O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
sobota, 31 października 2009

Adin... Wpłacajcie pieniądze...

Dwa... Podaję konto...

Tri... Kupcie zestaw satelitarny...

Czetyrje... Czy macie już moją komórkę?

Pjat'... Podaję konto...

Szest'... Wpłacajcie pieniądze...

Sjem... Rząd kłamie, inne media manipulują...

Wosjem... Ja was pogłaszczę, a wy wpłacajcie pieniądze...

Dzjewjat'... Podaję konto...

Dzjesjat'... Alleluja i płacimy...

Adinnadcat'... Słuchasz, ale czy płacisz?

Dwjenadcat'... Podaję konto...

Trinadcat'... Macie lżejszy portfel, czujecie się lepiej, dużo lepiej...

 

Notka powstała po rozmowie z bliską osobą...

Tagi: roman j
10:41, roman_j
Link Komentarze (5) »
czwartek, 29 października 2009

Byłoby nieźle, gdyby nie pewne drobne klęski, które zresztą znoszę nadzwyczaj spokojnie (przynajmniej jak na mnie).

Klęska pierwsza - wymyśliłem sobie ciekawy temat badań, praktycznie samograj, zajęcie na dłuższy czas. I co? To, co mi się już kilka razy zdarzyło wcześniej. Ktoś wpadł wcześniej na ten sam pomysł. Dużo wcześniej. Znalazłem w Sieci patent z 1962 roku, w którym wzmiankowany jest mój pomysł. Co prawda nie jako przedmiot patentu, ale to niewiele zmienia. Teraz może poświęcę nieco czasu na grzebanie w literaturze naukowej, próbując ustalić, czy temat jest ostrzelany całkowicie, czy są jeszcze jakieś niezbadane obszary, gdzie mógłbym podziałać.

Mam jeszcze co najmniej dwa inne pomysły, ale znając moje szczęście, te też już są ostrzelane. Na razie nie sprawdzałem. Trzeba sobie dawkować złe wiadomości.

Klęska druga - w Auchan nie ma mąki żytniej pełnoziarnistej. Bieda z nędzą. Dotychczas kiedy brakowało tej jednej, którą zawsze kupowałem, zawsze była inna. Dwa razy droższa, ale pal diabli, nie zużywam jej tyle, żeby mnie to miało zrujnować. A tym razem ani jednej, ani drugiej. Wymiotło. Poważnie myślę nad tym, żeby jakąś większą ilość kupić sobie przez Internet, ale koszt od razu się podwaja, bo transport kosztuje niemal tyle, co sama mąka. Kiedyś myślałem, żeby sobie kupić żyta i samemu mielić, ale chyba ten pomysł definitywnie odłożyłem do lamusa.

Tym razem wziąłem mąkę żurkową. Najwyżej chleb będzie bielszy.

Co jeszcze? Nic ważnego. Szukam siebie. Nieustannie. Może tym razem z sukcesem. Nie wiem tylko, czy się ucieszę, jak się znajdę. Znajdują mnie za to inni ludzie. Na NK. Ludzie, których nie kojarzę. Pewnie oni kojarzą mnie, skoro wysyłają mi zaproszenia. Nie odrzucam ich, ale i nie przyjmuję. Przynajmniej dopóki nie dowiem się, skąd się znamy. Nie jestem kolekcjonerem znajomych, a i z grona tych, których już mam na liście, też bym trochę osób wykluczył.

Dziennik odręczny nadal piszę, choć dość rzadko. Nie znajduję w jego pisaniu tego, co kiedyś. Szkoda, bo to mnie dopingowało, żeby do tego wrócić. Mimo to nie zamierzam przestać. Nawet jeśli tamto, co czułem kiedyś pisząc, nie wróci.

Tagi: roman j
00:09, roman_j
Link Komentarze (14) »
środa, 21 października 2009

Życie się jakoś toczy do przodu. Dni mijają, czasem mam wrażenie, że za szybko, kiedy kładę się wieczorem spać i robię rachunek sumienia spraw, których nie załatwiłem. Są to zwykle takie sprawy, które można odłożyć na później bez przykrych konsekwencji, bo dotyczą zaspokajania potrzeb własnych lub wywiązywania się ze zobowiązań podjętych wobec siebie.

Nawiązując do dylematu z jednej z poprzednich notek doszedłem do wniosku, że nie będę kontrowersyjny. Przynajmniej nie tym razem. No może trochę, bo napiszę, że chciałem się podzielić swoimi wątpliwościami związanymi z niejakim cudem w Sokółce. Dla tych, którzy nic o tym jeszcze nie słyszeli (wydaje mi się, że media są w tej akurat sprawie wyjątkowo wstrzemięźliwe), napiszę tylko, że cud polega na tym, że wyrób piekarniczy w niewyjaśniony zamienił się w wyrób garmażeryjny. Podobno na skutek tej zamiany natychmiast nawrócił się jeden lekarz badający ten cud. No cóż, widocznie był człowiekiem małej niewiary.

A skoro mowa o lekarzach i wierze, to w dzisiejszym odcinku "Dra House'a" były nawiązania do tego tematu. Dziwne, ale coraz mniej rozumiem, o co chodzi w tym serialu. Początkowo bardzo mi się podobał, ale teraz gubię się w gąszczu wzajemnych relacji bohaterów i zaczyna mnie męczyć ich odszyfrowywanie. Może nie powinni kręcić kolejnych odcinków, bo chyba zaczyna im brakować pomysłów na utrzymanie klimatu?

Odebrałem dziś książeczkę GOT z oddziału PTTK. Mam małą brązową odznakę. Niewiele, ale kolejny kroczek zrobiłem. A wczoraj dostałem pocztą pudło z gadżetami ze zjazdu przodowników TP w Jaworze, na który nie dojechałem. Zapłaciłem, więc mi się należały. Nie wiem tylko teraz, co z tym robić? Przysłali mi m.in. kolejną smycz i kolejny kubek. Czy tym, którzy to przygotowują, wydaje się, że to jest naprawdę taka atrakcja? Jeszcze trochę i z kubków będę mógł zrobić wystawę, a ze smyczy utkam jakiś kilim na ścianę. W miarę rozsądnymi upominkami-pamiątkami wydają mi się notatniki i długopisy, bo te się przynajmniej zużywają. Ale na co mi te kolejne kubki, jeśli na co dzień piję kawę z jednego i tego samego od wielu lat? Wyrzucić to wszystko mi szkoda, bo są to rzeczy nowe i użyteczne. No i z drugiej strony zawsze to jednak jakaś pamiątka. Może za 30 lat wzruszę się na widok takiego kubka i przypomnę sobie imprezę sprzed 30 lat (na której zresztą nie byłem)? Tylko że za 30 lat mogę się do tego kubka nie dogrzebać wśród sterty innych, którymi mnie w międzyczasie zasypią organizatorzy takich imprez.

wtorek, 20 października 2009

Dzisiaj przed pójściem na zajęcia postanowiłem wyskoczyć do sklepu po zakupy. Ubrałem się więc szybko w sweter przewieszony od kilku dni na oparciu krzesła stojącego pod ścianą. Nie przyglądałem mu się bliżej podczas zakładania, ale kiedy podniosłem lewą rękę, zauważyłem kątem oka, że coś odstaje od rękawa.

Pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła, była taka, że musiałem kiedyś przez nieuwagę rozerwać sweter, a to, co odstaje, to kawałek oddartego materiału. Jednak po chwili rzuciłem okiem wprost na to coś i ze zdumieniem skonstatowałem, że to... motyl. Jakby tego było mało, to był jak najbardziej żywy motyl. Rusałka pawik (Inachis io). Drżał w drobnych spazmach na moim ramieniu.

Nie bardzo wiedziałem, co z nim zrobić. Po chwili namysłu wziąłem go delikatnie palcami za skrzydła (wtedy nieco się ożywił, bo dotąd tylko drżał wczepiony w materiał swetra) i uchyliwszy wcześniej drzwi balkonu puściłem go. Obawiałem się, że pacnie na posadzkę i tak zostanie, ale on od razu, kiedy tylko poczuł, że jest wolny, odleciał.

Długo pewnie w tej temperaturze nie pożyje. Ale z drugiej strony to nie jest już chyba pora na motyle. I tak miał szczęście, że nie zainteresowała się nim wcześniej kocica, bo skończyłby jako jej wytworna przekąska.

Tagi: roman j
14:15, roman_j
Link Komentarze (10) »
niedziela, 18 października 2009

Dobrze, że są komentarze, bo kiedy człowiek nie ma melodii do pisania nowych notek, to przynajmniej odpowiadając na komentarze można dać znak życia. A nowe notki jakoś nie chcą powstawać. Myślę, że głównie z braku czasu, bo pomysłów już kilka było, ale się rozmyły.

Naszło mnie ostatnio na to, żeby prowadzić higieniczny tryb życia, co w moim konkretnym przypadku oznacza chodzenie spać o rozsądnej porze. Niestety, taki tryb życia oznacza, że zwykle na coś zabraknie czasu. Najczęściej także na blog.

Zauważyłem podczas ostatniej wizyty na moim blogu turystycznym, który zapadł na dobre w sen zimowy, z którego być może się już nie obudzi, zaskakującą aktywność czytelników 14 i 15 października. Miałem w te dni rekordową liczbę odwiedzin od samego początku istnienia tamtego blogu. Sprawa szybko się wyjaśniła. Wszystko przez... powódź na Żuławach. Ja co prawda o tej powodzi nie napisałem tam chyba ani słowa, ale wśród słów kluczowych, któe tego dnia kierowały czytelników na mój blog turystyczny dominują słowa "powódź" i "Nowy Dwór Gdański". I tak oto natura zafundowała mojemu blogowi dzień chwały. Niezasłużonej zresztą.

Mam pomysł na nieco bardziej konkretną notkę. Ale bardzo kontrowersyjną. I zastanawiam się, czy ją tutaj zredagować, czy jednak sobie odpuścić. Nie wiem, czym mam dość siły, żeby się zmierzyć ze skutkami jej publikacji. Chyba nie.

Tagi: roman j
08:49, roman_j
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape