O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
czwartek, 26 kwietnia 2007
Niedawno napisałem na swoim forum prywatnym, że wracając któregoś dnia z pracy do domu zachciało mi się wyliczyć kąt padania promieni słonecznych na podstawie znajomości własnego wzrostu i oszacowania długości rzucanego przeze mnie cienia. Żeby to obliczyć potrzebowałem wartości funkcji arcus tangens, a że nie miałem przy sobie kalkulatora, więc wymyśliłem sposób, w jaki można tę wartość oszacować bez korzystania z kalkulatora z praktycznie dowolną dokładnością. Jedna z odpowiedzi na mój wpis na forum wyrażała zdziwienie, że też mi się chciało. No fakt. W dzisiejszych czasach wartość funkcji arcus tangens liczy każdy średniej klasy kalkulator, po co więc łamać sobie głowę nad tym, jak obliczyć to wyłącznie za pomocą kartki i ołówka?
Dla kompletności obrazu napiszę jeszcze, że znam algorytm obliczania pierwiastka kwadratowego z dowolnej liczby również wyłącznie za pomocą kartki i ołówka oraz że od czasu do czasu z niego korzystam. Po co? Choćby dla rozrywki. Jedni łamią głowy nad sudoku, a ja wolę wziąć duży arkusz, ołówek wypisać długi ciąg cyfr i liczyć. Przy okazji ćwiczę się w tak archaicznych (?) umiejętnościach jak ręczne mnożenie i odejmowanie liczb. Ostatnio przypominałem sobie jak się dzieli ręcznie. Dziwne, prawda? W dobie komputerów i kalkulatorów liczyć ręcznie. Ale komputery i kalkulatory to wynalazek ostatnich dziesięcioleci. Kiedyś ludzie obywali się bez nich i frajdą jest odkrywać, jak to robili.
Poza tym postęp techniczny sprawia, że stajemy się powoli "genialnymi idiotami". Paradoksalnie, im większego postępu dokonuje nasza cywilizacja tym mniej umie przeciętny jej przedstawiciel. Codzienne funkcjonowanie wymaga od nas coraz mniej umiejętności i wiedzy. Nie musimy już znać zasad wykonywania działań matematycznych, bo wstukujemy po prostu na klawiaturze ciąg cyfr i znaków działań matematycznych, a potem klawisz "=" i odczytujemy wynik. Nie musimy znać zasad ortografii, bo sprawdza ją za nas komputer. Kto wie, może za jakiś czas zaniknie umiejętność odręcznego pisania albo stanie się ona sztuką taką, jak dziś kaligrafia? Nawet pisząc ten tekst nie musze się nad jego kompozycją długo zastanawiać, bo każde wprowadzone zdanie mogę bez końca zmieniać, edytować, dopieszczać lub po prostu bez śladu usunąć. To zwalnia mnie od całościowego myślenia o tekście i jego kompozycji, o tym, co chciałbym przekazać i jak zrobić to najzgrabniej.
Może więc mimo wszystko warto pielęgnować te archaiczne umiejętności, które być może podobnie jak rzadkie, ginące języki, staną się domeną wąskiej grupy specjalistów lub pasjonatów? Choćby dla treningu szarych komórek, jeśli trudno znaleźć inną motywację do takiego wysiłku. ;) 
 
Tagi: roman j
22:27, roman_j
Link Komentarze (11) »
środa, 25 kwietnia 2007
Zauważyłem, że często zaczynam moje wpisy od słowa "zauważyłem". Ale nie o tym chciałem napisać. :)
Od razu wyjaśnię, że ten wpis nie powstał jako reakcja na oskarżenia wobec profesora Miodka, ale... skoro już wspomniałem o tej przykrej sprawie, to napiszę też, że pana profesora niezmiennie darzę wielką estymą bez względu na to, co ostatnio o nim napisano i powiedziano złego.
Wracam do tematu. Zaobserwowałem tendencję do (nad?)używania słowa "ciężko" w znaczeniu "trudno". Zaobserwowałem taką tendencję początkowo u siebie, ale od kiedy zacząłem na to zwracać uwagę, okazało się, że ta tendencja jest powszechna. Nawet w prasie niedawno znalazłem stwierdzenie "ciężko powiedzieć". Zapewne są sytuacje, kiedy takie zestawienie ma uzasadnienie. Kiedy ktoś za dużo wypije i ma problem z artykulacją sensownych dźwięków, to może być mu coś "ciężko powiedzieć", ale jeśli ktoś czegoś po prostu czegoś nie wie, to chyba raczej mu coś "trudno powiedzieć" na ten temat.
Słowo "ciężko" kojarzy mi się z wysiłkiem fizycznym, a słowo "trudno" z komplikacją wynikającą z braku czegoś: wiedzy, umiejętności, itp. Tak to sobie przynajmniej sam rozróżniam, ale niewykluczone, że jest inaczej. Zwłaszcza, że zgodnie z logiką języka błąd popełniany powszechnie często staje się z czasem dopuszczalną alternatywą, a bywa i tak, że nawet wypiera formę wcześniej uznawaną za jedyną poprawną. Może więc "trudno" i "ciężko" używa się dziś zamiennie? Podobnie jak przymiotników "sławny" i "słynny". Nie wiem, czy tylko ja to rozróżniałem, ale do niedawna uważałem, że "sławny" może być człowiek, a "słynny" np. zabytek. Tymczasem okazuje się, że w słowniku takiego podziału dziś nie ma. Inny przykład to częste zamienianie "liczby" z "ilością", choć tutaj żelazna logika wyznacza regułę. Najpowszechniejszy błąd to "ilość sztuk" zamiast "liczba sztuk". A skoro jestem przy sztukach, to wspomnę, że niedawno widziałem nową formę skrótu słowa sztuka - "sztk." :)
Reasumując. Może zasłużę sobie na miano językowego don Kichote'a, ale będę się starał zastępować tam, gdzie bardziej pasuje, słowo "ciężko" słowem "trudno". Choć wiem, że dotrzymać tego postanowienia będzie ciężko. ;)
Tagi: roman j
19:10, roman_j
Link Komentarze (8) »
wtorek, 24 kwietnia 2007
Niedawno pisałem o tym, że skróciła mi się perspektywa w widoku za oknem. Teraz dodatkowo skróciła mi się perspektywa czasowa. W porywach spada nawet do około 5 minut. Na taki czas do przodu udaje mi się klarownie myśleć i planować. Żyje prawie "tu i teraz". Tak podobno najlepiej, ale ja mam przez to ciągłe wrażenie, że o czym zapomniałem. Staram się wszystko zapisywać: co komu obiecałem zrobić, z kim na kiedy i po co się umówiłem, ale to nie pomaga. Wciąż gdzieś tam pod czaszką czai się niepokój, że coś mi umknęło.
Tymczasem jutro mam jechać do stolicy wyrobić sobie legitymację PTSM. Przy tej okazji mógłbym załatwić jeszcze jakieś sprawy, gdybym był mniej "absent-minded", ale w obecnym stanie nic nie przychodzi mi do głowy. Mam nadzieję, że przynajmniej jutro tam jakoś dojadę, załatwie sprawę i wrócę szczęśliwie.
W czwartek muszę się przygotować do wyjazdu, który zaplanowałem na piątek. Muszę sobie wcześniej zrobić listę rzeczy do spakowania, żebym czegoś ważnego nie zapomniał. W piątek rano mam jeszcze iść na zajęcia i zaraz po nich rwać szybko do domu, żeby zdążyć na autobus, który zawiezie mnie na pociąg. Na szczęście pociąg jedzie prosto do celu bez przesiadek i kończy bieg w docelowej miejscowości, więc na pewno trafię, gdzie trzeba. Plan mam jednak napięty, czasu mało i nie wiem, czy czegoś nie zapomnę.
Przez to wszytko nawet ta notka wydaje mi się jakaś koślawa, bo nie potrafię się skupić na pisaniu. Chyba przyda mi się wypoczynek. Może odzyskam równowagę w najbliższe dwa długie majowe weekendy, czyli w długi tydzień majowy, jak go nazwałem po swojemu.
Tagi: roman j
20:19, roman_j
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2007
Wiosna wybuchła zielenią. Jak co roku. Teoretycznie powinienem się już do tego przyzwyczaić oglądając to co roku od ponad 30 lat. A jednak wciąż rok po roku jestem pod wrażeniem i urokiem tego wiosennego opierzania się świata, kiedy w ciągu kilku dni nagle wokół robi się zielono i świat wydaje się być pełniejszy.
Co roku daję się wiośnie zaskoczyć. W tym roku całkiem niedawno, zaledwie kilka dni temu, wszedłem do pokoju, gdzie zwykle pracuję, odsłoniłem żaluzje i stwierdziłem, że coś mi nie pasuje w krajobrazie widzianym za oknem, że coś sie zmieniło. Po chwili uświadomiłem sobie, że po raz pierwszy tej wiosny gołe kikuty drzew opierzyły się listowiem. Przez to co prawda skróciła mi się perspektywa widoku z okna i wzrokiem już tak daleko nie sięgnę jak zimą, ale za to teraz patrzę na piękną soczystą zieleń, która pogodnie mnie nastraja.
Tagi: roman j
07:36, roman_j
Link Komentarze (5) »
niedziela, 22 kwietnia 2007
Dawniej, żeby móc określić się mianem inteligenta, trzeba było mieć maturę. Obecnie rządzący postanowili podnieść poprzeczkę. Teraz, aby mieć prawo zaliczania się do inteligencji może nie wystarczyć już nawet profesura. Nowym, decydującym kryterium jest stosunek do lustracji. Kto jest za, ten może się nadal określać mianem inteligenta, kto przeciw, ten jest uzurpatorem. Niestety, na to kryterium się nie łapię.
Ale to jeszcze nic. Chodzą słuchy, że mają się pojawić dodatkowe kryteria, bo inteligentów się nam w kraju za dużo namnożyło i nie ma komu robić na budowach, a tu Euro 2012 za pasem. Poza tym trzeba odsiać ziarno od plew i zdegradować część wykształciuchów do niższych klas społecznych. Wśród branych pod uwagę nowych kryteriów są podobno m.in. sprzeciw wobec aborcji (wystarczy pozew o pobicie złożony przez ginekologa) oraz głosowanie w wyborach na PiS (tu zaświadczenie na prośbę zainteresowanego wystawiałyby obwodowe komisje wyborcze). Niestety, znów się nie zakwalifikuję. No trudno. Jakoś to przeboleję.
Ale przypomniał mi się przy tej okazji dowcip z czasów PRL-u, który ktoś ułożył w czasach, kiedy to napleniło się szkół mających produkować nową, robotniczą inteligencję: "Czym się różni Uniwersytet Jagielloński od uniwersytetu robotniczego? Tym, czym Alma Mater różni się od 'ku... mać." W podobnej poetyce napiszę, że prawdziwy inteligent tym się różni od inteligenta "z nadania" pana prezydenta, czym różni się świadectwo maturalne od IPN-owskiej lojalki. A na koniec dorzucę jeszcze od siebie hasło propagandowe do wykorzystania przez rządzących w kampanii prolustracyjnej: "Nie matura, lecz lustracja świadczy o twych aspiracjach". Praw autorskich niniejszym się zrzekam, podobnie jak odpowiedzialności za ewentualne skojarzenia. ;)
Tagi: roman j
18:55, roman_j
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape