O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
czwartek, 22 sierpnia 2013

Zakończył się pewien etap w moim życiu...

Spieszmy się kochać zwierzęta, bo odchodzą szybciej niż ludzie...

Tagi: roman j
22:23, roman_j
Link Komentarze (3) »

Tak się dziwnie złożyło, że prowadzę na FB w grupie chórowej dyskusję światopoglądową poświęconą religii. I, wierzcie albo nie, nie ja zacząłem. Zaczął E. ni w pięć ni w dziewięć wrzucając historyjkę "ku pokrzepieniu serc" wierzących o niewierzącym profesorze i wierzącym studencie. Znam ją i mógłbym poświęcić trochę czasu wskazując, gdzie się ona rozłazi w szwach, ale odpuściłem sobie to. Zresztą jest w niej ziarno prawdy o tyle, że profesor, jako naukowiec, powinien być raczej niewierzący (chyba, że jest profesorem teologii, choć to też nie jest oczywiste), a student, jako początkujący adept wiedzy (zwykle wytresowany od dziecka w jedynie słusznej religii) może wykazywać młodzieńczą naiwność w sprawach wiary.

Zamiast więc tego odpisałem w komentarzu nieco złośliwie, że to słabe i podlinkowałem ten artykuł, bo moim zdaniem dobrze człowiek pisze, a na dodatek wierzy w to samo i dość podobnie jak katolicy. Potem była jeszcze mała wymiana komentarzy, w której przyznaję, trochę się rozpędziłem pisząc, że Klemens VII był głupi, a Henryk VIII mądry przy okazji rozważań o powstaniu kościoła anglikańskiego. Prawdą jest, że żadnego z nich nie znałem osobiście, więc powinienem napisać, że jeden w tej sprawie głupio postąpił, a drugi mądrze.

Odpowiedź była oklepana. Zupełnie, jakbym czytał jakiś komentarz pod artykułem na Frondzie, czy jakimś innym ultraprawicowym portalu katolickim. I znów naciąłem się na tym, że jak się rozmawia z wierzącymi, to w pewnym momencie dochodzi się do momentu, kiedy kończą się im własne argumenty czy jakieś własne wnioski z samodzielnych przemyśleń i zaczynają "jechać" tym, co im podsuwają media o właściwej im proweniencji. I w ten sposób dyskusja sprowadza się nie do rozmowy z konkretnym człowiekiem o jego przemyślanym światopoglądzie, a do dyskusji z zaciętym patefonem. Patefonem, na który melodię komponują panowie pokroju doktora Terlikowskiego, arcybiskupa Michalika czy Hosera, tudzież ojca Rydzyka. Niestety, z patefonem, tym bardziej z zaciętym, dyskusji się prowadzić nie da. A jak nie ma dyskusji, to nie ma też szans na zmianę stanowisk, czy choćby ich zbliżenie.

To, co mnie jednak skłoniło do napisania notki i co miało stanowić jej clou, to pewna kontrowersyjna konkluzja, jaka przyszła mi na myśl w temacie w zasadzie pobocznym. W tle wymiany poglądów cały czas przewijał się problem jakichś mordów islamistów na chrześcijanach w Anglii. Nie wiem, o co dokładnie może chodzić, ale zastanawiał mnie rozżalony ton mojego rozmówcy.

Jak człowiek wierzący, jeśli rzeczywiście wierzy w to, w co głosi, że wierzy, może być zbulwersowany tym, że terroryści uzasadniający swoje działania swoją islamską religią, wysyłają na tamten świat chrześcijan? O ile dobrze rozumiem, tamten świat jest o kilka klas lepszy niż ten. Ktokolwiek tam trafia, osiąga wieczne szczęście. Jeśli jeszcze na dodatek trafia tam jako męczennik z powodu swojej wiary, to ma w kieszeni bilet do raju. Jak więc wierzący chrześcijanin może mieć żal do muzułmanów, że wysyłają na tamten lepszy świat jego braci? Rozumiem rozżalenie bliskich czy przyjaciół (choć też nie do końca, jeśli są naprawdę wierzący), ale obcych?

Dodam o razu, że ja osobiście w żadnej mierze nie pochwalam mordów dokonywanych na kimkolwiek przez kogokolwiek. I mam zdecydowanie negatywne odczucia na wieść o takich sytuacjach. Tyle że ja przecież zakładam, że to życie, które mamy, jest jedyne. I że po śmierci nic już nie będzie. Że nie ma żadnego innego świata w zaświatach, gdzie się wszyscy spotkamy. Dlatego pozbawienie kogoś życia uważam za coś, czego robić nie wolno (m.in. dlatego jestem przeciw karze śmierci).

Powyższa niekonsekwencja w poglądach i postępowaniu nasunęła mi myśl, która zapewne wielu wyda się absurdalna, ale może paradoksalnie jest w niej jakiś sens? Teraz, o ile gdzieś na świecie dojdzie do jakichś większych pogromów na tle religijnym, różni przywódcy, a wśród nich papież, wyrażają smutek, żal i ubolewanie. A gdyby tak w zgodzie z wyznawanymi prawdami wiary powiedzieć: "Cieszymy się radością naszych braci i sióstr, którzy dostąpili łaski oglądania oblicza naszego ojca, który jest w niebie. Nie żywimy urazy do tych, którzy im tej łaski udzielili pozbawiając ich życia doczesnego i wybaczamy im, bo wierzymy, że nasi bracia i siostry cieszą się już życiem wiecznym."

Tak sobie myślę, że tego rodzaju komunikat wydawany konsekwentnie po każdej takiej sprawie z czasem znacząco zmniejszyłby liczbę chrześcijan uśmiercanych na świecie z powodów religijnych. Pozornie to może wyglądać na paradoks, ale czy nie jest tak, że te zabójstwa mają na celu wywołanie takich reakcji, jakie obecnie wywołują i dopóki ten cel będzie osiągany, dopóty one będą miały uzasadnienie? Poza tym taki komunikat byłby zdecydowanie bardziej spójny z tym, co głosił Jezus z Nazaretu. Fakt, że głosił rzeczy rewolucyjne i bardzo trudne do osiągnięcia w życiu. Ale jeśli tak jest, to po co używać go jako lista figowego? Lepiej wrócić do Starego (Dobrego?) Testamentu. On jest napisany z większą znajomością natury ludzkiej i jej skłonności do zła. Dlatego nie wzywa do bycia dobrym, a jedynie do ograniczania wyrządzania zła wyłącznie innowiercom. ;)

Tagi: roman j
14:13, roman_j
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 12 sierpnia 2013

... do uzupełnienia, w tym biały, więc się pochwalę postępem prac. :)

Chyba do końca sierpnia go skończę. :)

Tagi: roman j
14:26, roman_j
Link Komentarze (6) »
środa, 07 sierpnia 2013

Upał panuje taki, że mózg się lasuje. A ja na przekór postanowiłem coś napisać, bo akurat mam na to czas i chęci. :) Ostatnio z tym różnie bywało. Zwykle brakowało czasu, ale też, od kiedy muszę pisać tu w ukryciu, i chęci jakby mniej. Tematy też mi się głównie jakieś miałkie nasuwały. Większość na kilka zdań. Szkoda, że je pozapominałem, bo byłaby okazja je poruszyć, skoro już zdecydowałem się coś napisać. :)

A co u mnie? Jak ktoś nie wie, to napiszę w skrócie. Mam urlop i wakacje (jedno z drugim nie jest wcale tożsame). Mam trochę więcej czasu niż przez ostatnie kilka miesięcy (m.in. dlatego powstała ta notka). Z kondycją u mnie nie najlepiej. Nie byłem na PURE około trzech miesięcy i kiedy poszedłem tam we wtorek spadek kondycji był wyraźny (ale nie dramatyczny).

Mam jeszcze kilka wakacyjnych planów, ale z jednego zrezygnowałem. Miałem wędrować, jak rok temu, tyle że teraz po Zachodniopomorskim. Z różnych względów zdecydowałem się jednak zostać te dziesięć dni, które by mi to zajęło, w domu. Patrząc na termometr, błogosławię się za tę decyzję, choć akurat pogody nie brałem pod uwagę podejmując decyzję. Może te dziesięć dni poświęcę na nadrabianie różnych prywatnych zaległości. To są takie zaległości, które nie upominają się o nadrabianie, ale przez to właśnie wolałbym im poświęcić trochę czasu. Są to bowiem rzeczy, które robię dla siebie, a na takie zwykle w ostatecznym rozrachunku brakuje mi zwykle czasu.

Miałbym pewnie jeszcze co napisać, ale pomyślałem, że jak skończę notkę czując pisarski niedosyt, to może szybciej tu wrócę napisać kolejną. Ale jak będzie rzeczywiście, to się okaże. :)

Tagi: roman j
18:07, roman_j
Link Dodaj komentarz »

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape