O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
niedziela, 26 maja 2013

Pochwalę się.

Mój pierwszy, oficjalny bieg na 10 km

Dla tych, którzy mają mnie w swoich znajomych na Facebooku, to będzie powtórka, bo to samo zdjęcie wisi już tam z krótkim komentarzem. Tutaj jednak mogę napisać nieco więcej.

Do tego biegu zachęcił mnie W., który już w zeszłym roku zadziwił mnie biorąc udział w grajdołkowym półmaratonie po takim krótkim okresie przygotowań (według mnie), po jakim ja bym nie zaryzykował startu na takim dystansie. Najpierw zachęcił, a potem, wskutek korzystnego zbiegu okoliczności, także dostarczył na miejsce i z powrotem. Bez tego pewnie też bym się tam jakoś dostał i wrócił, ale zdecydowanie mniej wygodnie i pewnie musiałbym na dodatek zostać w Łodzi na noc.

Jeśli przed tym biegiem miałem jakieś obawy, to musiałem je gdzieś głęboko schować w podświadomości. Kilka razy wracało pytanie, czy dam radę, ale odpowiedź była na to prosta: nie pierwszy raz w życiu zrobię taki dystans. I nie jest to moja życiówka, bo co najmniej kilka razy zrobiłem nieco dłuższe biegi (co prawda tylko na stadionowej bieżni, ale zawsze). Zaś mój rekord długości biegu to 13,6 km.

Bardziej obawiałem się tego, w jakiej formie będę na mecie i jak słaby czas będę miał. Okazało się, że obawy moje były płonne. Cały dystans czułem się niemal jak na biegu rekreacyjnym, bo prawie nie miałem zadyszki, nawet pod górę, a niektórzy spośród mijanych po drodze ludzi ciężko dyszeli. Może trochę teraz żałuję, że nie dałem z siebie więcej, bo myślę, że miałem rezerwy, ale mój pulsometr pokazywał tak zwariowane wartości (od 118 do 200 uderzeń), że wolałem się nie forsować. Poza tym to był pierwszy bieg i pierwsze doświadczenia. Następnym razem będę już o nie bogatszy.

Uzyskany przeze mnie czas to 1:00:02. Zabrakło trzech sekund, żeby pękła godzina, ale na ostatnich pięciuset metrach zrobiłem taki finisz, że nie miałem już na mecie siły podbiec szybciej. O dziwo, bardzo szybko doszedłem do siebie po przebiegnięciu linii mety, co potwierdza, że miałem rezerwy, które mogłem spożytkować po trasie. Czas imponujący nie jest. Ale mój jest najlepszy. I wcale nie dlatego, że jak na razie jedyny oficjalny. Na żadnym treningu dotąd z taką prędkością nie biegłem. I nie sądziłem, że to jest akurat w tej chwili w moim zasięgu.

Miejsce zająłem 1457. na 1672 sklasyfikowanych i 2163 osoby na liście startowej. Niezbyt imponujące. Ale tego nie biorę do siebie. Traktuje to jako zmagania z samym sobą. Do czasu zwycięzcy - 0:29:52 nie mam szans się zbliżyć ze względu na wiek i warunki fizyczne, więc nie zakładam, że kiedyś taką imprezę mogę wygrać. Dlatego celem będzie raczej uzyskiwanie lepszych czasów i może wydłużanie dystansu. Kiedyś myślałem o maratonie i ta myśl, choć na razie odsunięta na dalszy plan, teraz stała się trochę bardziej realna. :)

Może kogoś interesują moje międzyczasy i zajmowane na tych pomiarach miejsca, to napiszę, że:

 - na 1,8 km miałem czas 00:11:16 i zajmowałem pozycję 1593.

 - na 5,0 km miałem czas 00:30:40 i zajmowałem pozycję 1533.

 - na 6,5 km miałem czas 00:40:16 i zajmowałem pozycję 1512.

 - a na 10 km miałem czas 01:00:02 i zająłem pozycję 1457. :)

Teraz trzeba trochę potrenować, żeby na kolejnym biegu nadrobić przynajmniej te trzy sekundy. ;)

Tagi: roman j
14:06, roman_j
Link Komentarze (4) »
sobota, 11 maja 2013

Termin pomroczność jasna zrobił karierę wiele lat temu, kiedy syn Wałęsy stawał przed wymiarem sprawiedliwości za spowodowanie wypadku. Tymczasem ostatnio ja sam doświadczam czegoś, wobec czego takie określenie wydaje mi się właściwe. :)

Otóż wygląda to tak, że idę do kuchni zrobić sobie napój kawopodobny (czyli kawę rozpuszczalną). Sypię odpowiednią ilość proszku do kubka, zalewam wodą, którą czasem przedtem gotuję lub podgrzewam. Biorę kubek z kawą i idę do pokoju, gdzie robię coś na komputerze.

Po około 10-15 minutach przychodzi mi do głowy myśl, że zrobiłem sobie kawę, więc warto byłoby ją wypić. Sięgam po kubek, a ten... jest pusty. Wiem na pewno, że kawę zrobiłem, bo to pamiętam. Nikt mi jej nie wypił, bo nikogo nie było w pokoju, a kot, choć jest mała czarna, to kawy nie pija. Zatem sam musiałem ją wypić, tylko nie pamiętam kiedy.

Trochę mnie to martwi, choć nie za mocno. Martwi mnie to, że nie mam z picia takiej kawy żadnej przyjemności, bo nawet w ustach nie czuję już po fakcie jej smaku. Poza tym martwi mnie to też dlatego, że chciałbym żyć bardziej świadomie: tu i teraz. A wygląda na to, że dzieje się odwrotnie. Miałem robić takie proste (?) ćwiczenie na bycie świadomym tego, co się dzieje dookoła: codziennie przechodząc przez każde drzwi dotykać futryny. Jak na razie nie udało mi się to więcej niż jeden raz pod rząd, kiedy sobie akurat o tym ćwiczeniu raz na kilka dni przypomnę... :)

Tagi: roman j
15:11, roman_j
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 maja 2013

Na specjalne życzenie jednej z czytelniczek blogu. Mam czytelników ostatnio wyraźniej mnie, więc trzeba ich doceniać. :)

Dama w czarnym futrze

Tagi: roman j
16:30, roman_j
Link Komentarze (7) »

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape