O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
piątek, 29 lutego 2008
    No i stało się to, czego się raczej nie spodziewałem. Pisałem już o tym w komentarzach, ale teraz powtórzę.
    Dziś rano, kiedy przyszedłem na obronę dyplomu, profesor K. najpierw się ze mną przywitał, a potem mi pogratulował. W pierwszej chwili nie wiedziałem, czego, bo nie spodziewałem się, że tak szybko będą wyniki głosowania, ale okazało się, że już wiadomo, że dostałem się do Rady Wydziału.
    Przyznam, że nie zakładałem takiego obrotu sprawy, co nie znaczy, że martwi mnie, że sprawy tak się właśnie ułożyły. Wręcz przeciwnie. Ale jestem tym zaskoczony biorąc pod uwagę to, że jestem młody i na uczelni raczej uważałem się za outsidera niż człowieka bliskiego głównego nurtu wydarzeń (niekoniecznie z założenia). Poza tym jest jeszcze kilka czynników, które przemawiały na moją niekorzyść, ale jak widać, nie przeszkodziło mi to. Co więcej, w siódemce, która weszła do Rady Wydziału, nie byłem nawet ostatni.
    Cieszy mnie to, ale nie do końca wiem, co dobrego z tego wyniknie. Na pewno na razie zmieniła mi się nieco perspektywa. Poczułem się bardziej związany z uczelnią i bardziej zmotywowany do tego, żeby ten związek za kilka lat się nie skończył, co oznacza poważniejsze zabranie się za przygotowania do robienia habilitacji. To dobrze. Potrzebny mi był taki impuls, bo bliski byłem już rozważań, czy nie zmienić swojej koncepcji dalszej kariery zawodowej. Jednak po tym swoistym wotum zaufania (nawet jeśli udzielonym mimochodem i może nie do końca z premedytacją), poczułem się bardziej związany z obecnym miejscem pracy i raczej z nim będę wiązał swoją przyszłość i karierę. Ale oczywiście nie wykluczam innego scenariusza rozwoju wydarzeń. Życie nauczyło mnie, żeby niczego z góry nie wykluczać. :)
Tagi: roman j
18:24, roman_j
Link Komentarze (28) »
czwartek, 28 lutego 2008
    Semestr się zaczął i miałem już okazję poprowadzić wszystkie zajęcia, które mam zaplanowane na ten semestr. Zacząłem od pracującego zapiątka. Ćwiczenia w sobotę, dwa wykłady w niedzielę i dodatkowo pięć godzin ćwiczeń. W sobotę na dodatek nie czułem się najlepiej, bo próbuje mnie brać przeziębienie. O dziwo, w niedzielę było dużo lepiej, ale po 8 godzinach gadania gardło zaczęło dokuczać.
    Potem jeszcze zajęcia w środę. Okazało się, że po przerwie w rozgrywkach mam o jednego studenta mniej. To znaczy ubyło dwóch, ale na miejsce jednego przybył inny. Słowem, poważniejszych ruchów transferowych nie było. Nie zdecydowałem się wziąć ćwiczeń projektowych we wszystkich grupach, co mi proponował W. Miałem taką pokusę przez krótki czas, ale doszedłem do wniosku, że mam i tak dużo godzin w tym roku. Za to na pewno wspólnie będziemy organizować obrony projektów w tym semestrze m. in. dlatego, że niektórzy studenci chcieliby, żeby było inaczej. Trzeba wyrównać wymagania w obu grupach, żeby nie było tak, że jedni mają łatwiej, a inni trudniej. A równać trzeba oczywiście w górę. :)
    Uaktywnili mi się kolejni dyplomanci. Z zaocznych. Na razie ich aktywność ogranicza się do ustalania ze mną tematów i zakresu prac seminaryjnych, ale co najmniej jeden "zaległy" dyplomant postanowił się wreszcie wziąć za dyplom. Dałem mu wytyczne i zobaczymy, co z tego wyjdzie.
    Zmagam się z przeziębieniem. Z różnym skutkiem. Raz ono jest górą, raz ja. Skutek jest taki, że jeste mrozbity tak, że nawet jak jednego dnia czuję się lepiej, to i tak trudno mi się za coś sensownego wziąć, a mam za co. Na dodatek jak na złość znowu mi się tak dzień za dniem układa, że się nie mogę się wyspać. We wtorek za późno się położyłem. Pomyślałem, że odbiję to sobie w środę, ale postanowiłem pojeździć na rowerze, ale zanim się do tego zebrałem, było około północy. A rano musiałem wcześnie wstać. Myślałem, że pośpię sobie w nocy z czwartku na piątek, ale dowiedziałem się w czwartek, że mam obronę o 8.00 w piątek. W piątek zaś mam chór, a poza tym muszę się przygotowywać do zajęć w sobotę i niedzielę, a to oznacza, że pewnie znów pójdę późno spać.
    Na dobry początek semestru wystartowałem w wyborach do Rady Wydziału. Szanse swoje oceniam nisko z wielu względów, z których wiele nie jest zależnych ode mnie. Chociaż pewne nadzieje żywię ze względu na sposób głosowania. Głosuje się bowiem skreślając nazwiska osób, których się nie chce poprzeć w ilości równej różnicy między liczbą miejsc w RW, a liczbą kandydatów. Miejsc jest 7, a kandydatów 10. Ale ktoś z tej dziesiątki znajdzie się w tej trójce, która nie dostanie mandatu i zakładam, że ja zajmę jedno z tych miejsc. Ale przynajmniej robię w tych wyborach za listek figowy, żeby nie było tak, że jest dokładnie tylu kandydatów, co miejsc. Dzięki mnie głosujący mają większy wybór. Mają kogo skreślać. ;)
    Zostałem wyznaczony z Instytutu do udziału w akcji rekrutacji przyszłych studentów. W zeszłym roku też byłem, ale jakoś mnie nigdzie nie wysłali. Tym razem pojadę do Włocławka. Też dobrze. Zastanawiałem się, czy się nie zgłosić do Płońska, ale miałem w tym temacie na tyle mieszane uczucia, że ugryzłem się w język i postanowiłem poczekać na rozwój wypadków. Gdyby okoliczności ułożyły się tak, że miałbym tam jechać, to bym pojechał. Ale kiedy okazało się, że jadę gdzie indziej, uznałem, że to nawet lepiej. Czas najwyższy skończyć z tym emocjonalnym masochizmem.
    A z innej beczki, ale wciąż w temacie rekrutacji, to na pierwszym spotkaniu w tej sprawie, inicjującym całą akcję, okazało się, ku zdumieniu zgromadzonych, że niektórzy już na własną rękę tę akcje zainicjowali. Koledzy z jednego z instytutów na własną rękę i za wiedzą swojego szefa już jakieś szkoły obskoczyli. Kocham taką organizację, kiedy ktoś wyrywa się przed szereg. O mało byśmy się nie zbłaźnili wysyłając kolejną delegację do szkół, gdzie nasi pracownicy już raz byli. Niby jedziemy wszyscy na jednym wózku, ale niektórzy działają tak, jakby na tym wózku byli sami. Nie wiem, kto był winien tej sytuacji, ale ten ktoś powinien dostać zdrowy opieprz, żeby taka sytuacja się więcej nie powtórzyła.
    Z innych ciekawostek dowiedziałem się, że za tydzień kończy się cykl zajęć z Tai Chi w ramach grupy dla początkujących i wypadałoby się zapisać do grupy pośredniej. Ale ku mojemu zadowoleniu za dwa tygodnie w tym samym miejscu i terminie rusza kolejna grupa początkująca. A ponieważ ze względu na kilka nieobecności nie udało mi się opanować całej formy, więc postanowiłem zrobić sobie repetę. Mam nadzieję, że jedna wystarczy i od października będę mógł już się zapisać do grupy pośredniej. :)
Tagi: roman j
22:35, roman_j
Link Komentarze (18) »
środa, 27 lutego 2008
    Kolejne zmagania na froncie walki o lepszy dostęp do Sieci. Kupiłem sobie "modem" EDGE, czyli komórkę Siemensa. Co prawda razem z wykupieniem dostępu abonamentowego do Sieci dostałem też modem, który teoretycznie umożliwia mi połączenie z nią z prędkością do 7,2 Mb/s, ale odmawia on wykrycia mojej karty SIM. Ale że z jednej strony dostałem go za jedyne 1 zł, a z drugiej taka prędkość w moim grajdołku jeszcze długo pozostanie w sferze marzeń (przynajmniej w mieszkaniu, bo nie będę z komputerem latał po mieście), więc nie spieszno mi z oddaniem go do serwisu.
    Żeby tymczasowo jakoś sobie poprawić jakość dostępu, zakupiłem właśnie Siemensa. Był tani, a w stosunku do ceny całkiem nieźle wyposażony, dlatego się skusiłem. I żałuję, bo bardziej topornej komórki w obsłudze jeszcze nie miałem.
    Nie wiem, jakim cudem udało mi się wczoraj połączyć z Internetem, ale się udało. Tyle, że nie mam jeszcze kabla USB, więc komputera i tak nie podłączyłem. Tyle, że po tej jednej udanej próbie nie udało mi się skonfigurować połączenia pod inną kartę SIM (iPlus). Może to zasługa polskiego menu, ale za cholerę nie wiem, gdzie szukać ustawień profilu dostępu do Sieci. Na dodatek Plus GSM też chyba nie wie, bo opisu konfiguracji mojego modelu nie ma na ich stronie.
    Zainstalowałem sobie też program do współpracy z modułem GPS i tutaj dla odmiany nie potrafię skonfigurować katalogu, w którym mają być zapisywane dane. Jeszcze nie próbowałem wykorzystywać karty pamięci, której obsługę ten model umożliwia. I jakoś mnie nie ciągnie po dotychczasowych doświadczeniach. Zawsze miałem bardzo dobre zdanie o niemieckiej myśli technicznej, ale szczytem finezji i wygody to ten aparat nie jest. Sądząc po wyglądzie będzie za to trwały. Jak czołg Leopard. I podobnie jak on kiepsko się sprawdza w normalnym, codziennym użyciu. :)
Tagi: roman j
08:26, roman_j
Link Komentarze (21) »
poniedziałek, 25 lutego 2008
    Długoletni czytelnicy mojego bloga pewnie pamiętają, że odgrażałem się kiedyś, iż upiekę sobie magdalenki. W ramach przygotowań postanowiłem na razie potrenować sobie na innych ciastkach i upiekłem dziś ciasteczka owsiane ze słonecznikiem.
    Nie podam tutaj przepisu, bo to nie jest blog kulinarny, których jest w Sieci zatrzęsienie i w każdym powtarzają się te same przepisy. Napiszę tylko, że sukces osiągnąłem połowiczny.
    Ciasteczka dają się zjeść. Poza tym, na skutek drobnych autorskich modyfikacji przepisu, wyglądają, jakbym dodał do ciasta z kilogram kakao, podczas, gdy nie było w nim nawet szczypty.
    No cóz, następnym razem nie będę wprowadzał poprawek, ale też nie będę się tak ściśle trzymał przepisu, jeśli chodzi o czas pieczenia. Najwyraźniej ktoś, kto układał ten przepis, miał słabszy piecyk, bo moje ciastka wyglądały na upieczone już po upływie połowy przepisowego czasu. :)
Tagi: roman j
19:23, roman_j
Link Komentarze (19) »
niedziela, 24 lutego 2008
    Myślałem dziś rano, że minie oto kolejny dzień bez wpisu w blogu, taką miałem pustkę i brak pomysłów na temat notki. Miałem ograniczyć się do komunikaty reklamowego, że na moim turystycznym blogu są już dwa wpisy poświęcone wyjazdowi na Litwę, a dziś pewni dojdzie trzeci (choć nie jest to w 100% pewne). Miałem, ale kiedy szedłem dziś rano do pracy na wykład o 8.00 i zastanawiałem się, o czym będę opowiadał studentom, przypomniało mi się, jak wczoraj przeglądałem książki do teorii sprężystości i mechaniki budowli. I może się to komuś wydać niemal niemożliwe, ale zainspirowało mnie to do rozmyślań dość ogólnych i dalekich od przedmiotu tych dwóch nauk. A wszystkiemu winien jest tensor i podwójne szeregi sinusowe.
    Zacznijmy od tensora. Co to jest, to jeśli ktoś wie, to dobrze, ale jeśli nie wie, to ja tego na łamach tego bloga nie wyjaśnię, żeby mnie jakiś matematyk nie odsądzał potem w komentarzach od czci i wiary. ;) Ale może odważę się napisać, że tensor jest reprezentowany przez macierz. No i gdzieś wczoraj w czasie lektury wpadło mi w oko zdanie, że dowolny tensor można zapisać jako sumę tensora symetrycznego i niesymetrycznego. Wczoraj się nad tym zdaniem nie zastanawiałem, a dziś... ale o tym za chwilę.
    Teraz słów kilka o podwójnych szeregach sinusowych. O nich też wczorah czytałem przypominając sobie jedną z metod obliczania ugięcia w płytach. Ugięcie to zwykłe opisane jest pewną funkcją, którą jednak daje się wyznaczyć tylko w pewnych szczególnych przypadkach. W pozostałych przypadkach daje się ją jedynie przybliżyć np. z wykorzystaniem podwójnych szeregów sinusowych. Co to jest, tym również nie będę zanudzał czytelników, o ile jeszcze ktoś dotarł do tego miejsca. :)
    Przechodząc do konkluzji dziś przyszło mi do głowy oczywiste pewnie dla większości stwierdzenie, że nieskończone bogactwo i różnorodność świata daje się opisać za pomocą prostych formuł. Stwórz mi dowolną macierz kwadratową, a ja Ci ją rozłożę na sumę dwóch trywialnych (ale nie w sensie matematycznym) przypadków: macierz symetryczną i antysymetryczną. Czyli każdą macierzą kwadratową rządzą dwie zasady: symetria do spółki z asymetrią, a resztą to współczynniki. Weź płytę, obciąż ją w najbardziej fantazyjny sposób, a ja Ci powiem, że ugięcie tej płyty opisuje podwójny szereg sinusowy, a reszta to współczynniki (których wyznaczenie może co prawda nie być sprawa trywialną).
    Idąc tym tropem doszedłem do barw. To chyba naturalna kolej w toku myślenia o takich sprawach, bo przecież każdy z kolorów składa się z trzech tylko barw podstawowych: zieleni, czerwieni i błękitu. Reszta to współczynniki. Kto nie wierzy, a ma stary telewizor kineskopowy, niech weźmie lupę i mu się przyjrzy (może w nowych telewizorach też to widać). Co więcej, całe bogactwo barw natury da się zamknąć w sześcianie o boku 1. Jeśli boki sześcianu będą nami opisywały natężenie każdej z barw, a cały sześcian umieścimy jednym wierzchołkiem w początku układu współrzędnych i skierujemy krawędzie wzdłuż osi współrzędnych, to punkt (0,0,0) będzie odpowiadał czerni, a punkt (1,1,1) - bieli. Reszta barw zmieści się w środku. Barw tych jest nieskończona liczba, ale zwiększając np. możliwości kart graficznych wcale nie poszerzamy ich gamy. My tylko szatkujemy ten sześcian na coraz mniejsze kawałki. Wprowadzamy odcienie pośrednie. Ale ze względu na możliwości ludzkiego oka to szatkowanie ma sens tylko do pewnego momentu, bo w końcu dojdziemy (doszliśmy) do granicy, gdy mnogość barw przestaje oddziaływać na nasze oczy, a działa już tylko na wyobraźnię.
    Zastanawiałem się, jakby to było, pochodzić po takim barwnym sześcianie? Czy dałoby się coś takiego skonstruować? Byłaby to świetna instalacja edukacyjna. Można by się na czymś takim uczyć i optyki i plastyki. I w ogóle byłaby to wielka frajda, gdyby można było wybrać dowolną trajektorię ruchu i obserwować, jak wraz ze zmianą miejsca zmienia się kolor, który nas otacza.
    Odcienie szarości znalazłyby się pewnie na przekątnej łączącej punkt czarny z białym (tak mi podpowiada intuicja). To tłumaczy, dlaczego łatwiej jest zrobić z kolorowego obrazka obrazek w kolorach szarości niż odwrotnie. Można przestrzeń barw zrzutować na linię szarości, ale z linii szarości jednoznacznie odtworzyć pierwotny, przestrzenny rozkład barw, tego się nie da zrobić bez dodatkowych informacji. I chyba dlatego nie lubię sztucznie kolorowanych komputerowo filmów. Tam nie ma tych potrzebnych informacji, dlatego często trzeba coś samemu założyć. I nie zawsze jest to dobre założenie.     To jak słodzenie herbaty słodzikiem. Niby jest słodka, ale jednak nie tak samo smaczna, jak posłodzona cukrem. Przynajmniej w moim odczuciu. :)
Tagi: roman j
16:28, roman_j
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2 , 3 , 4

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape