O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
środa, 28 stycznia 2009
     Naukowcy ustalili, że już po siedmu filiżankach kawy można słyszeć głosy zmarłych i mieć halucynacje. Tylko patrzeć, jak kawa trafi na listę narkotyków. A swoją drogą to ciekawe, co konsumowali w nadmiernych ilościach mistycy w czasach, kiedy nie znano jeszcze kawy? :)
Tagi: roman j
13:45, roman_j
Link Komentarze (38) »
wtorek, 27 stycznia 2009
     Znów będzie o nauczaniu, ale z nieco innej strony, więc może nie będzie tak nudno. ;)
     Jednym z elementów mojej pracy jest weryfikacja wyników nauczania, czyli przeprowadzania sprawdzianów i ich ocena. Tak się dość sympatycznie składa, że przedmiot, którego uczę, zawiera mało "beletrystyki". Na sprawdzianach zaś nie ma jej w ogóle, bo te składają się z zadań do rozwiązania. Zadania te są zwykle dość pracochłonne do sprawdzania, więc jednym z moich pomysłów racjonalizatorskich, których jednak nie wprowadziłem w życie, było uzależnienie oceny ze sprawdzianu od tego, jak dalece rozwiązanie (lub jakaś ważna wartość pośrednia) odbiega od poprawnej wartości.
     Takie podejście do zagadnienia pozwalałoby w każdej z prac sprawdzić zgodność najwyżej kilku wartości, a czasem nawet tylko jednej. Nie musiałbym szukać błędów, a to zajmuje czasem sporo czasu. Nie wiem, czy byłoby to rozwiązanie dobre, sprawiedliwe lub sensowne. Wiem, że byłoby szybkie w stosowaniu. Jedynym jego minusem byłoby to, że za każdym razem musiałbym je skalować, to znaczy decydować, jak odchylenie od oczekiwanego wyniku przekłada się na ocenę.
     Żeby opracować sobie procedurę skalowania potrzebowałbym pewnej liczby rozwiązań tego samego zadania, a najlepiej kilku zadań. Na ich podstawie zrobiłbym sobie rozkłady wyników i zobaczył, jak się one zwykle układają. Takie skalowanie i w ogóle taki system oceny nie jest możliwy do wprowadzenia na studiach dziennych, bo tutaj przeszliśmy na system indywidualnych zadań (każdy student dostaje nieco inne zadanie do rozwiązania dzięki czemu praktycznie wyeliminowaliśmy ściąganie). Jednak na studiach zaocznych wciąż wszyscy rozwiązują na sprawdzianach to samo.
     I właśnie jestem świeżo po zakończeniu sprawdzania takich prac, w których w pewnym momencie należało wyliczyć pewien parametr. Obliczenie jego wartości było niezbędne do przeprowadzenia ostatniego etapu rozwiązywania zadania. Zadanie to można rozwiązać na kilka sposobów, które dają różne wartości obliczanego parametru, ale tak się dobrze złożyło, że na 18 piszących osób 13 wybrało jeden wariant. To oznaczało, że teoretycznie powinni otrzymać te same lub bardzo zbliżone wartości. Nasunęło mi to myśl, żeby dla czystej ciekawości zestawić wyniki ich obliczeń. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Wrzuciłem 13 wyników obliczeń do Excela i zestawiłem na wykresie radarowym. Efekt widoczny jest poniżej.
 
Wyniki - rozrzut
 
     Niebieskie kropki, to wyniki studentów. Zielona linia, to wartość, jaką powinni otrzymać. Jak widać, rozrzut jest znaczny. Liczba ocen niedostatecznych też...
Tagi: roman j
00:19, roman_j
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 stycznia 2009
     Pieczenie chleba stało się już dla mnie niemal cotygodniowym rytuałem. Ponieważ czynność ta wymaga nieco pracy fizycznej, którą w tej chwili wykonuję już prawie automatycznie (to znaczy bez zastanawiania się na każdym kroku), więc mogę sobie w tym czasie snuć różne refleksje.
     Ostatnio rozmyślając doszedłem do wniosku, że nawet w tak banalnej czynności staram się czynić zadość wymaganiom PR. Najchętniej piekłbym zawsze chleb wyłącznie z mąki żytniej razowej. Chleb taki jednak ma co najmniej dwie wady (prócz wielu zalet): jest ciemny, a taki chleb ludzie wychowani na białym chlebie pszennym uważają za gorszy; no i ze względu na właściwości mąki żytniej taki chleb nawet po wypieczeniu jest w środku wilgotny i bywa, że klei się do noża nasuwając niesłuszne podejrzenia o bycie zakalcem.
     Dlatego jeden z moich dwóch pieczonych jednorazowo bochenków jest zawsze wyrobiony z dodatkiem mąki pszennej (1/3 składu), a połowa użytej do jego pieczenia mąki żytniej jest klasy 720 lub najwyżej 1400 (razowa to klasa 2000). To mój ukłon w stronę marketingu, bo czasem przychodzi mi się pochwalić swoimi osiągnięciami. Chleb z dodatkiem mąki pszennej, a najlepiej tortowej, prezentuje się w przekroju bardziej przyjaźnie. Jest bielszy i suchszy. Niestety, za to szybciej czerstwieje. Dlatego drugi chleb jest zawsze wyłącznie z mąki żytniej. Choć zwykle nie jest to wyłącznie mąka razowa. To znowu ukłon w stronę ekonomii, bo mąka razowa jest droższa.
     Jak widać nawet w domowym wypieku chleba nie da się całkowicie uniknąć dyktatu zasad kształtujących rynek i strategie wielkich korporacji. ;)
Tagi: roman j
09:47, roman_j
Link Komentarze (8) »
piątek, 23 stycznia 2009
     Do końca sesji w moim blogu zapewne dominować będzie tematyka uczelniana. Dziś scenka rodzajowa z życia uczelni: student poproszony o zniesienie dwa piętra niżej kartonu z drukarką oświadcza, że on tutaj przyszedł studiować, a nie dźwigać.
     Scenkę znam z opowieści a nie z autopsji i kiedy ją usłyszałem, szczęka opadła mi dwa razy: raz kiedy usłyszałem, co zaszło, a drugi raz, kiedy poznałem nazwisko bohatera.
     Obiektywnie rzecz biorąc nie można odmówić temu studentowi racji. I może tylko mnie zaskoczyło to, co usłyszałem, bo mnie nie raz zdarzyło się dźwigać karton papieru trzy piętra, bo mnie o to poproszono. Mnie by nie przyszło na myśl, żeby odpowiedzieć na taką prośbę, że ja tu jestem od uczenia, a nie od dźwigania. A przecież ja jestem Pan Doktor, czyli jednak trochę więcej niż Pan Student. :)
Tagi: roman j
14:35, roman_j
Link Komentarze (26) »
środa, 21 stycznia 2009
     Statystyki są przygnębiające. 26 oddanych sprawdzianów, 24 z nich sprawdzone (2 nie będą sprawdzone, bo ich autorzy nie spełnili warunków dopuszczenia do sprawdzianu), 17 ocen niedostatecznych po wstępnym przejrzeniu prac. Aż się boję sięgać po pozostałe 7 zakwalifikowanych do dalszego sprawdzania.
     Kilka razy zaczynałem wątpić w swoje talenta dydaktyczne. Jednak po namyśle dochodzę do wniosku, że niesłusznie. Tego, czego oni nie umieją, powinni nauczyć się zanim przyszli na moje zajęcia. Nie ja ich tego powinienem nauczyć. Ja powinienem jedynie tę wiedzę już tylko egzekwować razem z tą, którą ja sam im przekazuje. I egzekwuję.
     A może nie powinienem? Jestem w sytuacji nauczyciela, który ma nauczyć studenta medycyny podstaw chirurgii i podczas zaliczenia ze zgrozą stwierdza, że student nie odróżnia płuca od wątroby. Czy może wtedy powiedzieć: pal sześć, ważne, że umiesz jakoś kroić, a że kroisz nie to, co trzeba, to nie mój problem? 
Tagi: roman j
20:06, roman_j
Link Komentarze (25) »
 
1 , 2 , 3 , 4

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape