O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
czwartek, 24 lipca 2014

No i stało się to, na co czekałem od lutego. Mam już wyznaczony termin przyjęcia na oddział w celu wymiany mojego gwoździa śródszpikowego na wersję deluxe. ;) Łatwo nie było i niekoniecznie zanosiło się, że sprawę uda się tak załatwić, ale jednak się udało.

Najpierw dzięki W. w ogóle dostałem się do Otwocka na czas i do tego dość komfortowo. Pojechaliśmy przez Płońsk i myślę, że to był dobry wybór. Na miejsce przyjechaliśmy nieco po godzinie 10.00. Na oddziale czekało na doktora R. już dwoje interesantów. A po mnie doszła jeszcze dwójka.

Niedługo przed południem pojawił się doktor R. i wszyscy rzucili się na niego niemal jak sępy na padlinę. Nie miało znaczenia, kto był przed kim lub po kim. Jedna paniusia, która przyjechała z mężem jako ostatnia, bezceremonialnie wparowała jako druga. Czasem żałuję, że nie mam w sobie tyle asertywności (czy może raczej agresji), żeby komuś takiemu wygarnąć. Mam czasem wrażenie, że są ludzie, którym wydaje się, że należą im się w życiu jakieś przywileje wyłącznie z tej racji, że są o tym przekonani.

Niestety, za pierwszym rzutem doktor R. omówił tylko dwa przypadki, po czym oddalił się na salę operacyjną informując, że ma tam jedną krótką sprawę. Po tej jednej była niestety następna z ostrego dyżuru, co przedłużyło mój czas oczekiwania o kolejne dwie godziny.

Było już po 15.00, kiedy doktor R. wyraźnie zmęczony wyszedł w końcu z sali operacyjnej. Wyraźnie było widać, że ma już dość pracy na dziś i najchętniej odesłałby wszystkich interesantów do domu. Ale chyba jego braki w asertywności są dużo poważniejsze niż moje, bo choć zaprotestował na widok liczby osób, która nań czekała, to wszystkich przyjął. Mnie jako ostatniego. I tak udało mi się ustalić termin. Za 88 dni. Dużo czasu, ale jak to napisałem w SMS-ie do mojego brata, trzy miesiące oczekiwania w polskich realiach to prawie jak jutro. :)

Chodzi mi też po głowie myśl, żeby wziąć od mojego ortopedy skierowanie do "Szaserówka" i spróbować tam szczęścia. Może dostałbym szybszy termin, wtedy zwolniłbym miejsce w Otwocku. Ale im dłużej myślę nad tym, tym mniej mi się to podoba. W Otwocku przynajmniej wiem, że zostanę zoperowany tak, jak chcę, czyli bez aparatu Ilizarowa (mam nadzieję, że doktor R. będzie się trzymał tej koncepcji i że stan nogi w dniu mojego przyjęcia na oddział nie zmieni jego decyzji). Poza tym nie mam żadnej gwarancji, że na Szaserów przyjęliby mnie szybciej. Próba zweryfikowania moim przypuszczeń wymagałaby dodatkowych starań, kosztów, energii i czasu. Nie wiem, czy ją podejmę.

Muszę to jeszcze skonsultować z moim ortopedą. O ile będzie chciał jeszcze ze mną gadać, a nie oskarży mnie o stalking, mobbing czy inne molestowanie, bo na różne sposoby zawracam mu głowę: osobiście, mailowo, esemesami. Co prawda na razie się nie skarży, a nawet zachęca mnie, żebym go informował, co się dzieje u mnie. Mówił, żeby dzwonić i się nie zniechęcać, bo w końcu za którymś razem się dodzwonię. Ja jednak wolę porozumiewać się na piśmie. I jak na razie to on do mnie raz zadzwonił.

Ale wszystko ma swoje granice. Skoro widząc mnie dopiero trzeci raz przywitał mnie żartobliwym: "O, stały pacjent. Złota karta", to chyba musiałem mu zapaść w pamięć. Inna sprawa, że specyfika jego pracy (przede wszystkim USG ortopedyczne z konsultacją) raczej nie sprawia, że widuje on swoich pacjentów (a może raczej interesantów?) częściej niż raz. To tylko ja zdecydowałem, że zostanie moim ortopedą prowadzącym. Podoba mi się jego zaangażowanie i podejście do pacjenta. Dlatego to przede wszystkim z nim skonsultuję swoje dalsze kroki. :)

Na koniec jeszcze napiszę, że jest jeszcze jedna okoliczność, która sprawia, że cieszy mnie nawet ten niezbyt bliski termin. Zniknęła niepewność oraz konieczność szkicowania planów na przyszłość z obowiązkowym uwzględnianiem mojego możliwego pobytu w szpitalu w niedoprecyzowanym terminie. Teraz już umawiając się z kimś na jakieś przyszłe działania nie będę musiał dodawać sakramentalnego "o ile akurat nie będę w tym czasie w szpitalu". To naprawdę duża ulga i warto było zmitrężyć prawie cały dzień, żeby tę ulgę poczuć. :)

wtorek, 22 lipca 2014

W niedzielę wieczorem, a właściwie w poniedziałek bardzo rano wróciłem z OWRP 2014. Nie będę na ten temat zbyt wiele pisał, bo poświęciłem temu tematowi notkę w blogu turystycznym. Natomiast tutaj wspomnieć mogę, jak moje zdrowie kształtowało się podczas Rajdu.

Noga pozwoliła mi przejść przez pierwsze pięć dni łącznie 97 km. Potem już nie była tak uprzejma. Zresztą nie mam pewności, czy to noga się zbuntowała (trochę pobolewała), czy raczej zawiniło słabe przygotowanie kondycyjne. Przez czas, jaki minął od wypadku do dziś, bardzo mocno ograniczyłem swoją fizyczną aktywność. Odbiło się to niestety widocznie - na mojej wadze i niewidocznie - na mojej kondycji. Byłem po tych pięciu dniach mocno zmęczony i choć może noga pozwoliłaby na kolejne wędrówki, to organizm jako całość się buntował.

I tak większość z reszty OWRP odbyłem wożąc się. Chociaż miałem sobie zrobić tylko jeden dzień przerwy. Jednak najpierw poważnie pogorszyła się pogoda, a wkrótce po tym także moje zdrowie. Odnowił mi się wrzód na nodze i dostałem gorączki (wiem to, bo lekarz kazał mi mierzyć temperaturę trzy razy dziennie). Czyrak niespecjalnie chciał się oczyścić, więc zdecydowałem, że już do końca Rajdu nie będę za dużo chodził. Co prawda zrobiłem jeszcze w sumie łącznie 24 kilometry w trzech wycieczkach, lecz nie były to wędrówki z noclegu na nocleg, ale po okolicach miejsc, gdzie nocowaliśmy.

Skutek dalszy moich wędrówek był niespodziewany. Wczoraj rano przy okazji zmiany opatrunku moim oczom ukazał się łeb śruby. Nie powinien on wystawać ponad skórę, ale być jakiś centymetr do dwóch pod nią. Tymczasem wylazł przez dziurę w skórze pozostałą po wrzodzie. Dobrze, że miałem skierowanie na RTG, bo nie byłem pewien, czy ta śruba się złamała czy wykręciła.

Zdjęcie wykazało, że się wykręciła. Skonsultowałem się więc dość szybko z moim ortopedą, który doradził mi, żebym jeszcze tego samego dnia pojechał do szpitala, żeby mi tę śrubę wyjęli, bo w tym położeniu, to ona już do niczego nie służy. Nie chciało mi się jechać wczoraj, bo był późny wieczór. Odłożyłem to na dziś, ale rano przy zmianie opatrunku sam ją sobie wyciągnąłem. Zajęło mi to jakieś dwie sekundy. Poinformowałem o tym samodzielnie wykonanym zabiegu mojego lekarza i jednocześnie obiecałem, że operacji wymiany gwoździa, który stabilizuję moją kończynę, sam nie będę przeprowadzał. :) Zostawię to fachowcom, których zamierzam po raz kolejny popędzić, żeby się mną wreszcie zajęli.

Śrubę zachowałem sobie na pamiątkę. Nie wiem, czy w szpitalu by mi ją oddali. Poza tym w szpitalu, znając polskie realia, czekałbym pół dnia albo dłużej na to, żeby jakiś dyplomowany medyk zrobił mi to samo i w takim samym czasie, co zrobiłem sobie sam. Pewnie asystowałaby przy tym jeszcze pielęgniarka. Czyli zatrudniłbym dwie fachowe osoby, a do tego budżet NFZ na pewno zostałby obciążony kosztami ich pracy. Uważam, że NFZ ma poważniejsze sprawy do finansowania, a personel medyczny poważniejsze przypadki niż wyciąganie śrubki, która wyszła z mojej nogi tak szybko i łatwo, iż przypuszczam, że mogłaby sama wypaść, gdybym odpowiednio ustawił nogę i nią potrząsnął. :)

Zostały mi jeszcze cztery w nodze i nie zanosi się na to, żeby któraś miała ochotę iść w ślady tej pierwszej. I dobrze. Na obecnym etapie raczej jeszcze potrzebuję ich wszystkich.

piątek, 04 lipca 2014

Jak co roku mniej więcej o tej porze wybywam na OWRP. Tym razem w rejony Sławna, Słupska, Ustki, Łeby i Lęborka. Nie wiem, czy mi noga pozwoli przejść planowane ok. 280 km, ale jestem dobrze zabezpieczony farmakologicznie. Przezornie przed wyjazdem odwiedziłem lekarza i ten zaopatrzył mnie we wszystkie niezbędne i zbędne recepty, które od razu zrealizowałem. Nie łudzę się, że mi się od tego wszystkiego polepszy, ale plan jest taki, że ma mi się nie pogorszyć. Na czas mojego wyjazdu przywracam widoczność blogu. A jak wrócę, to zdecyduję, czy tak zostanie, czy nie. :)

Tagi: roman j
22:20, roman_j
Link Dodaj komentarz »

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape