O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
sobota, 30 stycznia 2010

Ponieważ studenci na egzaminach u mnie nie mogą korzystać z komórek (z wyjątkiem szarych komórek, ale i te czasem są nieużywane), a wielu z nich nie ma już dziś zegarków, bo godzinę sprawdzają właśnie na tychże telefonach, więc trzeba było jakoś ten problem rozwiązać. Z pomocą przyszła technika multimedialna:

A czas biegnie...

Uboczną zaletą tego rozwiązania był fakt, że nikt nie pytał, ile jeszcze zostało czasu. :)

środa, 27 stycznia 2010

Tytuł jest melodramatyczny, ale notka bynajmniej nie będzie o romantycznych porywach serca. Rozstałem się z... dyplomantem. Na gruncie zawodowym, żeby nie było nieodmówień. Pisałem kiedyś o tej sprawie na blogu i sądziłem, że sprawa już się sama rozwiązała, bo rzeczonego dyplomanta widziałem na liście skreślonych studentów. Tymczasem dzisiaj przyszedł do mnie chcąc ustalić, co dalej z tym jego dyplomem u mnie i powiedziałem mu, że chciałbym, żeby znalazł sobie innego promotora.

Kiedy się nad tym zastanawiałem wcześniej, mając jeszcze tamten incydent na świeżo w pamięci, myślałem nad tym, czy nie dać mu szansy zrehabilitowania się, czyli tego, co chrześcijanie nazywają zadośćuczynieniem. Zastanawiałem się nad tym i tyle samo miałem argumentów za, co i przeciw. Dodatkowo miałem pewien kłopot, żeby wymyślić formę samego zadośćuczynienia jak i okoliczności towarzyszących.

Po pierwsze chciałem pozostawić decyzję w rękach zainteresowanego, czy chce, czy nie chce ponownie zasłużyć sobie na moje zaufanie. Żeby nie było w tym żadnego przymusu z mojej strony, bo jesteśmy na nierównych pozycjach względem siebie. Ja mam pewną przewagę, której nie chciałbym wykorzystywać. W mojej ocenie wymuszone zadośćuczynienie jest niewiele warte. Po drugie chciałem, żeby zadośćuczynienie to odnosiło się do skutków przewinienia. Czyli powinno to być coś, co sprawi, że odzyskam stracone zaufanie i przekonanie o uczciwości drugiej strony. I to było chyba najtrudniejsze do spełnienia, bo kiedy ktoś coś ukradnie, to może to np. oddać czy odpracować, a kiedy oszuka i zawiedzie zaufanie, to jak ma to "odpracować"? Po trzecie musiałoby to być do pewnego stopnia dolegliwe (ale nie w stopniu zniechęcającym czy wywołującym bunt), bo tylko wtedy jest szansa, że będzie miało jakieś długofalowe, pozytywne skutki. Po czwarte, ale może najważniejsze, nie mogłem mieć z tego zadośćuczynienia żadnych korzyści prywatnych lub osobistych. Dopuszczałem jedynie poczucie satysfakcji, o ile miałbym przekonanie, że zainteresowany zrozumiał, że postąpił źle i była szansa na to, że już tak nie postąpi wobec nikogo (marzyciel ze mnie).

Nie pamiętam już, czy nie postawiłem sobie jeszcze jakichś wymagań. I tak uznałem później, że sprawa jest nieaktualna, więc nie poświęcałem jej czasu i uwagi. Dlatego teraz nawet nie byłem gotowy na ewentualną rozmowę co do szans naszej dalszej współpracy. Z drugiej strony wydaje mi się, że studentowi też niespecjalnie zależało na tej współpracy, więc tym razem chyba sprawa jest zamknięta na dobre. I chyba obie strony w gruncie rzeczy to zadowala, chociaż pewnie żadnej do końca.

poniedziałek, 25 stycznia 2010

Wiem, że wszystko, co tutaj piszę, będzie kiedyś wykorzystane przeciwko mnie, ale mimo to ogłaszam wszem i wobec, że każdego kolejnego studenta, który przyniesie mi projekt, w którym każdy rysunek jest złożony i zapakowany w oddzielną koszulkę, a wszystko to spięte jeszcze w plastikowe okładki, uduszę własnoręcznie!

Albo nie. Będę bardziej perfidny. Poproszę takowego studenta o asystowanie przy sprawdzaniu i wyjmowanie oraz wkładanie tych rysunków w koszulki w trakcie tegoż. No bo niby dlaczego to ja mam ponosić konsekwencje cudzego braku wyobraźni? Myślę, że gdyby tak bezmyślnie i niepraktycznie zapakowany projekt trafił na budowę, to projektantowi ucho by zwiędło już pierwszego dnia po telefonie od kierownika.

Dopisek (tegoż samego dnia; 23:19): Ale temu, który mnie do tego wpisu sprowokował, daruję, bo rozśmieszył mnie pisząc na jednym z rysunków "spust uliczny", zamiast "wpust uliczny". To mi przypomina opowieść, jak korzystający bezmyślnie z przodków studenci Lądówki w Warszawie gromadnie pisali na rysunkach "szlachta cementowa" zamiast "szlichta cementowa". Ciekawe, czy i ta zabawna pomyłka, o której wyżej wspomniałem, rozpleni w kolejnych latach jak kilka innych wcześniej? :)

niedziela, 24 stycznia 2010

Dziś była ostatnia niedziela ostatniego zjazdu zaocznych. Potem jeszcze dwa dni semestru (oba akurat pracujące w moim przypadku) i zacznie się sesja, czyli jak niektórzy to tłumaczą System Eliminacji Studentów Jest Aktywny. Coś w tym jest, bo patrzę na moje listy i widzę, że dla pewnej liczby studentów przygoda z moimi przedmiotami nie skończy się dobrze. Ale to pewnego rodzaju norma.

Powiedziałem kiedyś studentom, że z dotychczasowych doświadczeń wynika, że część z nich tego przedmiotu nie zaliczy. I że to jest zła wiadomość. Dobra natomiast jest taka, że ani liczba, ani personalia tych pechowców nie zostały z góry ustalone. To znaczy, że szansę ma każdy i od każdego zależy, czy ją wykorzysta. Dodałem też, że jest też możliwe, że zaliczą wszyscy, tyle że to raczej mało prawdopodobne.

A tymczasem zrobiło się chłodno. Rano było dziś na termometrze dwadzieścia jeden stopni na minusie. I byłoby nawet całkiem przyjemnie na dworzu, gdyby nie wiatr, który dodatkowo ziębił. W takich warunkach 35-minutowy spacer do i z pracy zaczyna się robić trochę nieprzyjemny. Całe szczęście, że kupiłem sobie jesienią ciepłą kurtkę, bo inaczej musiałbym wyciągnąć z szafy kożuch po ojcu. Jest ciepły, ale trochę niewygodny.

Liczę na to, że do przerwy międzysemestralnej mróz jednak trochę zelżeje, bo chciałbym się trochę przespacerować po okolicznych lasach, a w taką pogodę kilka godzin marszu, nawet szybkiego, to spore wyzwanie. Temperatura nie musi być nawet na plusie. Wystarczy, że mróz będzie jednocyfrowy.

piątek, 22 stycznia 2010

Lubię sobie od czasu do czasu zjeść kromkę własnoręcznie upieczonego chleba z masłem (jeszcze nie własnej roboty, ale może wkrótce też) i miodem (także nie z własnej pasieki i tak pewnie pozostanie). Zwykle kupując miód nie zastanawiam się nad jego ceną, ale mam gdzieś tam z tyłu głowy, że nie jest to artykuł tani, choć też wydawał mi się dotąd także niespecjalnie drogi.

Od jakiegoś czasu staram się kupować tylko miód w całości pochodzący z Polski, dlatego uważnie czytam wszystkie etykiety, na których niestety w większości wypadków małymi literkami napisane jest "mieszanka miodów pochodzących z krajów członkowskich Unii Europejskiej" lub "mieszanka miodów pochodzących z krajów członkowskich Unii Europejskiej i spoza Unii Europejskiej". O dziwo, w dużych sklepach typu Auchan czy nawet Kaufland udaje mi się zwykle znaleźć najwyżej dwa gatunki miodu, które są, jeśli wierzyć etykiecie, w całości "wyprodukowane" w Polsce.

Przy okazji ostatnich zakupów w supermarkecie osiedlowym trafiłem na stoisko z miodem w całości pochodzącym z Polski, więc zatrzymałem się, obejrzałem i wziąłem sobie słoiczek 550-gramowy miodu lipowego. Niby to żaden wielki rarytas, ale przy kasie okazało się, że rachunek jest dziwnie wysoki. Po obejrzeniu paragonu w domu odkryłem, że ten słoik miodu kosztował ponad 38 zł, czyli cena za kilogram wynosi prawie 70 zł.

Ale nie piszę o tym dlatego, że zakupu żałuję, czy też żeby kogoś przestrzeć. Nie. Jestem z zakupu zadowolony, choć pewnie następnym razem uważniej przyjrzę się ceno. Natomiast zakup ten skłonił mnie do refleksji, jak zmieniają się synonimy luksusu. Kiedyś takim luksusem była szynka, a ludzie dorabiający sobie na boku mówili, że pracują na chleb z masłem i szynką, bo na chleb z masłem to już mają. Tymczasem dziś szynkę można kupić już za cenę poniżej 20 zł/kg (choć są i takie powyżej 100 zł/kg), a cena przyzwoitej, wiejskiej szynki rzadko przekracza 50 zł/kg. Na tym tle miód za podaną wyżej cenę jawi się jako towar luksusowy. Dlatego od dziś biorąc jakieś fuchy na boku będę mówił, że chcę sobie zarobić na chleb z masłem i miodem, bo na chleb z masłem to już mam. :)

 
1 , 2 , 3

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape