O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
poniedziałek, 28 stycznia 2013

Jeśli ktoś po przeczytaniu tytułu mojej notki spodziewa się w dalszej jej części znaleźć jakieś antysemickie tezy, to się rozczaruje. Na chorobę antysemityzmu na szczęście jak na razie nie zapadłem i liczę na to, że tak już pozostanie. Chociaż muszę przyznać, że łatwo nie jest, bo moja ekspozycja na wirusa tej odmiany ksenofobii jest dużo większa niż na przykład narażenie na kontakt z wirusem grypy. Jednak, i dowodzi to chyba właściwego działania systemu immunologicznego mojej psychiki, im bardziej jestem eksponowany na ten czynnik chorobotwórczy, tym bardziej odporny się staję.

Mimo tego zamierzam jednak w tej notce udowodnić tytułową tezę. Jednak od razu zaznaczę, że władza, o której piszę, nie jest ani sprawowana świadomie, ani celowo, ani też nie wiąże się ze stanem posiadania, osobistymi wpływami na ważnych tego świata, itp. Jest to władza subtelna, ale bardzo silna. Nie przynosi też rządzącym jakichś wymiernych korzyści. Żydzi bowiem rządzą od stuleci naszą obyczajowością.

Skąd taka teza? Jak zwykle u mnie jest to efekt jakichś dłuższych przemyśleń albo nagle pojawiających się, zaskakujących czasem mnie samego, konkluzji. Tym razem nie potrafię nawet dokładnie wskazać, który mechanizm doprowadził mnie to takiego wniosku. Może oba.

A jak zamierzam udowodnić swoją tezę? Dość prosto, co oznacza, że pewnie dla wielu osób nieprzekonująco. To mnie jednak nie martwi, bo mnie logika mojego wywodu wydaje się bez zarzutu. Krytykę pozostawiam innym.

Gdyby zapytać, co jest źródłem poglądów z sferze obyczajowej ludzi, to pierwsza odpowiedź, jaka się nasunie będzie taka, że jest nim religia. Jest to źródło jeśli nie jedyne, to w mojej ocenie na pewno najważniejsze i dominujące nad ewentualnymi innymi. Przyjmując to założenie za udowodnione, należy zapytać, jaka religia ma największe wpływy we współczesnym świecie? Właściwie chyba należałoby wskazać dwie religie monoteistyczne, które walczą o prymat: chrześcijaństwo oraz islam.

Mimo pozornie zasadniczych różnic między nimi ich pogląd na sprawy obyczajowe jest zaskakująco zbieżny. Różnica polega głównie na tym, że islam jest bardziej radykalny i rygorystyczny. Wynika to częściowo z okoliczności, w jakich powstał i celu, jakiemu początkowo służył. Poza tym islam nie przeszedł, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa, procesu jego dyskusji, krytyki czy nawet negacji w społeczeństwach, gdzie jest religią dominującą czy wręcz jedyną.

Skąd wynika, moim zdaniem, ta duża zbieżność światopoglądowa w kwestiach obyczajowych? Ze wspólnego źródła. Obie wielkie religie monoteistyczne czerpią bowiem bogato ze źródła, jakim jest judaizm. Chrześcijaństwo przyjęło dorobek judaizmu wprost, co było naturalne, bowiem powstało jako żydowska sekta w łonie judaizmu i taką by zostało, gdyby nie działalność Pawła z Tarsu.

Islam, co może jest wiedzą mniej powszechną, też wywodzi się z judaizmu. Powstał w pewnej opozycji do chrześcijaństwa, które wraz z działalnością Pawła z Tarsu i tryumfalnym pochodem przez ówczesny świat zaczęło zatracać swój pierwotny głównie judaistyczny charakter. Co więcej, Mahomet uważał, że także Żydzi przeinaczyli objawienie przekazane im przez boga ustami Mojżesza i innych żydowskich proroków. Dlatego islam oparł na mocnej podstawie „objawień” głoszonych przez Abrahama, Mojżesza i Jezusa klecąc z nich własną koncepcję tego, co z nich wynika.

W świetle powyższego uprawnioną wydaje się teza, że Żydzi rządzą światem. A może raczej żydzi, bo chodzi o wyznawców religii, a nie o członków określonego narodu (nawet jeśli to się ze sobą w dużym stopniu pokrywa). Żydzi rządzą naszą obyczajowością, a ta ma wpływ praktycznie na każdy aspekt naszego życia. Sprawują tę władzę jednak nie z własnej chęci i woli. Niewykluczone nawet, że sobie z tej władzy nie zdają sprawy, a niemal na pewno nie jest to władza dająca bezpośrednie przełożenie na rządzonych. Można wręcz uznać, że jest to władza, która wymknęła się rządzącym z rąk i rządzi sama. :)

Dobrym przykładem tej władzy, przykładem na czasie, jest ostatnia debata w Sejmie nad ustawą o związkach partnerskich (może jestem ostatnio trochę monotematyczny, ale teraz ten temat jest przedmiotem publicznej debaty, a za jakiś czas już nie będzie, więc warto wykorzystać okazję). Chyba mało kto świadomie zdaje sobie sprawę, że źródła poglądów przeciwników tej ustawy tkwią w zapisach Starego Testamentu. Zapisach, które kilka tysięcy lat temu zostały zapisane jako zasady regulujące życie społeczności żydowskiej i służące dobrze potrzebom tejże społeczności w tamtym czasie. Od tamtej pory minęło kilka tysięcy lat i mimo, że diametralnie zmieniły się okoliczności ludzkiego życia, że zmieniły się jego warunki i ludzkie potrzeby, ludzkość w swojej większości wciąż tkwi w okowach zasad regulujących życie żydowskiej społeczności religijno-społecznej sprzed tysięcy lat.

Bawi mnie niezmiernie powoływanie się na dwa tysiące lat chrześcijańskiej tradycji jako źródła wartości europejskich. Uczciwiej byłoby mówić i kilku tysiącach lat judaistycznej tradycji jako podstawie tych wartości, które po drodze przejęło chrześcijaństwo. Wystarczy przecież przypomnieć, jaki był stosunek starożytnych Greków i Rzymian do spraw cielesności i seksualności. I jak diametralnie zmienił się w momencie, kiedy chrześcijaństwo stało się w starożytnym Rzymie religią państwową. Wartości greckie i rzymskie powstały w Europie, a wartości, które regulują obecnie naszą obyczajowość, wykuwały się na Bliskim Wschodzie. Które z nich można więc nazwać europejskimi i ku którym powinniśmy się skłaniać? Ja nie mam wątpliwości. Szkoda, że tego poglądu nie podzielają ludzie, którzy stanowią dla nas prawo. Dla zbyt wielu z nich najważniejsze jest wciąż zdanie własnego proboszcza... :)

Tagi: roman j
10:59, roman_j
Link Komentarze (33) »
piątek, 25 stycznia 2013

Dawno mnie tu nie było. Z pewnych przyczyn, które już na szczęście czasowo ustąpiły. Przez ostatnie kilkanaście dni moją nieobecność warunkował już tylko deficyt czasu w stosunku do spraw wymagających ode mnie osobistego zaangażowania, a także pewna bariera mentalna, jaka zawsze powstaje, kiedy czymś się człowiek dłużej nie zajmuje. Ale dziś znalazłem chwilę czasu i temat, który tę barierę pozwolił przeskoczyć.

Śledziłem dziś z umiarkowanym, ale jednak, zainteresowaniem losy projektów ustaw o związkach partnerskich. Jestem rozczarowany wynikiem głosowania. Rozczarowała mnie postawa części posłów PO. Ale z drugiej strony bardzo pozytywnie zaskoczyła postawa posłów SLD i RP, którzy nie zagłosowali przeciwko projektowi PO po odrzuceniu swoich projektów, ale poparli go jednomyślnie. Obawiałem się, że może tu zadziałać filozofia odwetu, ale rozsądek wziął górę.

Zastanawia mnie, dlaczego dla tak wielu posłów problemem jest przegłosowanie prawa, które pewnej liczbie osób przyzna pewne dodatkowe prawa, a które jednocześnie absolutnie nikomu niczego nie odbierze?

Chociaż może jestem w błędzie. To prawo jednak coś by odebrało pewnej grupie osób. Odebrałoby dobre samopoczucie facetom chodzącym w czarnych kieckach po kostki zapinanych pod szyję (nie, nie chodzi o muzułmańskie drag queens) oraz homofobom. Ja szczególnie tych drugich chciałbym pozbawić dobrego samopoczucia wynikającego wyłącznie z tego, że uważają się za lepszych i zakładają, że należą im się większe prawa tylko dlatego, że natura obdarzyła ich akurat taką, a nie inną orientacją seksualną.

Chociaż nie mam pewności co do tego ostatniego. Mam poważne podstawy uważać, że homofobia dotyka w największym stopniu wcale nie osób o większościowej orientacji seksualnej, ale przede wszystkim kategorię tzw. kryptogejów. Pod tym określeniem ja rozumiem mężczyzn, którzy z różnych względów (społecznych, rodzinnych, religijnych, osobistych) decydują się na małżeństwa z kobietami mimo, że odczuwają pociąg seksualny do osób tej samej płci. * W małżeństwach tych płodzą nawet później dzieci. I to często więcej niż jedno.

W mojej ocenie małżeństwa te są formą kamuflażu. Mają odsunąć od nich podejrzenia. Podobnie jak dzieci, gdyż wydaje się, że posiadanie dzieci jest niezawodnym dowodem na "właściwe" skłonności. Niestety, to założenie jest z gruntu błędne. Sam znam dobrze kilka przypadków, które ten "dowód" obalają. Tacy ludzie, żeby się jeszcze bardziej uwiarygodnić w swoich środowiskach (a zwykle są to środowiska prawicowo-konserwatywno-katolickie), głośno prezentują właśnie poglądy homofobiczne. To działa na znanej zasadzie, że to złodziej zwykle najgłośniej krzyczy "łapać złodzieja".

Podsumowują te rozważania napiszę, że ja nie widzę żadnego powodu, dla którego heteroseksualny mężczyzna o zrównoważonej psychice i osobowości pozbawionej defektów miałby prezentować poglądy homofobiczne. No chyba, że jest się facetem w czarnej kiecce zapinanej pod szyję, który homofobię musi propagować z urzędu, bo nakazuje mu to Stary Testament. Ewentualnie jest się bardzo gorliwym wyznawcą tego, co wspomniani faceci w czarnych sukienkach głoszą. Ale w takich przypadkach chyba odpada to założenie, o którym pisałem kilka linijek wyżej, że mamy do czynienia z osobowością właściwie ukształtowaną. :)

No nic. Tyle mojego, co sobie popiszę. Choć może nie tylko do pisania się mogę ograniczyć. Obejrzałem sobie listę posłów, którzy głosowali za odrzuceniem projektu PO, ponieważ tam zabrakło najmniej głosów. Po tej lekturze już wiem, że jeśli w jakichkolwiek wyborach na liście PO w moim okręgu znajdę posła Mirosława Koźlakiewicza, to na tę listę (a nie tylko na tego kandydata) nie zagłosuję. Podobnie będzie z listą PSL z posłem Piotrem Zgorzelskim. Niestety ordynacja jest tak skonstruowana, że żeby mój bojkot miał sens nie mogę poprzestać na odmówieniu poparcia dla konkretnego posła, ale muszę tego poparcia odmówić całej liście, na której znajdzie się taka, z mojego punktu widzenia, czarna owca.

----
*) DOPISEK PÓŹNIEJSZY: Po napisaniu tej notki doszedłem do wniosku, że skrzywdziłem pewną grupę ludzi, bo wrzuciłem ich do jednego worka z kryptogejami. Mam na myśli biseksualistów, którzy spełniają moją definicję kryptogeja. Te dwie grupy ja zdecydowanie rozróżniam, a do ich rozróżnienia używam prostego kryterium. Kryptogej jest zawsze homofobem, biseksualista nigdy nim nie jest. O tych pierwszych mam zdanie jak najgorsze, do tych drugich nic nie mam. Oni wybierają związki z kobietami jaką jedną z opcji, jakie dała im natura. W Polsce pewnie w większości wybierają właśnie tę opcję. I wcale im się nie dziwię. :)

Tagi: roman j
12:59, roman_j
Link Komentarze (26) »

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape