O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
piątek, 31 sierpnia 2007
Długo się zastanawiałem, czy wziąć udział w tym święcie, czy nie. Dowiedziałem się o nim mniej więcej tydzień temu i uznałem, że zostało mało czasu, żeby sobie znaleźć jakieś blogi do poczytania, ocenienia i zrecenzowania. Potem jednak znalazłem, niezależnie od wspomnianego święta, kilka nowych blogów. Poczytałem i w końcu zdecydowałem, że podam do nich linki. I nic więcej. Żadnych recenzji (na to jest za wcześnie) i żadnych zachęt (za rekomendację musi wystarczyć to, że ja tam zaglądam).
Jak znajdę chwilę czasu (o to nie tak trudno) i chęci w sobie (z tym gorzej) to wrzucę te adresy do moich zakładek. A tymczasem podaje je poniżej. W kolejności przypadkowej:

Nieszukany

Otwarte

Nocny grajek

Remedios44

Grafica

Kain

Jest ich nawet 6, a nie 5, bo nie mogłem się zdecydować, który z tej szóstki wyrzucić i zostawiłem wszystkie. Życzę miłej lektury, a może nawet wielu dalszych wizyt. :)
Tagi: roman j
17:38, roman_j
Link Komentarze (6) »
czwartek, 30 sierpnia 2007
Nie przypuszczałem, że o cierpienia duszy może przyprawić mnie tak trywialna sprawa, jak... niemożność kontynuowania remontu.
Ostatnio szło mi z tym coraz lepiej, bo wykorzystałem do czyszczenia podłoża wiertarkę z "druciakiem". Co prawda ten sposób jest dużo bardziej hałaśliwy (biedna sąsiadka z dołu) i niedużo szybszy (wbrew pozorom), ale jednak zdecydowanie mniej nadwyręża moje siły.
No i dziś borowałem sobie podłogę, kiedy po którymś z kolei włączeniu wiertarki głowica dostała jakichś luzów. Skutki były takie, że dalsza praca groziła śmiercią (wiertarki) lub kalectwem (moim). Chcąc nie chcąc musiałem przerwać pracę i zastanowić się, co dalej.
Za malowanie na razie nie chcę się brać, choć sprzęt i farbę mam. Zrywać parkietu w drugim pokoju też nie będę, bo i tak na razie mam dość bałaganu. W kuchni nic do roboty na razie nie mam w planach, podobnie jak w pozostałych pomieszczeniach. Pozostało mi więc tylko jedno - kupno nowej wiertarki. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Kupiłem na Allegro mocniejszy i mam nadzieję, że choć trochę trwalszy sprzęt niż ten, który zawiódł. Przynajmniej wygląda solidnie. Z drugiej strony tamtą wiertarkę kupił mój śp. ojciec, czyli miała co najmniej 6-7 lat. Poza tym trochę jej dałem w kość.
Tymczasem oprócz frezowania podłogi intensywnie dziś rozmyślałem na kolejnymi krokami remontu i doszedłem do niebezpiecznego wniosku, że wyrównanie podłoża sam sobie zrobię (taka jest wersja na dziś, ale może ulec zmianie). Muszę się tylko zaopatrzyć w: 36 m pręta żebrowanego Φ 8, kubeł do rozrabiania zaprawy, mieszadło oraz pacę szerokości co najmniej 30 cm. Może kupię jeszcze farbę antykorozyjną, bo choć stal w betonie teoretycznie nie rdzewieje, ale te pręty będą tuż pod powierzchnią, więc będą słabo przed korozją zabezpieczone.
Z tym prętem stalowym, to wyszło niestety nie po mojej myśli, bo początkowo planowałem kupić 6 kawałków po 4 metry (pokój ma 4,20 m, ale te 10 cm z każdej strony mógłbym sobie odpuścić). Niestety, po wykonaniu pomiarów klatki schodowej i obliczeń (znów przydała mi się umiejętność ręcznego pierwiatkowania na papierze) okazało się, że takiej długości prętów nie da się przenieść. Gdyby klatka schodowa miała przynajmniej duszę (informacja dla nie-budowlańców: dusza, to ta dziura w środku między biegami schodowymi), to już by rozwiązało problem. I pomyśleć, że w poniedziałek oglądając rysunki dyplomanta zapytałem go, po co mu ta dusza w klatce schodowej? :)
Ze względu na wąską klatkę schodową musiałem zmienić koncepcję rozłożenia prętów i będzie ich teraz 12 kawałków po 3 metry. Będą się one na siebie na pewnym odcinku nakładać i może to dobrze, bo jednocześnie dadzą się ułożyć na całej długości pokoju.
Rozmyślam teraz nad sposobem wypoziomowania tych prętów i ich zamocowania, żeby się w czasie wykonywania wylewki nie ruszały. Mam już pewne wstępne koncepcje, ale na dobre zajmę się tym, kiedy będę z grubsza wiedział, jakie są różnice poziomów podłogi.
A tymczasem nudzę się jak mops i nie wiem, co ze sobą począć. Czytam trochę, trochę gapię się bezmyślnie w Internet, ale przede wszystkim z niecierpliwością czekam na przesyłkę z wiertarką. Pewnie przyjdzie dopiero po niedzieli...
Tagi: roman j
21:55, roman_j
Link Komentarze (4) »
środa, 29 sierpnia 2007
Ta wiadomość jest tak sensacyjna, że postanowiłem złamać swoją zasadę: "nie więcej niż jeden wpis dziennie" i podzielić się tą wiadomością już dziś. Napisałem już na ten temat na moim forum, ale ponieważ zbiór czytelników mojego forum nie musi być tożsamy ze zbiorem czytelników mojego bloga, dlatego tutaj też o tym napiszę. Jeśli ktoś czyta mnie i tu i tam, to będzie miał uczucie déjà vu.
Ale może do rzeczy, czyli jak zostałem redaktorem naczelnym. Otóż promował mnie na to stanowisko Sąd Najwyższy RP. Co więcej, nie tylko mnie spotkał ten zaszczyt, bo SN promował hurtem wszystkich autorów stron internetowych uaktualnianych co najmniej raz do roku. Ci, którzy uaktualniają swoje strony rzadziej, zostali redaktorami naczelnymi czasopism, a ci, którzy częściej niż raz na tydzień - dzienników. Wygląda więc na to, że zostałem redaktorem naczelnym dziennika.
Szczegóły nominacji są tutaj: moja nominacja na naczelnego. Do tego są jeszcze bliższe wyjaśnienia i komentarz.
Mam też dobrą wiadomość dla tych moich czytelników, którzy prowadzą własne blogi. Wy też jesteście redaktorami naczelnymi! Na koniec powtórzę słowa z mojego forum, że chyba tylko w Polsce można zostać redaktorem naczelnym dziennika wyrokiem Sądu Najwyższego, na dodatek hurtem, w promocji i bez wysadzania kogoś innego z siodła. Ten kraj, to raj! :)
Tagi: roman j
23:05, roman_j
Link Komentarze (14) »
Dziś rano Simplus, w którym mam telefon, zablokował mi nieoczekiwanie połączenia wychodzące. Nieoczekiwanie, bo według tego, co wyświetlał mój telefon (po kilkakrotnym włączeniu i wyłączeniu) powinienem mieć na koncie jeszcze ponad 50 złotych, a ostatnie doładowanie wykonałem trochę ponad tydzień temu.
Dzięki temu, że mam kartę iPlus Simdata, połączyłem się za jej pomocą z Siecią i zgłosiłem reklamację. W międzyczasie znalazłem na stronie Simplusa usługę zarządzania kontem. Zalogowałem się więc na swoje konto i... zdębiałem. Według systemu mam na koncie debet w wysokości 20 złotych. Czyli gdzieś wcięło mi 70 złotych!
Po namyśle doszedłem do wniosku, że to pewnie "zasługa" nowej promocji w Simplusie. Od niedawna można sobie aktywować pakiet w ramach którego za 10 złotych można wykorzystać 50 MB na połączenia z Internetem. To daje cenę 0,02 zł za 100 kB. Dotąd mogłem się łączyć za 0,03 zł za 100 kB, więc uznałem, że to jest dobry sposób na obniżenie kosztów dostępu do Sieci. Dodatkowym plusem (he, he...) było to, że nie musiałem zmieniać za każdym razem karty SIM w telefonie, kiedy chciałem się podłączyć do Internetu. Skusiłem się więc.
Kilka pakietów uruchomiłem sobie bez problemu. Minusem tego rozwiązania jest to, że kiedy pakiet się kończy, nie ma żadnego ostrzeżenia. Łatwo więc można przeoczyć ten moment i trochę sobie nabić kosztów. Ale nie tak dużo, bo TEORETYCZNIE operator wysyła SMS-a po każdorazowym zainkasowaniu z konta opłaty w wysokości 2,5 złotego. I zawsze to mnie informowało, że mój pakiet się wyczerpał i czas wykupić kolejny.
Tak też zrobiłem ostatnim razem. Potem jeszcze sprawdziłem, czy pakiet jest aktywny i spokojnie surfowałem po Internecie. SMS-y nie przychodziły, więc uważałem, że pakiet jeszcze nie został przeze mnie wykorzystany (i na pewno nie został! co więcej, wygląda na to, że niestety nie został nawet napoczęty). A dziś rano ŁUP! Połączenia wychodzące zostały zablokowane. A na koncie debet. Simplus dał ciała, a ja dostałem po kieszeni. Obliczyłem, że za te 70 złotych mogłem ściągnąć i wysłać około 23 MB danych. I możliwe, że właśnie tyle ich było, ale skoro uaktywniłem wcześniej kolejny pakiet, to wszystko to powinno zostać wycenione w ramach tego pakietu! I byłem przekonany, że tak się dzieje!
Jeśli nie załatwią mojej sprawy po mojej myśli, to nie wykluczam, że po 8,5 latach wierności jednemu operatorowi przejdę do innej sieci. Trochę niewygodne będzie to, że musiałbym w takiej sytuacji zmienić numer telefonu, ale trudno. Nic nie może trwać wiecznie. Nie chcę dać się dalej naciągać.

Dopisek (tego samego dnia; 19:40:21): Dzwoniłem do operatora i sprawa się częściowo wyjaśniła. Przede wszystkim dowiedziałem się, że były problemy z dostarczaniem SMS-ów do mojego telefonu. Podobno mogło to być spowodowane zapchaniem karty SIM. To możliwe. Wiem więc przynajmniej dlaczego zawiódł "system wczesnego ostrzegania". Ale nadal nie wiem, dlaczego nie odcięli mi połączeń, kiedy doszedłem na koncie do 0, ale pozwolili mi się zadłużyć na 20 złotych. Poza tym niestety nie uda mi się rozstrzygnąć, czy miałem wykupiony i niewykorzystany pakiet, czy nie, bo okazuje się, że mogę dostać co prawda biling, na którym będą wykazane moje połączenia z Siecią i ilość przesyłanych danych, ale już nie będzie tam informacji na temat wykupowanych pakietów dostępu. Czyli sprawa jest nierozstrzygnięta. Ciekawe, czy gdybym złożył reklamację, to nie wyciągnęliby ze swojego systemu danych pozwalających im się obronić, gdyby racja była po ich stronie? No nic. Przeboleję te 70 zł, bo wina częściowo leżała też po mojej stronie. Teraz będę ostrożniejszy. :)
Tagi: roman j
08:46, roman_j
Link Komentarze (12) »
wtorek, 28 sierpnia 2007
Jak tak dalej pójdzie, to następny wpis zatytułuję "Skonany", a kolejnego już nie będzie.
Dziś pobudka była wczesna, bo dzień "biegalny" (ale mi wyszedł językowy nowotwór). Na dworze zimny wiatr, ale twardo przebiegłem swoje i jeszcze trochę, więc w sumie wyszło ponad 2,5 km. Niestety, zaliczyłem dwie porażki: pulsometr mi zaczął wariować (w pewnym momencie według niego puls skoczył mi do 205 uderzeń przy lekkim truchcie), a na dodatek nie włączyłem stopera. Jak nie urok, to...
W domu od rana nieciekawa rozmowa. Właściwie to nawet pyskówka. Znowu powiedziałem o kilka słów za dużo. Będę tego żałował. Przede wszystkim dlatego, że nie powinienem odpowiadać wet za wet, bo to do niczego nie prowadzi, a tylko pogarsza sytuację i utrwala jej poczucie krzywdy (w tej częsci niestety uzasadnione). Poza tym będę żałował też dlatego, że moje słowa zostaną dołączone do niekończącej się listy żalów i wypomniane przy każdej podobnej okazji do końca życia, a może i dłużej. Ale nic to. Zniosłem te poranną wymianę słów i emocji lepiej, niż bym się o to podejrzewał.
Po 9.00 byłem na politechnice. Chyba jeszcze nigdy w wakacje nie byłem tam tak wcześnie. Poszedłem do W. porozmawiać o obciążeniach na najbliższy rok i wstępnie ustaliliśmy, że będę prowadził zajęcia z mechaniki budowli. To są na razie ustalenia nieprawomocne, bo żaden z nas nie ma w tej sprawie głosu decydującego. Ale możemy porobić przymiarki. Są jeszcze inne przedmioty do wzięcia, głównie takie, których nikt nie chce, bo chyba mało kto do końca rozumie, o co w nich chodzi (poza wykładowcą). Prowadziłem ćwiczenia z jednego z nich, kiedy byłem stażystą na 4. roku studiów, ale to było 9 lat temu. Teraz biję się z myślami, czy zadeklarować chęć ich prowadzenia, czy nie? Z jednej strony lubię wyzwania, ale nie chciałbym sobie na tym zębów połamać. Wyrywać się więc chyba nie będę, ale jak mi zaproponują, to chyba wezmę.
Porozmawiałem sobie jeszcze z W. (ale nie z tym, o którym napisałem wcześniej) o programie przedmiotu i jeszcze o różnych sprawach. Dostałem też pracę do recenzji jego dyplomanta. Dziś wieczorem pewnie wezmę się za jej czytanie. Obrona ma być w przyszłym tygodniu lub zaraz na początku następnego, więc muszę się sprężać.
Kiedy siedziałem na uczelni, spotkała mnie miła niespodzianka. Odwiedziło mnie trzech moich byłych dyplomantów. Zrobili u mnie prace inżynierskie na studiach zaocznych, a teraz złożyli papiery na studia magisterskie uzupełniające. Porozmawialiśmy sobie trochę.
Na politechnice zjadłem coś na kształt obiadu (bardziej był to kształt niż obiad) i postanowiłem pójść do archiwum, tak jak sobie zaplanowałem. Jednak przed wyjściem złapało mnie rozwolnienie i musiałem odwiedzić najpierw to miejsce, gdzie nawet król chodzi piechotą. Potem całą drogę przez miasto szedłem z duszą na ramieniu, ale na szczęście więcej komplikacji nie było. Poza jedną: archiwum jest w sierpniu nieczynne, o czym przeczytałem na drzwiach, kiedy już tam doszedłem. Czyli w tym tygodniu nici z kwerendy, na którą już sobie ostrzyłem zęby.
Nie wiedząc, co zrobić z tak dobrze rozpoczętym popołudniem, które miałem całe spędzić w archiwum, poszedłem kontynuować obrabianie podłogi. Miałem się tym dziś w ogóle nie zajmować, ale wolałem to, niż wracać do domu. Znów popchnąłem trochę prace do przodu, ale większy postęp powinien nastąpić jutro, bo zamierzam poświęcić na to cały dzień jedynie z przerwą na obiad. Dziś zaś po skończeniu roboty odwiedziłem jeszcze pocztę. Odebrałem ostatni zamówiony element kuchni i jutro pewnie ją wreszcie skompletuję.
Teraz po wieczornym kakao i po wysłaniu tej notki wezmę "Dzwon Islandii" i zatopię się w lekturze. Dla urozmaicenia poczytam też wspomnianą wcześniej pracę dyplomową. Jutro nie biegam, więc nie będę się zrywał z rana, ale i tak wstanę dość wcześnie, bo prace chciałbym zacząć o 9.00. Mam nadzieje, że sił starczy mi do 19.00, bo na tę godzinę wyznaczyłem sobie fajrant. :)
Tagi: roman j
20:16, roman_j
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape