O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
poniedziałek, 29 września 2008
     Dzisiaj inauguruję w moim blogu nową kategorię notek pod tytułem "Mądrości Romana". Tytuł jest w założeniach podszyty sporą dawką autoironii, więc proszę nie traktować wpisów z tej kategorii ze śmiertelną powagą. Możliwe jest, że, jak to już miało miejsce na tym blogu, notka dzisiejsza będzie pierwszą i jedyną w swojej kategorii. Ale mam już pomysł na co najmniej jedną kolejną, więc może kategoria ta nie umrze szybką śmiercią.
     Jeśli chodzi o formę notek, to będą one raczej krótsze niż ta dzisiejsza. Będą się składały z jednego lub maksymalnie kilku zdań, których okoliczności sformułowania trzeba się będzie samemu domyślać. A oto "mądrość" na dziś:
 
     "Zanim wyrzucisz rano do śmietnika zużytą maszynkę do golenia, upewnij się, że masz jeszcze jakąś w zapasie"
niedziela, 28 września 2008
     W piątek zdarzyło mi się spaść z dość dużej wysokości. Od razu uspokajam, że żyję, o własnych siłach chodzę i nawet nie mam żadnych urazów cielesnych, czy psychicznych (choć tego drugiego pewien nie jestem). Wysokość, z której spadłem, była dość duża, bo wynosiła... 4 kilometry. Spadałem jakieś 7 minut, z czego minutę z prędkością ok. 200 km/h. Całe szczęście, że spadałem przypięty do faceta, który wziął ze sobą spadochron. Nie było więc tak, jak w poincie pewnego dowcipu: "Spokojnie, spadochronów wystarczy. Rusek poleciał z gaśnicą". :)
     Pewnie po tym wstępie domyślacie się już, że wykonałem tzw. tandemowy skok spadochronowy. Poniżej postaram się opisać to, co się działo, ale będzie to opis bardzo ułomny, bo tego po prostu nie da się pisać. To trzeba samemu przeżyć. Tekst będę ilustrował zdjęciami, bo mój skok był dokumentowany. Dostanę jeszcze z niego film.
     Najpierw kilka słów, na temat tego, gdzie skok się odbył. Odbył się na lotnisku pod Przasnyszem. Teraz będzie chwila reklamy, więc jak ktoś nie lubi, to niech przejdzie do następnego akapitu. :) Na skok zdecydowałem się po obejrzeniu tej strony: Tandemy. Są oczywiście w Sieci także inne strony z ofertą skoków tandemowych, ale ja wybrałem tę ofertę m.in. z powodu dość dogodnej dla mnie lokalizacji.
     Po przybyciu na lotnisko, zgłoszeniu swojej obecności i dopełnieniu kilku formalności czekałem na swoją kolej. Kiedy przyszła, dostałem gustowny czerwony skafander i zaczęły się przygotowania.
 
Przygotowania
 
     Wbrew pozorom to nie jest gimnastyka, ale instruktaż, jaką pozycję mam przyjąć zaraz po tym, jak wypadniemy z samolotu. Ten człowiek koło mnie to Cezary, czyli facet, który dowiózł mnie bezpiecznie na ziemię. Jak mówią, nie chodziło o moje życie, ale o jego reputację. ;)
     Dalszy ciąg instruktażu przypominał nieco skecz Monty Pythona "Ministerstwo Dziwnych Kroków".
 
Ministerstwo Dziwnych Kroków
 
     Tym razem chodziło o przećwiczenie ułożenia nóg przy lądowaniu. Z przyczyn obiektywnych na ziemi mogłem na raz unieść tylko jedną nogę. Później, w powietrzu, uniosłem obie i to wyżej niż na zdjęciu. :)
      Po instruktażu przeszliśmy do samolotu.
 
Na tle samolotu
 
     Samolot był z Ukrainy i pilot chyba też, bo mówił bardziej po rosyjsku (ukraińsku) niż po polsku. Nie powiem, żeby dodało mi to otuchy. Ale bezpiecznie wznieśliśmy się na 4.000 m, więc nie mogę narzekać.
     W samolocie czułem się trochę niepewnie nie mając na plecach spadochronu, ale gdzieś na wysokości 3.000 m zostałem przypięty do mojego tandem-pilota. Na poniższym zdjęciu widać jedną z czterech klamerek, którymi byliśmy spięci. Po otwarciu spadochronu dwie z nich zostały odczepione.
 
W samolocie
 
     Skłamałbym, gdybym napisał, że się nie bałem. Strach towarzyszył mi praktycznie od chwili, gdy znalazłem się w samolocie. Przez większość czasu udawało mi się nad nim zapanować, ale było kilka takich momentów, kiedy to jednak on wziął górę. Jeden z nich nastąpił wtedy, kiedy tuż przed skokiem spojrzałem w dół i oczom mym ukazał się taki widok (od samego patrzenia można dostać lęku wysokości):
 
Rzut oka z samolotu
 
     Kolejny raz stracha miałem, kiedy po wykonaniu fikołka w powietrzu zrozumiałem, że lecimy w dół jak dwa kamienie. Przez cały ten czas mimo wszystko uśmiechałem się, bo jak mi powiedzieli na dole: "Strach przeminie, a zdjęcia pozostaną". Niestety, mój uśmiech na większości z tych zdjęć przypomina uśmiech Jokera granego przez Jacka Nicholsona w kinowej wersji "Batmana". Dlatego też większości zdjęć ze zbliżeniami na twarz chyba nie będę nikomu pokazywał. :)
    Moment, w którym wyleciałem z samolotu widać na poniższym zdjęciu.
 
Wylot z samolotu
 
   A na kolejnym jestem w trakcie fikołka. W tej fazie lotu to był najprzyjemniejszy moment.
 
Fikam w powietrzu

     Teraz jeszcze tylko zdjęcie ze swobodnego spadania. Na zbliżeniu widać moją wyszczerzoną gębę. To jedno z nielicznych zdjęć, które nadają się od biedy do publikacji, bo tutaj szczerzę się trochę mniej i trochę naturalniej niż na innych. ;)
 
Swobodny lot
 
     Około 1,5 km nad ziemią mój tandem-pilot otworzył spadochron i nasza prędkość zmalała około 10-krotnie. Ten moment też mi trochę napędził stracha, ale potem było już z górki. Mój pilot stwierdził, że ja ważę mało i on waży mało, więc sobie dłużej polecimy. W drodze na dół wykonał ze mną kilka zakrętów, żebym mógł sobie obejrzeć okolicę, a widoczność była świetna. Widać było komin elektrowni w Ostrołęce. Ale wszystko, co dobre, kiedyś się kończy (złe też). Trzeba było podejść do lądowania. Podejście zostało uwiecznione na następnej fotce.
 
Podejście do lądowania

     Wylądowaliśmy miękko, bo na własnych tyłkach, które posłużyły jako hamulce. W konsekwencji zakończyłem skok na siedząco.
 
Po wylądowaniu
 
     Ostatnie pozowanie do wspólnego zdjęcia.
 
Znów na ziemi

     Chwilę potem po zdjęciu kombinezonu i odebraniu certyfikatu próbowałem przypomnieć sobie, co się działo przez pierwsze kilkanaście sekund po wypadnięciu z samolotu. Co prawda nie straciłem przytomności ani na chwilę, ale ten fragment lotu zupełnie mi wyleciał z pamięci. Chyba trzeba będzie jeszcze raz skoczyć, żeby sobie przypomnieć i utrwalić. Ale tym razem będzie to prawdopodobnie skok w ramach szkolenia AFF. I nie wcześniej jak w przyszłym roku, bo tegoroczny sezon już się kończy, a poza tym zaczynają mi się obowiązki na uczelni i pewnie nie miałbym możliwości pogodzenia ich z kursem.
Tagi: roman j
00:26, roman_j
Link Komentarze (18) »
czwartek, 25 września 2008
     Nie jest dobrze. Jestem ostatnio rozdrażniony, bo na najważniejszych płaszczyznach mojej aktywności życiowej ponoszę straty. Na razie są to straty raczej prestiżowe i niematerialne, ale możliwe, że za czas jakiś ich skutki będą bardziej wymierne.
     Nie wdając się w szczegóły napiszę, że przynajmniej na czterech frontach prowadzę jakieś potyczki (nie licząc jednego, na którym jestem w stanie permanentnej wojny podjazdowej, ale tam jestem wyjątkowo silnie ufortyfikowany, więc nie obawiam się o wynik). Cztery fronty, to co najmniej o trzy za dużo, a do tego tak się jakoś wszystko układa, że na dwóch najważniejszych sytuacja zaognia się zamiast łagodnieć.
     Na jednym froncie chyba udało mi się wygrać, choć poniosłem spore straty i jeszcze długo będę po tym starciu lizał rany. Atak nadszedł z najmniej spodziewanej strony. Może nie tyle nie spodziewałem się go, co zakładałem, że nie będzie miał takiej siły. Zlekceważyłem sprawę i teraz mam nauczkę. Do tego szykuje się tam kolejna potyczka, ale tę powinienem wygrać bez problemu, choć wolałbym ten front zamknąć raz na dobre. Dziś coś się może w tej sprawie rozstrzygnie.
     Dwóch kolejnych frontów nie zamierzałem otwierać. Ale uznałem, że za długo jestem w odwrocie i jak tak dalej pójdzie, to będę w tym odwrocie już na stałe. Z drugiej strony nie łudzę się, że wygram te potyczki. Najwyżej doprowadzę do jakiegoś kruchego rozejmu częściowo na moich warunkach, który jednak żadnej ze stron nie zadowoli, a mnie raczej osłabi niż wzmocni. Tak to już jest, że człowiek przyzwyczai innych, że ustępuje (z różnych pobudek), to kiedy chce się zatrzymać, żeby nie być wciąż w odwrocie, dochodzi do starcia. Najlepiej, gdybym przejął na obu tych frontach inicjatywę, bo na razie jedynie zatrzymałem odwrót. Pomyślę o tym po niedzieli, o ile przez ten czas będzie na obu tych frontach panował spokój.
     Na kolejnym, ostatnim froncie, panuje spokój. Tutaj porażką jest brak ofensywy, którą planowałem od jakiegoś czasu i poczyniłem nawet pewne przygotowania. Ale ze względu na sytuację na pozostałych frontach, musiałem ją odłożyć. Na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie wiem też, czy skorzystać z pomocy sojusznika, którego na tę okoliczność zwerbowałem, czy jednak zmagać się z tym własnymi siłami. Ani jedno, ani drugie rozwiązanie w obecnej sytuacji nie wydaje mi się dobre. Dlatego uprawiam kunktatorstwo. Ale taka bezczynność też się zwykle potem mści. Kunktatorstwo w innej sprawie może się właśnie niedługo zemścić otwarciem kolejnego frontu.
     Każdy dobry podręcznik strategii głosi, że walka na dwóch frontach to zaproszenie do klęski. A ja mam tych frontów cztery (można liczyć nawet, że pięć). Nawet jeśli na jednym jest spokój, a jeden prawdopodobnie wkrótce zamknę, to na dwóch pozostałych sytuacja się zaognia, a oba są dla mnie ważne. Jeden wręcz kluczowy. Trzeba je też będzie wkrótce zamknąć, zanim straty nie staną się zbyt poważne. Ale o tym pomyślę po niedzieli, bo muszę ochłonąć. Może pomoże mi w tym spotkanie z M., który właśnie napisał, że wraca do B. i chętnie się ze mną spotka. Tymczasem zaś muszę unikać potyczek. Może się uda, choć łatwo nie będzie. Najlepiej byłoby gdzieś się zaszyć na ten czas (np. w Lubiniu), ale to niestety nie wchodzi w rachubę. Zresztą byłaby to rejterada i wstęp do kapitulacji.
Tagi: roman j
10:32, roman_j
Link Komentarze (14) »
wtorek, 23 września 2008
     Pisałem już kiedyś w blogu o dziwnych profilach na portalu Nasza Klasa, ale do dzisiaj nie zdawałem sobie sprawy z rozmiaru tego zjawiska. Tymczasem dzisiaj przejrzałem sobie z ciekawości listę znajomych jednego młodego działacza prawicy z mojego grajdołka. I to, co tam znalazłem, w miarę przeglądania wzbudzało we mnie jednocześnie rosnące zdumienie i rozbawienie. Na niecałe 400 pozycji, ponad 100 stanowiły profile fikcyjne.
     Obejrzałem wszystkie. Bardzo ciekawe doświadczenie. Poniżej zamieszczam równo setkę spośród tych profili. Jeśli ktoś ma zacięcie, może obejrzeć wszystkie, choć sądzę, że się nikt taki nie znajdzie. Może niektóre z nich wywołają u Was, drodzy czytelnicy, uśmiech politowania, tak jak u mnie. A może do niektórych sami się dopiszecie. W końcu czytają ten blog także moi zagorzali oponenci. ;)
     A oto lista:
  1. Profil
  2. Profil
  3. Profil
  4. Profil
  5. Profil
  6. Profil
  7. Profil
  8. Profil
  9. Profil
  10. Profil
  11. Profil
  12. Profil
  13. Profil
  14. Profil
  15. Profil
  16. Profil
  17. Profil
  18. Profil
  19. Profil
  20. Profil
  21. Profil
  22. Profil
  23. Profil
  24. Profil
  25. Profil
  26. Profil
  27. Profil
  28. Profil
  29. Profil
  30. Profil
  31. Profil
  32. Profil
  33. Profil
  34. Profil
  35. Profil
  36. Profil
  37. Profil
  38. Profil
  39. Profil
  40. Profil
  41. Profil
  42. Profil
  43. Profil
  44. Profil
  45. Profil
  46. Profil
  47. Profil
  48. Profil
  49. Profil
  50. Profil
  51. Profil
  52. Profil
  53. Profil
  54. Profil
  55. Profil
  56. Profil
  57. Profil
  58. Profil
  59. Profil
  60. Profil
  61. Profil
  62. Profil
  63. Profil
  64. Profil
  65. Profil
  66. Profil
  67. Profil
  68. Profil
  69. Profil
  70. Profil
  71. Profil
  72. Profil
  73. Profil
  74. Profil
  75. Profil
  76. Profil
  77. Profil
  78. Profil
  79. Profil
  80. Profil
  81. Profil
  82. Profil
  83. Profil
  84. Profil
  85. Profil
  86. Profil
  87. Profil
  88. Profil
  89. Profil
  90. Profil
  91. Profil
  92. Profil
  93. Profil
  94. Profil
  95. Profil
  96. Profil
  97. Profil
  98. Profil
  99. Profil
  100. Profil
Tagi: roman j
19:00, roman_j
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 22 września 2008
     Znowu tylko zdjęcia. No, może z krótkim komentarzem.
     Pisałem o moich doświadczeniach z chlebem. Pierwszy był niezbyt udany. Za to drugi udał się dużo lepiej, co widać na poniższych zdjęciach.
    
Chleb w całej okazałości
Tutaj widzimy bochenek w całej okazałości.
 
 
Chleb w przekroju
A tutaj chleb w przekroju. Jak widać, ani śladu zakalca. :)
Tagi: roman j
21:32, roman_j
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape