O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
poniedziałek, 27 lipca 2009

Czasami wywód przodków naszego psa jest lepiej udokumentowany niż nasz własny.

Dopisek (tego samego dnia; 16:21): Niezawodny prodziekan S. uzupełnił mój paradoks o następującą uwagę. Czasami jest tak, że psa trzymamy w domu, a ojca w domu starców.

Tagi: roman j
08:18, roman_j
Link Komentarze (8) »
niedziela, 26 lipca 2009

Zanim przejdę do sedna, napiszę, że nie działa mi middle-click w Firefox'ie co mnie niezmiernie irytuje. Wczoraj to jeszcze działało, a dziś od rana nie chce. Liczę na to, że może coś się źle uruchomiło i później będzie działać. Do wygody człowiek się przyzwyczaja. Ale pocieszam się, że są tacy, co mają gorzej. Na przykład M. od czwartku wieczorem do wczoraj nie miał prądu (może nawet nadal nie ma). Żeby było bardziej denerwujące, to 2/3 jego osady prąd ma. Ale jest w dobrym towarzystwie, bo prądu nie ma też ksiądz i kościół.

Przechodząc od tematu tytułowego, to zachciało mi się skorzystać z serwisu wspomagającego odchudzanie. I już żałuję tej decyzji po obejrzeniu listy zakupów na najbliższy tydzień. Nie wdając się w opisy zamieszczam treść maila, jaki przed chwilą do nich wysłałem, choć nie zawiera on wszystkich moich zastrzeżeń:

Witam!
Korzystając z faktu, że w każdej przesłanej do mnie wiadomości jest zachęta do skontaktowania się w przypadku jakichś wątpliwości, kłopotów, itp. chciałbym podzielić się kilkoma wątpliwościami. Zrobiłem sobie zestawienie zakupów na dwa pierwsze dni przyszłego tygodnia, ale na szczęście zanim poszedłem do sklepu, obejrzałem to zestawienie. Z przeglądu tego zrodziły się m.in. następujące wątpliwości:
1. Mam kupić 0,8 jajka kurzego. Będzie problem, bo najmniejsza liczba, jaką mogę kupić w sklepie, to 6 sztuk. Nie wiem, co mam zrobić z pozostałymi 5,2 sztukami? Szczególnie to 0,2 sztuki mnie niepokoi, bo te nienaruszone jajka mogę ostatecznie rozdać sąsiadom.
2. W zestawieniu widzę kiełki fasoli mung puszka 10 g. To właściwie nie jest puszka, ale naparstek. O ile wiem, w takich ilościach się tej fasoli nie sprzedaje. Jeśli kupię puszkę 400 g to starczy mi ona na kolejne czterdzieści takich posiłków.
3. Na liście mam także 0,1 sztuki papryki czerwonej konserwowej. Nie wiem, czy w sklepie rozpieczętują mi opakowanie, żeby mi wykroić z zawartości 0,1 sztuki? Obawiam się, że taka propozycja co najwyżej bardzo by ich rozbawiła.
4. Mam zakupić 0,4 szt. średniego pomidora. Pewnie kupię jeden, ale co zrobię z pozostałą częścią, to pozostaje dla mnie zagadką. Nie chciałbym wyrzucać, a zjeść nie mogę, bo dieta tego nie przewiduje. Zanim reszta tego pomidora pojawi się z jakimś kolejnym daniu, on się pewnie będzie nadawał już tylko do wyrzucenia.
5. W zestawieniu zakupów na tydzień nie ma ważnej pozycji - dodatkowa lodówka. Wygląda na to, że po jednym tygodniu będę miał całą lodówkę ponapoczynanych opakowań. Część pewnie będę mógł wyrzucić, bo zepsują się zanim znów w mojej diecie pojawią się pozycje, w których mógłbym je wykorzystać, ale nie mogę liczyć, że w ten sposób pozbędę się wszystkich zapasów, żeby zrobić miejsce na kolejne rozpieczętowane opakowania. Nie wiem też, czy taniej będzie kupić nową lodówkę, czy wyrzucać z obecnej nadjedzone produkty? Może mi Pani doradzi.
Z góry dziękuję za odpowiedź i jakieś wskazówki. Przypomnę może, że wybrałem w opcjach, że żywię się sam, a ponieważ mieszkam w mieście i nie mogę trzymać świń, więc dożywianie trzody nie wchodzi w rachubę. Zresztą pewnie z tej świni też nie mógłbym skorzystać, bo to tłuste i niezdrowe. :)
Pozdrawiam
Roman J[...]

P.S.: Zaznaczyłem w opcjach, że nie toleruję pieczywa chrupkiego, a mimo to pojawiło mi się ono w liście zakupów na przyszły tydzień. Niestety, nie mogę go znaleźć na liście produktów niechcianych, żeby definitywnie je z diety wyrzucić.

Tak sobie myślę, że ten serwis oprogramował jakiś człowiek pozbawiony wyobraźni, a i obsługa nie korzysta z wyobraźni swojej w jego obsłudze. Myślę, że dobry informatyk mógłby dopisać do oprogramowania moduł (o ile by mu to zlecono), który kontrolowałby dwie rzeczy: ilości niewykorzystanych produktów i czas ich przydatności do spożycia od chwili otwarcia (to drugie można by definiować samodzielnie w systemie). Powinien on na podstawie takich danych informować dietetyka, jakie w pierwszej kolejności produkty należy wykorzystać w kompozycji kolejnych posiłków. Takie umiejętności ma przeciętna gospodyni domowa, więc chyba dietetyk po właściwych studiach wspomagany dobrze napisanym oprogramowaniem powinien sobie z tym poradzić bez trudu. Trzeba jednak chcieć. A w sytuacji, kiedy oferuje się komuś usługi za niemałe pieniądze, chcieć się powinno bezdyskusyjnie.

Czekam z zaciekawieniem i niecierpliwością na odpowiedź na mój list. Może jednak nie będę musiał kupować kolejnej lodówki. :)

Tagi: roman j
11:13, roman_j
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 lipca 2009

Ta notka nie będzie wyrażem żalu po śmierci wielkiego filozofa ani też próbą złożenia mu hołdu poprzez pisanie peanów na jego cześć. Czuję jednak, że jakąś formę hołdu ona jednak przyjmie, przed czym się bynajmniej nie bronię.

Tak się złożyło, że bodajże dwa dni temu miałem przyjemność obejrzeć odcinek cyklu "Mini wykłady o maxi sprawach" poświęcony pojęciu sprawiedliwości. Zatrzymałem się na chwilę z ciekawości przed telewizorem i jak stanąłem, tak już do końca odcinka zostałem zasłuchany w to, co płynęło z głośnika. Żałowałem, że nie mogłem sobie tego nagrać, ale dziś znalazłem w Sieci książkę, która te wykłady zawiera i zamierzam ją nabyć. Tymczasem poniżej wrzucam kilka cytatów, jakie udało mi się z Sieci wyłowić, pochodzących właśnie z tego wykładu. W mojej subiektywnej ocenie są warte tego, żeby je nazwać cytatami stulecia. Szczególnie dwie ostatnie myśli.

[...] kategoria sprawiedliwości nie jest stosowalna do przypadkowości, innymi słowy, to, co za sprawą przypadku się dzieje, bywa korzystne albo niekorzystne, ale nie bywa sprawiedliwe ani niesprawiedliwe.

Jeżeli chcemy do drugiego człowieka stosować reguły sprawiedliwości, nie możemy być z nim w przyjaźni, bo trzeba wtedy odwoływać się do ogólnych abstrakcyjnych reguł, jakich przestrzegania od każdego się żąda, podczas gdy przyjaźń nie potrzebuje reguł ani warunków.

Ale naprawdę tym, czego duch świata od nas oczekuje, nie jest wcale sprawiedliwość, ale życzliwość dla bliźnich, przyjaźń i miłosierdzie, a wiec takie jakości, których ze sprawiedliwości niepodobna wyprowadzić.

Bóg nie jest więc sprawiedliwy, ale miłosierny. Bądźmy i my tacy, sprawiedliwością się nie przejmując, oto dobra wskazówka.

 

Tagi: roman j
13:56, roman_j
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 lipca 2009

Wczoraj zmęczony pracą w WKR, która wbrew pozorom jednak męczy, zdrzemnąłem się trochę późnym popołudniem. W czasie tej drzemki dwukrotnie się rozbudzałem biorąc głęboki oddech tak, jakbym się wynurzał z jakiejś głębiny. To mi nasunęło pewne podejrzenie i przy okazji coś wyjaśniło. Otóż od początku tygodnia miałem takie objawy, że mimo, iż wstawałem rano dość rześki, w ciągu dnia około godziny 14.00 ogarniała mnie trudna do przezwyciężenia senność i ociężałość myślowa. Składałem to początkowo na karb niewyspania, bo pierwszej nocy rzeczywiście krótko spałem. Ale kiedy kolejnej nocy spałem dłużej, a trzeciej jeszcze dłużej, a objawy nie ustępowały, zacząłem się zastanawiać, co się dzieje?

I tak wczoraj dzięki krótkiej drzemce skojarzyłem, że być może w nocy mam bezdechy. Objawy by się zgadzały. Doczytałem sobie w Internecie, że bezdechy mogą indukować nadciśnienie, więc czym prędzej wziąłem aparat i zmierzyłem sobie ciśnienie krwi. Dokładnego wyniku nie pamiętam, ale ciśnienie skurczowe na pewno było poniżej 120, a rozkurczowe poniżej 70. Z takimi wynikami do nadciśnienia to mi chyba jeszcze sporo brakuje. Ale żeby coś zrobić na wszelki wypadek minionej nocy położyłem się spać na boku i jeśli w nocy miałem jakieś chwile nawrotów świadomości, wtedy kontrolowałem, czy nadal tak śpię. Nie wiem, czy to efekt tych zabiegów, czy innych czynników, ale dziś senność popołudniowa mnie nie zmorzyła, choć zmęczony byłem.

Za to dzień dziś miałem pełen pracy, bo skończywszy pracę w WKR o 16.00 wróciłem na uczelnię o 18.00 na spotkanie z moim dyplomantem. Jednym z dwóch najbardziej zaawansowanych. Porozmawialiśmy sobie, obejrzałem rysunki, przeprosiłem, że nie sprawdziłem jeszcze obliczeń, ale zgodnie z prawdą powiedziałem mu, że po pracy w WKR mam w głowie taką sieczkę, że nie jestem w stanie podjąć się jakiegoś większego wysiłku umysłowego. Obiecałem mu, że obliczenia obejrzę po 1 sierpnia, kiedy moja praca w WKR dobiegnie końca.

A skoro mowa o WKR, to miałem dziś także dzień dość emocjonujący. Wczoraj przeciwnie, bo siedziałem sam, gdyż prodziekan S. pojechał do stolicy na zebranie, a panie z dziekanatu nie przyszły, bo nie był to dzień przyjmowania dokumentów. Dziś natomiast mieliśmy pierwszy dzień końcówki przyjęć. Dokumenty składały osoby, które dostały się w ostatnim etapie na wolne miejsca na moim kierunku i inne, na przykład takie, które wcześniej wybrały nie te kierunki, które rzeczywiście chciały i potem udało im się na te wybrane kierunki dostać.

Przyszedł też przy okazji jeden kandydat, który już wcześniej do nas dzwonił i który, kiedy udzieliłem mu informacji, co ma zrobić, żeby dostać się na mój kierunek, obiecał mi z tej radości, że jak mnie znajdzie, to mam u niego flaszkę. Odpowiedziałem mu już wtedy, że na pewno się spotkamy, jeśli się dostanie, bo będzie miał ze mną zajęcia. Chyba go to nieco zbiło z tropu. Dziś przyszedł zaś, bo tak mu kazałem zakładając, że do dziś Warszawa upora się z rozpatrzeniem jego podania i będę mógł chłopaka wprowadzić do systemu. Niestety, nic z tego. Trochę się zjeżyłem, bo gość mówił, że mu bardzo zależy żeby się dostać, a ja nic nie mogę dla niego zrobić, bo czekam na ruch UKR-u. Obiecałem mu tylko, że będziemy o niego walczyć (zakładam, że walczyć nie trzeba będzie, ale jestem gotów).

Odczekałem trochę licząc, że może w stolicy coś się ruszy, ale nic z tego. W końcu zdecydowałem, że zakładamy chłopakowi teczkę i przyjąłem dokumenty. Powiedziałem też, że na 99% jest naszym studentem i może już świętować przyjęcie. Pół-żartem pół-serio dodałem jeszcze, że jeśli sprawa się do poniedziałku nie wyjaśni to pojadę do stolicy i osobiście powiem im w krótkich żołnierskich słowach, przeplatanych łaciną budowlaną, co sądzę o takim załatwianiu spraw. Przy okazji oczywiście dopilnuję, żeby tego kandydata wciągnięto na listę. Prodziekan S. rozbawiony skwitował moją deklarację, że chyba nie trzeba będzie aż tak drastycznych ruchów wykonywać, niemniej przyznał mi rację, że pewne sprawy powinny być załatwione wcześniej, żeby nie trzeba było ludzi trzymać w niepewności. Kandydat wyglądający na mocno przejętego całą sytuacją, skomplementował mnie po tej tyradzie, że "mieć takiego doktora to skarb". Nie wiem, dla kogo, bo nie sprecyzował, ale obawiam się, że moi przełożeni nie są o mnie aż tak dobrego zdania. ;)

Po działaniach w WKR i spotkaniu z dyplomantem podjechałem jeszcze z M. na Stary Rynek na kawę. Dość długo się nie widzieliśmy, więc była okazja do wymiany myśli i wrażeń z ostatnich tygodni. Wcześniej M. przekonał mnie, żeby przyjść na organizowany corocznie piknik absolwentów mojego liceum. Ja byłem zdecydowany nie przyjść, podobnie jak rok temu, z pewnego zasadniczego powodu, którego tutaj nie przytoczę, żeby nie prać publicznie organizacyjnych brudów. Ponieważ jednak okazało się, że dzięki działaniom M. powód mojej ewentualnej nieobecności stał się w dużej mierze nieaktualny, więc zadeklarowałem, że przyjdę i podejmę na nowo obowiązki współorganizatora. Teraz trzymam kciuki, żeby pogoda dopisała.

P.S.: Zapomniałem dodać, że trochę się ostatnio ruszyło na moim turystycznym blogu. Nie wiem tylko, na jak długo starczy mi tym razem zapału. :)

Tagi: roman j
22:54, roman_j
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 lipca 2009

Zauważyłem dziwny, ale miły trend, że odkąd wróciłem z wywczasów i zacząłem częściej się tu wpisywać, podskoczyły mi statystyki oglądalności. I nie byłoby w tym nic dziwnego, że rośnie ten ich składnik, na który moja obecność teoretycznie nie ma wpływu - odwiedziny z Google'a. Zupełnie jakby moja zwiększona nieco aktywność była zachętą do pokazywania stron mojego bloga w wynikach. Dziwne. Ale pewnie to tylko zbieg okoliczności.

A skoro mowa o tuczeniu, to zdecydowałem, że czas podjąć wobec siebie działania odwrotne. Mam na ten temat opinię taką, jak Mark Twain na temat rzucania palenia - to proste, wielokrotnie to robiłem. No właśnie, wielokrotnie, ale skutki nie są trwałe. Z różnych względów, z których świadom jestem pewnie tylko ich części. Z takich, o których mogę napisać, to najważniejsza jest chyba dużo mniejsza aktywność fizyczna niż w zeszłych latach. Praktycznie nie biegam, nie jeżdżę na rowerku, a to, że się z kijkami przelecę raz na miesiąc, niewiele daje na dłuższą metę. A ponieważ lubię zjeść dobrze, więc skutki są do przewidzenia.

Dlatego zdecydowałem się tym razem skorzystać z fachowej pomocy, żeby spróbować osiągnąć trwalsze rezultaty. Nie napiszę, jaka to pomoc, bo nie chodzi o to, żeby komuś robić darmową reklamę (reklamę komerycjną można sobie na mojej stronie wykupić). Co prawda mógłbym się sam zawziąć i jestem przekonany, że osiągnąłbym planowany efekt. Problem w tym, że nie wiem, czy udałoby mi się go utrzymać, bo działałbym, tak jak dotąd, czyli jednostronnie. Zwiększyłbym ilość wydatkowanej energii, ale nie zmieniłbym nawyków żywieniowych. Tym razem chcę zrobić także to drugie. Wierzę, że się uda. Donosić o postępach raczej nie będę, chyba że mimochodem, bo to nie jest blog o odchudzaniu. W każdym razie liczę na to, że te prawe 11 zł na dzień nie zostanie wydane na marne. :)

Tagi: roman j
07:56, roman_j
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape