O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
piątek, 29 listopada 2013

Wracam do pracy. Od początku grudnia, a dokładniej od wtorku, bo wtedy mam pierwsze zajęcia. Wracam, mimo że mam jeszcze półtora miesiąca zwolnienia do wykorzystania i pomimo tego, że mój ortopeda uważa, że jest na to za wcześnie. Podobnie zresztą uważał lekarz medycyny pracy, który jednak wystawił mi zaświadczenie o zdolności do pracy. Trochę kręcił nosem, ale ostatecznie zgodził się.

A obawiałem się już, że z mojego szybszego powrotu będą nici. Przy poprzedniej wizycie lekarz medycyny pracy zażyczył sobie opinii od ortopedy, że nie ma przeciwwskazań przed powrotem do pracy. I jeszcze żebym ja mu napisał, że się czuję na tyle dobrze, żeby wrócić do pracy. Z drugim nie byłoby problemu, to pierwsze okazało się jednak nie do załatwienia. I tak szedłem na wizytę z ciężkim sercem. Ostatecznie jednak ani jedno, ani drugie nie było potrzebne.

Co do mojego obecnego stanu zdrowia, to jeśli chodzi o kości, to strzałkowa się ponoć zrosła i teraz się pogrubia. Oglądałem zdjęcie i mnie to co prawda na całkiem zrośniętą kość nie wygląda, ale faktycznie szpary nie ma. Jeśli zaś chodzi o piszczel, to z jednej strony szpara też jest już mocno zapchana komórkami, które w niedalekiej przyszłości utworzą kość. Są jeszcze prześwity, ale ogólnie jest nieźle. Ale z drugiej, od przodu, widać tylko małą wysepkę komórek w jednym miejscu i nadal dużą szparę w pozostałej części prawie nie wypełnioną niczym. Tutaj widać, że to jeszcze musi potrwać.

Natomiast moja otwarta rana zaczyna zarastać. Ziarnina przyrasta zachęcana zarówno zabiegami rehabilitacyjnymi, jak również "marynowaniem" mięsa w 10% roztworze NaCl na zmianę z roztworem witaminy B1. Ale tutaj też jest coś, co mnie niepokoi. Zauważyłem dwa dni temu na kości małą, czarną plamkę. Na kolejnym zdjęciu z wczoraj ona też jest i jakby nieco większa. Myślałem, że dziś zobaczy to lekarz i okaże się, że to jakiś zły znak. Nie chcę pisać, czego to może być symptom, bo nie chcę wywoływać przysłowiowego wilka z lasu.

Jednak dziś na wizycie i zmianie opatrunku lekarz albo tego nie zauważył, albo nie wzbudziło to jego niepokoju. A ja sam o to nie pytałem (a może powinienem). Może jednak to nic niepokojącego. W każdym razie będę to obserwował. A na razie zamierzam skorzystać z wolnego weekendu, bo dwa kolejne będę już miał pracowite. I to nawet bardzo. Dobrze, że potem już blisko święta i największy nawał pracy dopiero w styczniu kiedy, jak zakładam, będę już zdrowszy i silniejszy niż obecnie. :)

Tagi: roman j
19:06, roman_j
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 listopada 2013

Co prawda mam obecnie bardzo krótką listę czytelników, ale wiem, że są wśród nich tacy, którzy ciekawi są postępów na mojej drodze do wyzdrowienia i chcieliby wieści na ten temat czerpać z tego blogu. Zatem co nieco tutaj napiszę, bo lepiej napisać raz niż kilka razy odpowiadać na zapytania z maili. :)

Obecnie problemy zdrowotne mam jakby dwa. Jeden to zrastająca się kość i drugi to niegojąca się otwarta rana, przez którą kość tę mogę sobie oglądać (ale akurat nie w miejscu złamania i dobrze, że tak). Jeśli chodzi o samą kość, to dziś zrobiłem jej zdjęcie. Lekarz, ale inny niż ten, który mnie prowadzi, stwierdził, że rewelacji nie ma. Dupy nie urywa, jak mówi dzisiejsza nieco młodsza ode mnie młodzież. Ale źle też nie jest. Widać kostninę, jak to określił medyk. Ja też widzę, ale jakieś chmurki, które wyglądają jak efekt jakichś mikro wybuchów wokół złamania. :)

Gorzej, że widać to głównie "od spodu" kości, czyli tam, gdzie jest łydka, a nie bardzo widać w części, która jest "na górze" czyli tam, gdzie goleń. Ale to już moja konstatacja. Lekarz tak szczegółowo się o tym nie wypowiedział. Głównie dlatego, że to nie on mnie prowadzi, ale skoro akurat miałem pod ręką zdjęcia, to obejrzał i swoje zdanie wypowiedział.

Druga rzecz, czyli rana, która jest wynikiem braku zrostu na kawałku zrobionego podczas operacji szwu, wygląda gorzej. Goi się bardzo wolno i nie chce zarastać ziarniną, żeby przykryć kość. Kość więc widzę, choć tylko na zdjęciach, bo nie jestem takim joginem, żeby sobie w tę ranę bezpośrednio i wprost zajrzeć (nie wygnę się tak). Moje przypuszczenia są takie, że to na skutek słabego krążenia w tej nodze, a raczej w tej jej wierzchniej części. Widać to też po szybkości gojenia się nacięć, jakie mi zrobili podczas operacji, żeby zszyć skórę na spuchniętej nodze. Im bliżej "spodu" nogi są te nacięcia, tym lepiej zagojone. Te blisko "wierzchu" też się goją, ale dużo wolniej.

Chyba mój lekarz myśli podobnie, bo dostałem lek na poprawę krążenia w kończynach. A już z własnej inicjatywy postanowiłem wrócić do picia kawy, która też poprawia krążenie. Jakiś mały drink wieczorem też może będzie. Ale nie więcej niż 25 ml. :)

Przeczytałem dziś w Sieci, że dobrze na gojenie ran wpływa... cukier. Ale nie ten we krwi, bo on akurat działa odwrotnie, ale taki normalny sypki sypany prosto w ranę. Jakoś nie mam odwagi spróbować tego sposobu rodem z Afryki. Może po konsultacji z lekarzem spróbuję. Na razie dla odmiany drażnię, według zalecenia lekarza, swoją ranę solą. Ale nie taką sypką, lecz w roztworze 10%. Na zmianę z witaminą B1, bo to podobno też może pomóc.

Lekarze zaś, a ostatnio poznałem opinię dwóch kolejnych oprócz tego, który mnie normalnie prowadzi, proponują już terapie, które wymagałyby kolejnej hospitalizacji. Na to jednak na razie się nie zgodzę. Ortopedia w tym szpitalu mojego grajdołka, do którego musiałbym trafić na terapię, ma tu bardzo złą opinię. To po prostu rzeźnia. Jak posłuchałem tych opinii, to zatęskniłem za Kielcami, gdzie warunki miałem w gruncie rzeczy dobre (mimo, że kilka rzeczy mi się nie podobało). Obym nie musiał tej rany kurować w szpitalu, bo to oznaczałoby kolejne zwolnienie, a ja mam już dość siedzenia na zwolnieniu. Jeszcze trochę i dostanę od tego kota. I nie mam na myśli sympatycznego, mruczącego zwierzaka. :)

Tagi: roman j
16:32, roman_j
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 listopada 2013

Postanowiłem wrzucić do blogu mapkę z serwisu EveryTrail obrazującą wszystkie moje wycieczki zapisane za pomocą odbiornika GPS i upublicznione (część pozostaje prywatna, ale to się będzie zmieniać). Większość tych wycieczek opisałem lub opiszę w moim turystycznym blogu i tam ta mapka najbardziej by pasowała, ale tam nie da się jej wrzucić. Niestety, Wordpress ma ograniczenia narzucone na takie interaktywne widżety. Dlatego mapka jest tutaj. A jest to ciekawa mapka, bo nie jest statyczna, ale będzie zmieniała się wraz z przybywaniem (ale raczej nie ubytkiem) kolejnych wycieczek.

Mój profil na EveryTrail

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape