop, który zaczynam od jutra, opublikuję tutaj link do ciekawego wywiadu, który bardzo wiele mówi o stosunkach, jakie panują w polskich firmach i nie tylko firmach. Nie wiem, czy jest on dostępny bez opłat, ale może jak ktoś rzadko wchodzi na portal Gazeta.pl, to przeczyta go w ramach bezpłatnego limitu. Ja mam prenumeratę, więc się nad sposobem dostępu nie muszę zastanawiać. Ale naprawdę lekturę tego wywiadu polecam. Szczególnie szefom. Sam znam takich, niestety także z autopsji, o których mowa we wstępie. Ale szczegółami się nie będę dzielił, bo kto wie, czy nie będę jeszcze miał okazji z nimi współpracować, a przekonałem się kilka razy, że wszelkiej maści donosiciele też czytają ten blog i nie marnują okazji, żeby tak swojsko, po chrześcijańsku bliźniemu swemu zaszkodzić. ;)

Pracownikom w tym wywiadzie też się dostaje i przyznam samokrytycznie, że pewne wady dostrzegam też u siebie. Ale dla odmiany dodam, że to jest reakcja obronna. Jeśli ktoś jest gotów zapewnić mi te podstawowe warunki, o których mowa w artykule, to jest przewidywalność i poczucie bezpieczeństwa, to może liczyć na moją samodzielność i kreatywność. Coś za coś. Myślę, że to uczciwe postawienie sprawy i transakcja, na której obie strony zawsze zyskują. :) Swoją drogą zastanawiam się, jakim ja byłbym szefem? Ale na razie nie zanosi się na to, żebym miał okazję to sprawdzić.

U jeszcze jedna ciekawostka na koniec. Zgłosiłem się, choć jeszcze nie zapłaciłem, na kurs MBSR (Mindfulness-Based Stress Reduction). Może nie dlatego, że mam ostatnio dużo stresów, bo stres na szczęście ma u mnie poziom umiarkowany i znośny. Ale zawsze może być gorzej, a poza tym jest szansa, że się wezmę poważnie za medytację, do czego zawsze dotąd brakowało mi dobrej motywacji. :)

Tagi: praca roman j
10:03, roman_j
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 czerwca 2015

Tydzień temu nic nie napisałem w weekend. Więc w ten weekend choć kilka zdań, żeby dać znak życia.

Pracy mi się zrobiło ostatnio trochę dużo. Może nawet za dużo. I mam kłopot z właściwym jej rozplanowaniem. Za dużo osób za dużo rzeczy ode mnie chce. Najlepszy dowód to pięć nieodebranych połączeń dziś na telefonie. Ale nie będę oddzwaniał, choć wiem, kto dzwonił. Jak coś ważnego, to jeszcze zadzwonią. Może będę mógł porozmawiać.

Przez ten nadmiar pojawia się problem z ustaleniem priorytetów, co sprowadza się do tego, że nie wiem, komu powinienem powiedzieć, żeby się na razie odczepił. Na szczęście za dwa tygodnie idę na urlop. Obawiam się jednak w tej sytuacji, że nie będę miał czasu się do niego dobrze przygotować. I że nie zrobię przed nim wszystkich ważnych rzeczy, które mam do zrobienia.

Ale z drugiej strony patrząc i tak nie ma sensu się tym przejmować. Od przejmowania się nic się jeszcze nikomu dobrego nie zdarzyło. :)

Tagi: roman j
23:27, roman_j
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 czerwca 2015

Koniec długiego weekendu nadeszedł, więc trzeba było jakoś to uczcić. I wziąć się wreszcie za siebie. Noga nie może być wieczną wymówką do odkładania na święte nigdy konieczności wzięcia się za swoją sylwetkę i kondycję. Tak też myśląc dałem się namówić W. na wspólny wypad do Z. w celu przebiegnięcia się po lesie.

Tak po prawdzie, to tego lasu w Z. jest tyle, że się go akurat pętelką biegową niemal w całości obiega. A pętelka ta ma jakieś 4,8 km. W. zaplanował sobie przebiegnąć tę pętelkę dwa razy, a ja zakładałem, że część przebiegnę, a część przejdę, bo był to chyba mój pierwszy poważniejszy bieg od czasu wypadku. Może wcześniej coś tam potruchtałem, ale chyba najwyżej do autobusu albo na bieżni przez kilka minut.

Jednym ciągiem udało mi się zrobić ok. 1,5 km, co można ocenić różnie. W porównaniu z moim życiowym rekordem dystansu - 13,6 km, to bardzo mało. Jednak biorąc pod uwagę moją obecną kondycję i fakt, że co najmniej taki dystans ostatnio pewnie przebiegłem w wakacje 2013 roku, to jest nieźle. Resztę trasy pokonałem techniką mieszaną. Jak mi się oddech uspokajał, to biegłem, jak się za mocno przeforsowałem biegiem, to maszerowałem.

I tak zrobiłem jedną pętlę postanawiając sobie, że moim najbliższym celem będzie przebiegnięcie całości za jednym razem. Ponieważ jednak realizacja tego postanowienia może mi zająć trochę czasu, więc uznałem, że warto sobie postawić jakiś cel pośredni. Ponieważ nie wiedziałem, ile czasu zajęło mi pokonanie tych 4,8 km, więc trochę na wyczucie próbowałem sobie ustalić, ile minut mam na tym dystansie złamać jeszcze zanim go w całości przebiegnę. Ustaliłem sobie, że będzie to 45 minut.

Ponieważ W. jeszcze nie było na "mecie", kiedy ja tam dotarłem, więc zrobiłem sobie jeszcze 2-kilometrowy spacer: po 1 kilometrze w przed siebie i z powrotem. Kiedy W. wrócił, zapytałem go, czy może sprawdzić, o której w przybliżeniu zaczęliśmy biec. Kiedy podał mi godzinę, okazało się, że pokonałem ten dystans w 40 minut! Czyli wyszła mi średnia prędkość biegu i marszu równa 7,2 km/h.

Trudno mi w to uwierzyć. Ale faktem jest, że momentami dość szybko prułem do przodu. No i niestety, trochę to teraz czuję, bo chyba nadwyrężyłem stopę. Dopóki siedzę, nic mnie nie boli, ale kiedy zaczynam chodzić, to po pewnym czasie bok stopy i okolice kostki zaczynają mi dokuczać. Jak siadam i ją odciążam, to od razu przestaje. Widocznie jakieś ścięgna lub mięśnie tam sobie naciągnąłem. Trudno. Posmaruje się czymś od bólu i przejdzie.

Ale w związku z powyższym muszę zrewidować swój pośredni cel. Nie będzie łatwo, ale chyba muszę ten dystans pokonać w około 35 minut. Nie wiem tylko, czy przy takim czasie nie okaże się, że trzeba będzie cały czas biec? Na razie więc chyba postawię sobie inny cel: przebiec bez przerwy dłuższy dystans niż obecnie. :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 207

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape





hit counters