O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
czwartek, 30 października 2008
Ostatnio mam dłuższe przestoje w pisaniu bloga, ale zaglądając do zaprzyjaźnionych blogerów widzę, że i tam częściej zdarzają się ostatnio zatwardzenia. No cóż, pora roku sprzyja spowolnieniu tempa życia, zmniejszeniu aktywności, znajduje więc to także odzwierciedlenie w blogosferze. Ja dzisiaj postanowiłem coś napisać, bo zebrało mi się nieco materiału.
Mam akurat chwilę czasu, bo jestem na konsultacjach, na które jak na razie pies z kulawą nogą nie zajrzał. Może to dlatego, że spóźniłem się circa pół godziny, ale po raz pierwszy od dłuższego czasu mam konsultacje w dniu, kiedy nie mam zajęć, a dziś na dodatek przyszedłem na nie dopiero pierwszy raz (trzeba będzie nabrać nawyku przychodzenia na te trzy godziny w czwartek pod wieczór).
Notka będzie wielotematyczna, więc zacznę od tego, że spotkałem sobowtóra. Nie był to mój sobowtór, ale A. takiego jakim był, kiedy go poznałem 10 lat temu. Zaraz się uszczypnąłem, żeby sprawdzić, czy to nie sen, bo takie zjawy mnie dotąd tylko w snach prześladowały. Jednak nie, nie spałem. Znaczy, że już nawet na jawie nie mogę się opędzić od duchów przeszłości. Właściwie nawet nie od duchów, ale od ucieleśnień. ;)
Upiekłem dziś kolejny chleb i może pisanie o tym mijałoby się z celem, gdyby nie fakt kolejnej "innowacji". Tym razem po raz pierwszy upiekłem do w keksówce, co jest wstępem do poważniejszych zmian. Dotąd pieczenia bowiem odbywały się średnio co 3 dni, a ja zamierzam robić to rzadziej niż raz w tygodniu. Pomysł na osiągnięcie tego celu jest prosty: dwie formy o pojemności dotychczasowego naczynia z tą różnicą, że można je obie włożyć na raz do pieca. Do tego ponad dwa razy więcej ciasta wyrabianego na jeden raz. W efekcie wyjdą z tego dwa bochenki, które starczą być może nawet na 10 dni. Nie martwię się o świeżość tego chleba, bo jeszcze dziś dojadałem całkiem świeży chleb upieczony w piątek. Na wypadek, gdyby miał wysychać zbyt szybko, być może będę go przechowywał opakowany szczelnie w folię spożywczą. Może nawet ten drugi w kolejce do zjedzenia będzie leżał w lodówce. Nad tym będę się jednak zastanawiał później.
Mam ostatnio drobne problemy z jakością chleba. Wychodzi co prawda dość ładnie wyrosniety, ale "gliniasty", jak to określa moja matka. Nie ma w nim co prawda zakalca, ale jednak wychodziły mi już znacznie lepsze wypieki. Sądzę, że źródłem niepowodzenia jest zastosowanie mąki orkiszowej. Sięgnąłem po nią z ciekawości (jest ponad 2 razy droższa od żytniej), ale żadnych pozytywnych wrażeń nie odnotowałem. Dziś na szczęście zużyłem zapas tej mąki do końca, więc następny chleb powinien być już lepszy. Ograniczę się do stosowania sprawdzonych mąk: żytniej pełnoziarnistej, żytniej żurkowej i pszennej pełnoziarnistej.
Wspomniane wcześniej przygotowania do wypieku większej ilości ciasta na raz mają tez na celu podniesienie opłacalności mojej działalności piekarniczej. I tak jestem do przodu, bo chleb o wadze 1,6 kg kosztuje mnie (razem z kosztem wypieku) około 3 złotych, a dobry chleb w sklepie kosztuje 2,09 zł za 0,6 kg. Można jednak jeszcze nieco podnieść rentowność przedsięwzięcia zmniejszając zużycie energii na kilogram ciasta.
Zdecydowałem się kupić sobie nowego GPS-a. W poprzednim doskwierać mi zaczął brak dodatkowej pamięci. Dlatego teraz kupię sobie model z czytnikiem kart micro SD. Dzięki temu będę mógł z większą dokładnością rejestrować swoje wycieczki. Stary odbiornik pewnie sprzedam. Nie wiem tylko, czy naprawiać mu gniazdo mini USB i wziąć za niego więcej pieniędzy, czy za niższą cenę sprzedać z gniazdem uszkodzonym? Garmin za naprawę chciał za drogo, więc poprosiłem, żeby mi odbiornik odesłali, bo znam kogoś, kto zrobi to taniej. Co prawda stracę w ten sposób gwarancję, ale i tak nie sądzę, żebym miał okazję z niej skorzystać. Chce się też pozbyć mojego starego telefonu (nie taki stary jes, bo ma około roku), ale ten muszę sprzedać za grosze, bo nie działa mu joystick. Może bym go nawet po prostu wyrzucił, ale jakoś nie mogę się przełamać. Spróbuję go sprzedać. Może ktoś kupi go na części, a może jakaś złota rączka tanim kosztem go sobie wyremontuje.
Poza tym u mnie niewiele się dzieje nowego. Między innymi dlatego, że pora roku sprzyja raczej kończeniu niż zaczynaniu czegokolwiek. Mam co jakiś czas jakiś ciekawy pomysł, ale wtedy siadam sobie cicho w kąciku i czekam, aż mi przejdzie. A jak nie chce przejść, to go sobie gdzieś zapisuję i przestaje nad nim myśleć. Jeśli będzie wart tego, żeby doń wrócić, to kiedyś wrócę.
Tagi: roman j
17:12, roman_j
Link Komentarze (10) »
niedziela, 26 października 2008
     Mam już za sobą pierwsze bliskie spotkanie trzeciego (?) stopnia. Do ekscesów nie doszło, bo byłem bardzo ostrożny. Nie wkładałem palców, gdzie nie trzeba, nie macałem gołych przewodów, tak więc wątpliwa przyjemność popieszczenia przez prąd tym razem mnie ominęła. Udało mi się za to ustalić, w jaki sposób mam zrealizowane podłączenia poszczególnych obwodów pod bezpieczniki. I jestem tymi ustaleniami zaskoczony.
     Okazuje się, że całe oświetlenie wisi na jednym bezpieczniku, co akurat mnie nie zdziwiło. Natomiast fakt, że wszystkie gniazda są podpięte pod drugi bezpiecznik w pierwszej chwili mnie bardzo zaskoczył. Nie wiedziałem, po co mi w takim razie trzeci bezpiecznik? Wszystko wyjaśniło się, kiedy sprawdziłem dokładnie każde gniazdko i odkryłem, że jedno (sic!) z nich, w kuchni, jest podpięte właśnie pod ten trzeci bezpiecznik. Na usprawiedliwienie tego dziwnego rozwiązania mogę dodać, że pod to gniazdko było podłączone oświetlenie obudowy kuchni, którą rozebrałem.
     Drugie dość zaskakujące ustalenie było takie, że gniazda mam zasilane od góry. Elektryk, który wcześniej deliberował nad moją instalacją, autorytatywnie stwierdził, że kable do gniazd na pewno idą dołem pod posadzką. A to guzik prawda. Idą z góry. I co ciekawe, jak się dobrze przyjrzałem ścianie, to zauważyłem drobne przebarwienia układające się w linie proste. Kiedy przejechałem po nich wykrywaczem przewodów, okazało się, że wskazują one przebieg kabli zasilających. Niestety, te przebarwienia widać tylko w jednym pokoju.
     Tak się dobrze złożyło, że w piątek przyjechał do mnie brat, który robił niedawno gruntowny remont swojego mieszkania (m. in. kładł nową instalację elektryczną) i mogłem skorzystać z jego doświadczeń. Wiem już na przykład, że powinienem zwrócić uwagę przy zakupie kabla, czy nie jest przeznaczony do wyższego napięcia niż potrzebuję, bo będzie miał wtedy grubszą izolację i trudniej się go będzie układało. Poza tym braciak doradził mi zakup młota udarowo-obrotowego, dzięki któremu robienie bruzd pod kable to jest bajka, a nie robota. Zamówiłem już sobie takie ustrojstwo w Internecie i jak tylko przyjdzie, zacznę pruć ściany w jednym pokoju.
     Mam już obmyśloną kolejność robót. Zacznę od oświetlenia w tym pokoju, tylko muszę jeszcze ustalić, który z kabli na listwie rozdzielczej zasila ten pokój. Mam pięć możliwości, z których trzy wstępnie wykluczyłem. Zostały dwie, czyli mam szanse pół na pół, że od razu trafię na ten właściwy kabel. I tak byłoby najlepiej.
     Pewnie przed 1 listopada jeszcze nie posunę roboty do przodu, ale potem będę kuł, pruł i układał. Już się cieszę na tę okoliczność. :)
Tagi: roman j
21:16, roman_j
Link Komentarze (10) »
czwartek, 23 października 2008
     Mam dobrą wiadomość dla osób chcących doprowadzić do legalizacji związków partnerskich w Polsce. Znalazłem ważki argument za ich legalizacją. Myślę, że jest nie do podważenia. Znalazłem go w... lesie. Otóż okazuje się, że natura nie ma nic przeciwko takim związkom. Dowód przedstawiam poniżej.
 
Związek...
 
     Dowód nie jest najlepszej jakości, bo sfotografowałem go telefonem. Próbowałem zdjęcie nieco podrasować i wyszło tak, jak widać.
     Zła wiadomość jest taka, że związek ten istnieje już tylko na fotografii, bo nie mogłem się oprzeć i po grzybobraniu go... skonsumowałem. ;)
Tagi: roman j
18:22, roman_j
Link Komentarze (20) »
wtorek, 21 października 2008
     Odpowiedzi na tytułowe pytanie tak szybko nie poznam, bo minie pewnie trochę czasu nim przejdę do rzeczy i dobiorę się do... instalacji elektrycznej w moim remontowanym lokum. Na razie spędziłem dziś pracowicie dzień na rozrysowywaniu połączeń w skrzynce rozdzielczej. Stworzyłem coś, co na pewno nie jest schematem, jaki wykonują profesjonaliści, ale daje mi pogląd na to, co do czego będę musiał podłączyć. Wymyśliłem sobie to już wcześniej, a teraz chciałem utrwalić, żeby mi z głowy nie wyleciało. Efekt moich dzisiejszych wysiłków jest taki
 
Schemat połączeń
 
     Jeśli ogląda to jakiś elektryk-profesjonalista i widzi jakieś kardynalne błędy, to proszę o informację w komentarzach, zanim będzie za późno. Te cyferki z literkami to numery obwodów, których z różnych względów postanowiłem wydzielić pięć. Teraz mam trzy i może wystarczyłyby cztery, ale z pewnych względów dołożyłem jeszcze piąty.
     Miałem dziś zrobić jeszcze jedną rzecz z zakresu elektryki, mianowicie rozszyfrować, które obwody w mieszkaniu podłączone są pod który bezpiecznik. Potem miałem jeszcze ustalić, gdzie podłączone jest oświetlenie w jednym z pokojów, bo od tego pokoju chcę zacząć modernizację. Może nawet jeszcze w tym tygodniu. Niestety, zeszło mi na tyle długo z rysowaniem powyższego schematu, że dziś już nie chciałem nic więcej w tej sprawie robić.
     Ale nie tylko elektryką się dziś zajmowałem. Przygotowałem też do pieczenia mój kolejny chleb. Robi się z tego powoli rutyna, bo żeby zaspokoić potrzeby domowe muszę piec chleb co około 3 dni, a procedura od ożywienia zakwasu do wyjęcia chleba z pieca zajmuje około doby. I jeszcze trzeba dobrze sobie ustalić czas rozpoczęcia przygotowań, żeby jakiś etap nie wypadł w środku nocy.
     Chętnie zająłbym się tym, co na mnie czeka i co powoli staje się coraz pilniejsze, ale niestety nie mogę.Gdybym w tych sprawach był jedynym decydentem i do tego miał wszystkie niezbędne informacje, to bym działał, bo akurat dziś nie było problemu z chęciami. Niestety, nie było możliwości.
     Do stolicy na razie nie pojechałem. Doszedłem do wniosku, że to może poczekać. Za to zdecydowałem się możliwie szybko poddać badaniom snu, żeby stwierdzić, czy miewam nocne bezdechy. Gdyby się okazało, że tak, to ponieważ można tę przypadłość leczyć, miałbym szansę na poprawienie komfortu życia. Jeśli natomiast okaże się, że pod tym względem nic mi nie dolega, to też będzie dobra wiadomość. Będzie to znaczyło, że przyczyn zdarzającego się czasem złego samopoczucia trzeba szukać gdzie indziej i być może nie jest to jakaś jednostka chorobowa, ale zwykła niedbałość z mojej strony. Powinienem się szanować (znaczy swój organizm), bo choć jeszcze jestem młody, to szczyt wydolności mam już za sobą i powoli zaczynam mieć z górki. Im bardziej zadbam o siebie teraz, tym dłużej będę cieszył się życiem i zdrowiem.
     Zastanawiam się, czy nie jechać jutro znowu na grzyby. I chce mi się i nie chce. To znaczy może nie tyle nie chce, co kusi mnie próbnik neonowy, śrubokręt i kabelki. Co prawda tym się mogę zająć zawsze, a grzyby na mnie czekać nie będą, ale z drugiej strony obawiam się, że minie mi zapał. Trzeba będzie to jakoś rozstrzygnąć.
Tagi: roman j
20:52, roman_j
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 października 2008
     Zanim przejdę do meritum, nakreślę tło sprawy, która ma związek z moim grajdołkiem.
     Otóż zaczęło się od tego, że w moim grajdołku powstało ostatnio kilka ciekawych murali namalowanych przez ludzi, którzy są w swojej branży bardzo znani i cenieni. Murale te powstały w ramach miejskiej akcji i za aprobatą władz. Niestety, coś się naszym władzom w międzyczasie odmieniło (a konkretnie temu najważniejszemu z nich) i w jednym przypadku zabrakło jednego pozwolenia. To stało się pretekstem do walki z tymi muralami. Kompletna bzdura z tego wyszła, bo władze zaczęły walczyć z tym, na co wcześniej wyraziły zgodę i są na to papiery. Został błyskawicznie zamalowany jeden mural i niestety ten, który był namalowany całkowicie legalnie (żeby było zabawniej, to już jego zamalowanie było z dużym prawdopodobieństwem nielegalne, bo o ile mi wiadomo, nie dopełniono formalności). Całą tą sprawę opisał m. in. Duży Format.
     Po zamalowaniu tego murala zrobiła się w moim mieście draka, jakiej dawno w tym sennym miasteczku nie widziano. Efektem tego była petycja, którą m. in. i ja podpisałem. Chciałem też nią zainteresować moich znajomych z listy Gadu-Gadu, więc wrzuciłem link do niej do opisu. Jakież było moje zdumienie, kiedy okazało się, że mój opis został zablokowany. Wiem o tym, bo dla kontroli tego, co mi się wyświetla, mam siebie samego na liście kontaktów. Okazało się, że link do strony "www.petycje.pl" nie wyświetli się. Zastanawiam się, dlaczego? Jeszcze nie zapytałem operatora GG, ale nie potrafię znaleźć takiej odpowiedzi, która by była do przyjęcia. Rozumiem potrzebę walki ze spamem (czytałem, że serwery GG blokują określone adresy w wiadomościach, a także konta je wysyłające), ale jeśli cenzuruje się to, co sobie napiszę w opisie, czyli to, co widzą w zasadzie tylko te osoby, które zechciały świadomie mieć mnie na liście swoich kontaktów i jeśli na dodatek nie są to treści wulgarne, czy obelżywe, to moi zdaniem Gadu-Gadu za głęboko ingeruje w moje prawo wypowiedzi.
     Ponieważ nie używam klienta GG, a jedynie mam na ich serwerze konto, które obsługuję przez Konnekta, a poza tym mam jeszcze konto w Tlenie i konto jabberowe, więc poważnie rozważam bojkot GG. Jedyny problem jest taki, że przytłaczająca większość moich kontaktów jest "GGadulcowa". Ale trudno jeśli ktoś będzie się chciał ze mną skontaktować przez komunikator, to znajdzie sposób. Nick mojego konta w Tlenie podam każdemu zainteresowanemu z mojej listy kontaktów. Dobrze byłoby, żeby taka akcja bojkotu miała większy zasięg, ale nie łudzę się, że to się uda zrobić. Mnie to jednak nie zniechęca.
     Aha. Będzie mi bardzo przyjemnie, jeśli moi czytelnicy zechcą się podpisać pod podlinkowaną wyżej petycją i zachęcą do tego jak największą liczbę osób. Z góry dzięki za każdy podpis. :)
Tagi: roman j
09:17, roman_j
Link Komentarze (8) »
 
1 , 2 , 3 , 4

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape