O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
niedziela, 31 sierpnia 2008
     Tak się dobrze złożyło, że zbiegły się ze sobą dwie okoliczności - mój brak czasu na napisanie czegoś od siebie w blogu oraz pojawienie się na forum mojego grajdołka prawdziwej perełki poezji zaangażowanej. Mogę więc z czystym sumieniem oddać dziś łamy bloga autorowi wspomnianego utworu posługującego się wdzięcznym pseudonimem Teufel7.
     Zanim jednak zacytuję ów kawał dobrej, zaangażowanej liryki, muszę w kilku słowach napisać o pewnym ważnym wydarzeniu, które stanowi kanwę tego utworu. Otóż swego czasu prezydent mojego grajdołka został uhonorowany zaszczytną nagrodą Złotego Sedesu za wybudowanie mostu, który przez około rok stał nieużywany, bo brakowało dróg dojazdowych do niego prowadzących. Oczywiście nie muszę chyba dodawać, że za to "wyróżnienie" jesteśmy mu bardzo wdzięczni. Poza tym prezydent nasz jest znany głównie ze swoich... obietnic. 
    Myślę, że to krótkie wyjaśnienie pozwoli zrozumieć przesłanie i jednocześnie w pełni docenić kunszt autora, któremu oddaję głos:
 
Za górami, za lasami
gęstymi jak szczota,
jest gród sławny sedesami
ze szczerego złota.

Władca tam na stolcu siedzi
i ma kasy kupę,
coraz woła do gawiedzi:
całujcież mnie w d...!

Na ten stolec mnie wsadziło
was tysiączków z tuzin,
więc se rządzę, że aż miło,
aż mi się to znudzi!

A jak nie to wam obiecam
tramwaj i hotele
wy kupita wszysto, przeca
wam to nie trza wiele!

I fundować mi możeta
rok w rok sedes nowy,
rady na mnie nie znajdzieta,
jam jest wójt PiS-owy!
Tagi: roman j
19:27, roman_j
Link Komentarze (8) »
piątek, 29 sierpnia 2008
     Uprzejmie donoszę, że okres dłuższy okres milczenia na moim blogu dobiegł chwilowo końca i stan ten będzie trwał do chwili, gdy znów mnie poniesie gdzieś w Polskę tudzież odechce mi się pisać. Właściwie mogłem uprzedzić, że znikam na jakiś czas, ale wolę robić to po angielsku.
     Gdzie się podziewałem przez te kilka dni? Zaszyłem się w Górach Świętokrzyskich. Może "zaszyłem się", to nie jest dobre określenie, bo nie stroniłem od cywilizacji i nie tkwiłem w jednym miejscu. Wręcz przeciwnie. Przełaziłem w tym czasie ponad 180 km. Zrobiłem pętlę o następującym przebiegu: Kielce - Daleszyce - Łagów - Nowa Słupia - Kałków - Starachowice - Wąchock - Bodzentyn - Kielce. Relacja z tego spaceru na pewno pojawi się na moim turystycznym blogu. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale chyba nieprędko, bo mam do opisania sporo zaległych turystycznych wypadów, a czasu jakoś nie mogę znaleźć na nadrobienie zaległości. Zresztą widzę, że moje opisy nie cieszą się szczególnym zainteresowaniem, więc nie mam takiej znowu dużej motywacji. Wychodzę co prawda z założenia, że robię to głównie dla siebie, ale pewnie właśnie dlatego wciąż to odkładam na później.
     W kilku zdaniach mogę jednak napisać, że było miło. Pogoda była tak uprzejma, że nie padało, kiedy szedłem. Warunki noclegów były co najmniej przyzwoite, a ceny przystępne (od 11,13 zł do 25 zł). Jeden nocleg nawet miałem za darmo, ale nie wiem, czy był on rzeczywiście bezpłatny, czy tak wyszło. Ludzie po drodze przyjmowali mnie różnie, ale przeważnie miło. Choć raz poleciał w moją stronę laczek, a raz jakiś zawiany jegomość na mój widok zapytał kompana: "A to kto, kurwa?" Miałem odpowiedzieć, że nie kurwa, tylko turysta, ale pomyślałem, że i tak nie zrozumie dowcipu.
     Za to na jednym z noclegów prezes miejscowego PTTK na mój widok wyraźnie się wzruszył. Nie dość, że opuścił mi cenę noclegu, to jeszcze oprowadził po muzeum, wręczył znaczki na pamiątkę i jeszcze pożegnał słowami: "Niech Cię szlak prowadzi!" Powiedział mi, że takich turystów to jest teraz niewielu i zapytał, czy nie mam jakiegoś kolegi, bo zawsze raźniej z kimś chodzić. On sam, jak powiedział, miał kiedyś takiego kumpla, z którym przełaził wiele szlaków. Odpowiedziałem mu, że trudno dziś znaleźć kogoś, komu by się chciało tak łazić. Ale było to tylko pół prawdy, bo też i nikogo nie szukałem. Nie doskwiera mi samotność na szlaku. Ale gdybym miał towarzystwo (najlepiej: nieuciążliwe, niemarudne, w dużym stopniu samodzielne, tolerancyjne wobec moich słabości i bez ambicji pełnienia ról kierowniczych), to bym się nie pogniewał.
     Jeśli chodzi o doznania estetyczne, to naoglądałem się pięknych widoków. Nawdychałem się też zapachów polskiej wsi, które pamiętam z dzieciństwa. Głównie krowiego nawozu, świeżo udojonego mleka, suszącego się siana, zaoranej ziemi po deszczu oraz smaru i oleju z rozgrzanych ciągników. Naoglądałem się też sporo biedy, na przykład widziałem chłopa orzącego ziemię w konia. No i dały chyba znać o sobie różnice kulturowe, bo zawsze w sklepach wiejskich na hasło "ser żółty w plasterkach" dostawałem paczkowany ser topiony Hochland. ;)
     Podsumowując, było miło i na pewno wrócę jeszcze na "Świętokrzyszczyznę", jak ten region określił kierownik schroniska PTSM w Bodzentynie, gdzie spędziłem ostatnią noc. Jest tam jeszcze wiele ciekawych miejsc do zobaczenia i wiele szlaków do przejścia. :)
Tagi: roman j
14:29, roman_j
Link Komentarze (10) »
niedziela, 17 sierpnia 2008
     Uprzedzam, że będzie to wpis z rodzaju filozoficznych, czy może raczej pseudofilozoficznych. Może jednak pozostanę przy pierwszym określeniu. Ludzie lubią umniejszać to, co robią inni ludzie, więc po co im w tym pomagać i samemu się umniejszać? :)
     Zatem notka filozoficzna o szukaniu. I pewnie już wiadomo, czego szukam. Jakże by inaczej - szukam celu. Celu, ale nie do strzelania, bo takich pewnie znalazłbym sporo, i żywych, i nieożywionych. Szukam celu do życia. Nie twierdzę, że bez celu nie da się żyć, ale to przypomina błądzenie po lesie bez mapy. Owszem, ktoś mądry może zauważyć, że nawet bezcelowe błądzenie po lesie może mieć swój urok. I jest to bardzo słuszna uwaga, ale natura stworzyła nas różnymi i jedni z nas lubią sobie pobłądzić po lesie bez celu, a drudzy wolą przejść przez ten sam las kierując się na jakiś wybrany azymut.
     Co gorsza, między tymi dwoma typami są jeszcze typy pośrednie i ja się chyba do nich zaliczam. Z jednej bowiem strony nie mam nic przeciwko temu, żeby sobie od czasu do czasu pobłądzić, powąchać kwiatków, poprzyglądać się przyrodzie, itp. Ale z drugiej strony jakiś wewnętrzny imperatyw co rusz odzywa się i każe mi znaleźć sobie jakiś cel, do którego powinienem dążyć. Imperatyw ten cichnie wyłącznie wtedy, gdy, jak ten góral ze znanego dowcipu, nie mam czasu. Wtedy nie myślę, a dokładniej nie myślę o takich abstrakcjach. Ale nie mogę przecież przez całe życie nie mieć czasu.
     To może być przyjemny stan, wiem. Doświadczałem go przez jakieś pół roku jakieś dziesięć lat temu. I wtedy mi to nawet bardzo odpowiadało. I pewnie niewiele brakowało, żebym stał się takim wołem roboczym (a może raczej osłem), któremu najlepiej jest w kieracie. Niestety, niedługo po tym, jak ten kierat się skończył, poznałem kogoś, kto namieszał mi w głowie tak skutecznie, że doszedłem do wniosku, że są w życiu inne przyjemności niż najciekawsza nawet praca po 10 godzin dziennie (i całe szczęście). Zresztą większość pracy wykonywaj na czyjeś zlecenie i tak po pewnym czasie przestaje być inspirująca i twórcza, a staje się wyłącznie odtwórcza i rutynowa. I wtedy czasem nadchodzi kryzys. Okazuje się, że praca jest kiepskim życiowym celem.
     W ten sposób wracam do punktu wyjścia. Potrzebny mi jest cel. Ale nie byle jaki. Dobry cel musi spełniać kilka warunków. Musi być przede wszystkim cenny. Nie mam na myśli wartości wyrażonej w brzęczącej monecie, ale wartość w indywidualnym systemie wartości. I tu się pojawia problem. Ja na przykład cenię sobie dwie wykluczające się wartości: niezależność i poczucie bezpieczeństwa. Jeśli będę dążył do jednej, najprawdopodobniej stracę drugą.
     Inną ważną cechą celu życia jest jego konkretność. Rozumiem przez to możliwość ułożenia "mapy" dojścia do tego celu. Rozpisania drogi na krótsze etapy, uwzględnienie możliwych objazdów, itp. Z konkretnością celu życia łączy się zaś bezpośrednio jego osiągalność. To mój warunek, bo może są tacy ludzie, którzy lubią dążyć do celów będących poza zasięgiem ich możliwości i satysfakcję sprawia im już samo zbliżanie się do nich. Mnie nie.
     Nie zawsze chyba jednak tak podchodziłem do sprawy, bo kiedyś na przykład myślałem, że dobrym celem byłoby osiągnięcie stanu samadhi. Doszedłem jednak do wniosku, że mam na to takie szanse, jak na przykład na to, żeby zostać wybranym papieżem lub kolejną inkarnacją dalajlamy (na to drugie straciłem szansę już w chwili urodzenia). Nie jest to cel nieosiągalny, bo przecież zawsze ktoś te funkcje sprawuje, ale prawdopodobieństwo tego, że uda się to konkretnej osobie jest mniejsze niż szansa trafienia w totka i wynosi około 1 do 8 miliardów. ;)
     Może warto w tym momencie napisać, że nie jest tak, że prowadzę całkiem bezcelowe życie. Owszem, mam w nim różne cele: mniejsze, większe, cenniejsze i bardziej poślednie. Ale brakuje mi tego jednego najważniejszego. Takiego celu wszystkich celów, który nadaje ludzkiemu życiu sens. Gdzie mam go szukać?
     Jedną odpowiedź na to pytanie znam: w sobie. Niestety, tam niczego nie potrafię znaleźć. Mam tam większy bałagan niż na własnym biurku, a ten już podobno jest przysłowiowy (a przynajmniej osiąga niekiedy taki stan). Szukać tam celu życia mógłbym całe życie, ale chyba nie chciałbym, żeby celem mojego życia było poszukiwanie celu życia, bo świat to nie gra komputerowa i drugiego życia nie dostanę, żeby ten znaleziony cel zrealizować.
     Ostatnio nawiedza mnie natrętna myśl, że odnalazłbym cel w tworzeniu sztuki, ale niestety nie mam w tym kierunku prawie żadnych umiejętności: nie umiem malować, rysować ani komponować. Podobnie jak rzeźbić czy tkać. Od biedy umiem czasem napisać składnie kilka zdań, ale nie na poziomie sztuki, raczej rzemiosła. Ten więc kierunek raczej odpada. Zresztą obawiam się, że moje zamiłowanie to tworzenia sztuki jest odwrotnie proporcjonalne do moich talentów na tym polu.
     Szukam więc nadal celu. Może ktoś wie, gdzie go znaleźć? Może jest jakiś skład z celami, gdzie można sobie w nich poprzebierać, poprzymierzać się do nich i coś sobie wybrać? Jak znacie takie miejsce, to dajcie znać. :)
Tagi: roman j
21:21, roman_j
Link Komentarze (33) »
czwartek, 14 sierpnia 2008
     Nie widziałem, jak zatytułować dzisiejszą notkę, więc zatytułowałem ją tak, jak tytułowałem wpisy do mojego odręcznie prowadzonego dziennika. A skoro o nim mowa, to żałuję, że go już nie piszę. Kilka raz próbowałem i nie wychodziło. To znaczy pisałem coś, ale było to pisanie z chęci skłonienia się do dalszego pisania. Taka rozgrzewka, którą miałem nadzieję wdrożyć się na nowo w pisanie, ale okazywało się, że po jednej notatce sprawa się urywała.
     Nie wiem, dlaczego tak jest, ale jednocześnie i chciałbym i nie chcę pisać. Kiedy się za to już wezmę, pojawia się jakiś opór, jakaś blokada, która sprawia, że z tego, co piszę, nie jestem zadowolony. Czuję, że jest to jakieś sztuczne, wymuszone, nieszczere lub pomijające te sfery życia, o których właśnie tam mógłbym bez skrępowania pisać. Słowem, nie daje mi to pisanie tego, co dawało kiedyś.
     A może już tego nie potrzebuję? Mam bloga, choć tutaj wraz z rozszerzającym się gronem znających mnie ze świata realnego czytelników zawęża się krąg tematów, które mogę i chcę poruszać. Inna rzecz, że nie kipię już emocjami jak nastolatek, a głównie chęć rozładowania emocji była motorem przelewania swoich myśli na papier. Z pisaniem odręcznego dziennika jest u mnie trochę jak z klejeniem kartonowych modeli - i jedno i drugie sprawiało mi kiedyś wiele frajdy, ale odkąd porzuciłem oba te zajęcia, nie potrafię się na nowo nimi zająć, choć jakaś cząstka mojej świadomości bardzo tego chce. Wystarczy już jednak tych filozoficznych rozważań. Czas zejść na ziemię.
     Dzisiaj dowiedziałem się, że jestem wystarczająco zdrowy na ciele (na umyśle się nie badałem), żeby przez następne 5 lat wykonywać swoją pracę. Żeby to ustalić potrzebne były dwie wizyty w przychodni i jedno prześwietlenie klatki piersiowej. Prześwietlają nas w pracy co dwa lata, tak jakbyśmy byli jakoś szczególnie podatni na suchoty. Ale niech im będzie. Niewiele mnie od tego ubędzie, że mnie raz na dwa lata przeskanują od pasa do szyi promieniami X.
     Zamówiłem sobie żaluzje i rolety do mieszkania. To może trochę dziwna kolejność, bo to raczej na koniec remontu się robi niż gdzieś na początku, ale czułem potrzebę założenia tych elementów wyposażenia, którymi będę się mógł odseparować od świata i światła w razie potrzeby. Brakowało mi tego bardziej niż podłóg czy mebli.
     A wracając dziś ze spotkania z monterem miałem wątpliwą przyjemność spotkania oprycha, który chyba chciał mnie obrobić. I sam sobie nie wierzę, że udało mi się go spławić. A jednak.v
     Najpierw zapytał, czy mam 50 groszy, więc pomyślałem sobie, że to jakiś menelik z czerwonym nosem. Kiedy jednak rzuciłem mu, że nie mam, ten się nie odczepił, ale zrównał się ze mną i mówi, że nie mam pięćdziesięciu groszy, ale mam drogi zegarek. "Osz ty w mordę, będzie ciepło" pomyślałem sobie. Nota bene zegarek nie jest drogi, ale może na taki wyglądać. Należał do mojego ojca, a ja noszę go od kilku tygodni, bo mój jest uszkodzony i nie mam kiedy iść z nim do zegarmistrza.
     Wracając do tego oprycha, to przytomnie zauważyłem, że jesteśmy jakieś 50 m od prokuratury, co mu odpowiedziałem na jego słowa o moim zegarku. Chyba stracił trochę rezon, ale próbował jeszcze ze mną zagrać w te słowa, że nie wiem, kim on jest i kogo ja straszę. Na to ja mu w przytomności umysłu, której bym się po sobie nie spodziewał, odpowiedziałem, że jest gościem, który potrzebuje 50 groszy.
     Kiedy zatrzymaliśmy się przy budynku prokuratury, zapytał, gdzie skręcam, a ja powiedziałem, że poczekam, aż sobie pójdzie w swoją stronę. To on oświadczył, że też poczeka. Chwilę postałem w końcu zniecierpliwiony wziąłem telefon do ręki i zacząłem wybierać 112. I wtedy zaraz się zmył. Poczekałem jeszcze chwilę i poszedłem dalej oglądając się jeszcze raz lub dwa razy, czy za mną nie idzie. Ale dał sobie najwyraźniej spokój ze mną.
      Najbardziej mnie w tym wszystkim zdziwiło to, jak mało mnie ta sytuacja wyprowadziła z równowagi. Z jednej strony to dobrze, że zachowałem zimną krew, bo najłatwiej paść ofiarą takiego oprycha, kiedy się spanikuje. Ale z drugiej strony wydaje mi się to moje opanowanie jakieś nienaturalne. Jakbym był wyprany z emocji.
Tagi: roman j
20:54, roman_j
Link Komentarze (18) »
niedziela, 10 sierpnia 2008
     Chyba mogę uznać, że nogę sobie wykurowałem, jeśli dziś na własnych kulasach zrobiłem sobie małą rundkę dookoła grajdołka? I przez całe 28 km (a dokładnie 27,8 km) ani razu nie zabolało mnie kolano. Po drodze odezwał się M. i zaproponował, że mnie podrzuci do B. (wczoraj planowałem, że tę wycieczkę właśnie tam zakończę, ale zmieniłem zdanie). Początkowo uznałem, że to kusząca propozycja, ale chciałem przejść jeszcze choć kawałek i jeszcze kawałek i... w końcu się minęliśmy. I tak szczęśliwie wróciłem do domu na własnych nogach nie dając sobie tyłka podwieźć. Przynajmniej nie tym razem. :)
     Oczywiście nie mam nic przeciwko poruszaniu się samochodem tudzież innym środkiem komunikacji, ale skoro zaplanowałem sobie długi spacer, to szkoda mi go było zakończyć jeszcze przed półmetkiem, choć miło byłoby spotkać M. Ale nic straconego. Umówiłem się, że przyjdę do niego po niedzieli. Tak, przyjdę. To będzie z grubsza taki dystans, jaki zrobiłem dziś. W jedną stronę. Z powrotem już autobus, bo nie jestem jeszcze na tyle wytrenowany (i szalony), żeby dziennie robić 60 km. Choć znam takich, co robią 100-tkę w około 20 godzin. I może kiedyś sam też się na to porwę, ale na razie się nie zanosi.
     Tak więc zmęczony ale zadowolony stwierdzam, że moje kończyny dolne przeszły pierwszy test przed planowanym wkrótce dłuższym dystansem (ale rozłożonym na wiele dni), który będę prawdopodobnie odbywał za jakiś czas w Górach Świętokrzyskich. Start i metę zaplanowałem w Kielcach. Nie mam jeszcze pewności, czy sprawa wypali, bo właśnie mi jeden nocleg wypadł z listy. Ale jestem dobrej myśli.
     Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, to prawdopodobnie będę miał w tym roku dużą srebrną OTP.
 
Duża Srebrna OTP
 
     A jak nie, to będę ją miał za rok. Też dobrze. :)      
Tagi: roman j
21:05, roman_j
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape