O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS
piątek, 22 maja 2015

Tak na gorąco, zaraz po powrocie ze stolicy, podzielę się myślą, jaka kiełkuje w mojej głowie od kilku dni. To, co się stanie w niedzielę, jest wielką niewiadomą. Kto wie, czy nie największą w ciągu ostatnich 25 lat. Ponieważ niekoniecznie sprawy pójdą w kierunku, w jakim bym sobie tego życzył, postanowiłem się oswajać z odmienną sytuacją. Tak na wszelki wypadek.

Planów żadnych na tę okoliczność nie robię. Frustracji wyładowywać fizycznie nie będę. Może napiszę jedynie kilka kąśliwych uwag w tym blogu pod adresem wyborców "Dudusia", którego ponoć ochrzczono już innym pseudonimem - Gumiś. Akurat jeśli ja z tej bajki miałbym wybrać postać, to byłby raczej Tołdi z jego Księciuniem.

W każdym razie, świat się nie zawali, jeśli wygra ten kandydat, z którym absolutnie nie jest mi po drodze: plastikowy populista, który nie tylko mówi to, co jego prezes, ale nawet tak, jak on zupełnie jakby nie miał swojej własnej osobowości. Słońce na drugi dzień wzejdzie, ptaki będą śpiewały, koty będą łapały myszy, a psy obsrywały trawniki. I ja też będę żył jak dotąd. Przynajmniej tak długo, jak się da.

Ale mój wpis nie jest bynajmniej dowodem niewiary w zwycięstwo rozsądku w naszym społeczeństwie. Absolutnie. Ale przy takiej niewielkiej różnicy w poparciu o ostatecznym zwycięstwie decydować mogą naprawdę drobiazgi i niestety, żadnego scenariusza wykluczyć nie można. Dlatego jako człowiek rozsądny, muszę liczyć się z oboma. I zawczasu się przygotować na oba.

A na koniec będzie optymistyczny akcent. Jednak moje zdanie o młodych było nadmiernie krytyczne. Wracając dziś pociągiem siedziałem obok trójki młodych ludzi, na tyle młodych, że to pewnie będą ich pierwsze wybory. I chcąc nie chcąc słuchając ich dyskusji dowiedziałem się, że nie tylko na pewno pójdą na wybory, ale też nie wyobrażają sobie, żeby w nich nie wygrał Komorowski. Choć to była tylko trójka przypadkowych młodych ludzi, to jednak podbudowałem się. Jeśli ta trójka nie dała się wziąć na lep populistycznych obietnic pana D. i zamierzają dać mu odpór w niedzielę, to może jest takich więcej. :)

Tagi: roman j
22:44, roman_j
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 maja 2015

Zrobiłem sobie test preferencji wyborczych na stronie Latarnika. Test trochę spóźniony, bo zrobiony po pierwszej turze, kiedy zostało już tylko dwóch spośród kandydatów. Zwycięzca mojego rankingu mnie nie zaskoczył, choć kilka zaskoczeń było. Ale o tym niżej. Oto moje wyniki:

73% - Janusz Palikot
67% - Paweł Tanajno
67% - Magdalena Ogórek
60% - Paweł Kukiz
60% - Bronisław Komorowski
57% - Adam Jarubas
52% - Jacek Wilk
44% - Marian Kowalski
38% - Andrzej Duda
37% - Janusz Korwin-Mikke
22% - Grzegorz Braun

To, że Janusz Palikot zajął pierwsze miejsce, nie dziwi mnie, bo mam podobne do niego poglądy. Mimo to, nie zagłosowałem na niego i raczej nie zrobię tego w przewidywalnej przyszłości. Dlaczego? Z kilku powodów. Wymienię je w kolejności przypadkowej. Przede wszystkim jego styl uprawiania polityki mi nie odpowiada. Za dużo w nim "fajerwerków" i samokreacji, a za mało skutecznych posunięć. Już porażka komisji Przyjazne Państwo mnie do niego częściowo zniechęciła. A potem było tylko gorzej. Poza tym człowiek, który dopuścił do roztrwonienia tak dużego poparcia, jakie uzyskał w poprzednich wyborach, nie zasługuje na moje poparcie.

Pierwsze zaskoczenie, to drugie miejsce. Widocznie mamy podobne poglądy, ale z tym panem też mi zdecydowanie nie po drodze. Poszukiwanie kandydatów na radnych przez rozsyłanie spamu mailem, to jedna z wielu rzeczy, która tę kandydaturę, i stojącą za nim organizację, przekreśla w moich oczach.

Mizeria na trzecim miejscu w zasadzie nie dziwi, a dowodzi, że kandydatka chyba tak bardzo się od SLD nie odkleiła, jak się wydawało. Nie mam nic przeciwko kobietom w polityce i chciałbym, żeby było ich więcej, ale na Barbie z doktoratem nie zagłosuję. Chyba, że byłby to doktorat z nauk ścisłych. ;)

Równy poziom zgodności moich poglądów z poglądami Komorowskiego i Kukiza był dla mnie największym zaskoczeniem! Jak to jest, że ten drugi tego pierwszego tępi, choć pozornie jest neutralny? Nie wiem, czy te 60% uciułało się z odpowiedzi na te same pytania, czy na różne, ale sprawdzać nie będę. Tutaj nie mam wątpliwości na kogo mogę oddać głos, a kto jest efemerydą. Polska polityka to nie scena w Jarocinie, panie Kukiz. Poza tym Kukiz chce (chciał?) współpracy z Korwin-Mikkem, co mnie bardzo dziwi, biorąc pod uwagę, jak ich pozycję rozjechały się w moim zestawieniu. Co ich właściwie łączy? Apetyt na władzę?

Trochę zdziwiony jestem tymi 57% zgodności z Jarubasem, bo jak go słuchałem, to mi się czasem nóż w kieszeni otwierał. Na pewno różni nas pogląd na KRUS. Poza tym od kiedy Piechociński próbuje wchodzić w łaski Rydzyka, PSL jeszcze mniej mi się podoba niż zwykle. Tego pana więc mimo tych 57% nie poparłbym.

Dwóch kolejnych pozycji nie kojarzę, więc nie skomentuję.

Z Dudą, jak widać, niewiele mnie łączy. Zaskoczenia nie ma. Podobnie jest z Korwin-Mikkem i z Braunem. Może jedynie dziwi mnie, że te wyniki nie są co najmniej dwa razy niższe. Ale może coś wspólnego mamy?

Podsumowując, czekam na bardziej skutecznego i mniej kontrowersyjnego polityka, który przejąłby schedę po Palikocie i odbudował poparcie wobec jego programu. Wiem, że nie tylko ja czekam. A na razie nie zamierzam się na politykę obrażać i nie iść na II turę. Wręcz przeciwnie. Pójdę i zagłosuję na kandydata, z którym łączy mnie, jak widać, zdecydowanie więcej, choć nie jest to wybór moich marzeń i chodzi nie tylko o poglądy.

Tagi: roman j
09:55, roman_j
Link Dodaj komentarz »

Dziś kilka słów o tym, co mnie ostatnio irytuje, choć powinno mnie irytować od dawna, bo nie jest to zjawisko nowe. Może "zapalnikiem" mojej reakcji jest to, co się ostatnio dzieje w tym kraju, a co może wkrótce sprawić, że to zjawisko, a może raczej ta postawa, będzie wyznaczała trendy krajowej polityki przez najbliższe lata. Trendy, które zaprowadzą nas do ślepego zaułka.

Ale o co chodzi? O roszczeniową postawę, głównie naszej młodzieży, choć uczciwie muszę przyznać, że nie tylko młodzieży oraz że nie wszystkich jej przedstawicieli. Wygląda jednak na to, że jest problem z młodym pokoleniem. Zostało ono przez swoich rodziców wychowane na roszczeniowe niemoty.

Nie chcę się tutaj wymądrzać, o dziwo, dlaczego tak się stało, choć mam na ten temat jakieś zdanie. Wolę oddać głos w tej sprawie komuś, kto opisał to lepiej, niż jak bym to obecnie zrobił. List, który można przeczytać w całości tutaj, porusza nie tylko ten temat, któremu poświęcam dzisiejszą notkę. Ponieważ nie wiem, czy jest dostępny dla wszystkich czytelników, czy tylko dla prenumeratorów, więc poniżej cytuję te jego akapity, które tematycznie do mojej notki pasują (podkreślenia są ode mnie), choć zostawiłem też ostatni akapit, bo może do kogoś przemówi.

Zanim jednak przejdę do cytowania treści listu, wkleję kawałek, który dziś znalazłem na FB udostępniony przez Z. On jest krótszy i chyba ważniejszy niż ten list, dlatego daję mu pierwszeństwo. Może ktoś go sobie weźmie do serca...

Dyrektor uczelni Northland John Tapene przekazał następujące słowa od sędziego, który ma regularnie do czynienia z młodzieżą: "Zawsze słyszymy skarżącą się młodzież – co mamy zrobić, gdzie mamy iść ?"
Moja odpowiedź brzmi: idź do domu skoś trawnik, umyj okna, naucz się gotować, zbuduj tratwę, znajdź pracę, odwiedź kogoś chorego, ucz się swoich przedmiotów, a jak już skończysz, przeczytaj książkę. Od Twojego miasta nie należy ci się centrum wypoczynkowe, ani Twoi rodzice nie są ci winni zapewniania rozrywek.
Świat nie jest Ci winien warunków do życia, to od Ciebie należy się coś światu. Możesz oddać mu swój czas, siły i talent, żeby nikt już nie szedł na wojnę, nie był chory ani nigdy więcej samotny. Innymi słowy dorośnij, przestań się użalać nad sobą, wyjdź ze swojego świata marzeń i wypracuj sobie mocny „kręgosłup”, a nie listę życzeń. Zacznij zachowywać się jak odpowiedzialna osoba.
Jesteś ważny i potrzebny. Jest za późno żeby siedzieć i czekać, aż ktoś kiedyś coś zrobi.
„Kiedyś” jest teraz a ten ktoś to TY!”

A teraz fragmenty z podlinkowanego wcześniej listu. Życzę, przewrotnie, niemiłej lektury. :)

Nasłuchawszy się wczoraj do upojenia relacji TVN24 ze spacerów kandydatów na prezydentów, doszłam do wniosków, które przeraziły mnie samą.

Prezydent jest obwiniany o wszystko. O to, że żona jednego pana oskarżyła go o pedofilię i widuje się z córką tylko 2 godziny w tygodniu. O to, że jedna pani jest inwalidką od urodzenia i jest jej ze wszystkim ciężko, co dobrze rozumiem, ale to nie jest wina prezydentury kogokolwiek. O to, że młodzian po studiach (przypuszczam, że modny kierunek marketing i zarządzanie, bo każdy by wolał zarządzać, to oczywiste ) nie jest w stanie sobie zaraz po tychże studiach znaleźć tak satysfakcjonującej finansowo roboty, żeby go było od razu stać na wszystko, oraz o dziesiątki coraz bardziej niedorzecznych rzeczy.

Wysłuchałam tego wszystkiego po wielekroć, bo dziennikarze chyba dostają niezwykłego wzbudzenia, gdy widzą, jak jakiś smarkacz wydziera się na Prezydenta, i puszczają to co pół godziny, więc wysłuchałam i zadumałam się smętnie nad mizerią umysłową Polaków... Na całym świecie ludzie biorą kredyty i szukają lepszej roboty. Tylko u nas niebożęta są tym zdruzgotane... Zgroza! My Polaki - nieboraki.

Ciekawe, co by powiedział ten chłopiec, gdyby w Polsce, tak jak na przykład w USA albo Wielkiej Brytanii, studia były płatne i gdyby nie miał zamożnych rodziców i już w wieku 18 lat musiałby brać kredyt na te studia, po ich zakończeniu nie znalazłby od ręki fantastycznej pracy na wysokim stanowisku, spłacając jeszcze kredyt za studia musiałby wziąć następny na kupno mieszkania lub je wynajmować (w USA dwudziestopięciolatek mieszkający z rodzicami, którzy go karmią i ubierają, to ktoś, kogo nie weźmie żadna dziewczyna, bo jest to podejrzany cudak).

Mój Boże, taki młody człowiek chyba nie dałby rady!

Beata Szydło, jak zwykle ze ściśniętymi szczękami, drwi ze spacerów urzędującego Prezydenta. To ja, bez ściśniętych szczęk, zadrwię ze spacerów Dudy i jego serdecznej troski, z jaką pochyla się nad codziennymi kłopotami Polaków, jak ten Janosik nie przymierzając, jak ten troskliwy ojciec narodu, któremu serce wyje z rozpaczy, gdy widzi, że młody człowiek jest zmuszany do wzięcia kredytu!

(...)

Duda naprawi wszystko, inwalidzi wstaną z wózków, wredne żony okłamujące sądy nie znajdą wiary i zostaną odesłane do ciężkiej cholery, ubranka dziecięce będą fantastycznie tanie, studenci nie będą musieli wyjeżdżać w wakacje na roboty do Norwegii, tylko będą się byczyć trzy miesiące na garnuszku mamusi, a młody człowiek mający pierwszą pracę od ręki za gotówkę kupi mieszkanko, zaraz potem fajne autko, jak już to będzie miał, to natychmiast znajdzie superdziewczynę, z którą na pierwszy urlop pojedzie na Karaiby! Bo tak jest na świecie według dużej części Polaków, a że w Polsce tak nie jest, to jest oczywista osobista wina Komorowskiego.

Kiedyś, w swojej karygodnej naiwności, sądziłam, że jak dorośnie młode pokolenie urodzone po 1989 roku, ludzie niepamiętający komuny, ludzie niepamiętający, że wyjazd do Norwegii na saksy w wakacje był wielką radością, ludzie mający dostęp do wszystkiego, co jest zrobione na świecie, i do wszystkiego, o czym się na świecie mówi i pisze, ludzie, którzy podróżują i znają języki, więc rozmawiają z mieszkańcami innych krajów i wiedzą, że wszędzie życie wiąże się również z ciężką pracą czy przeróżnymi kłopotami życiowymi, sądziłam, że ci młodzi ludzie nie będą sierotami po komunie z roszczeniowym podejściem do kraju.

Niestety, myliłam się okrutnie. Roszczeniową postawę wobec własnego Państwa wyssali z mlekiem matek i przyswoili dwadzieścia lat, wysłuchując od ojców, jak to "Państwo ma dać", "Państwo mnie okrada", "Wszędzie sitwa i złodzieje", "Podatki za wysokie!" i tym podobnych utyskiwań.

Nawet taki laik ekonomiczny jak ja wie, że budżet państwa to niemal to samo co budżet domowy, tylko w skali makro, co się do niego włoży, to się z niego wyjmie. Niestety, młode pokolenie w dużej części tego nie wie i traktuje Państwo tak, jak traktowali rodzice PRL, czyli jako opresanta, złodzieja, kogoś, kto powinien tak wszystko regulować, żeby każdy miał prawo do wszystkiego. Frazesy, banały, nierealne obietnice, żerowanie na nieszczęściach obywateli - tak, to jest wielka ohyda.

Wobec tego tu nie przyjmie się nigdy piękne hasło J.F. Kennedy'ego: "Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju".

(...)

Jest masa młodych ludzi z grupy wiekowej wyborców - kukizowców, którzy jednak posługują się rozsądkiem i nie są wychowani w negacji wszystkiego oraz nie wyssali z mlekiem matek postkomunistycznej, roszczeniowej postawy. To są np. moje dzieci czy przyjaciele moich dzieci, czy dzieci moich znajomych i przyjaciół. Młodzi, rozsądni ludzie, choć często dziwacznie ubrani, słuchający dziwacznej muzy, mówiący własnym językiem, mający własne, często też dziwaczne pragnienia i życiowe plany. Ale wciąż posługujący się rozsądkiem, inteligentni, weseli, dowcipni.

My, wyborcy Komorowskiego, "dewianci" jak ładnie nas określił jeden z dziennikarzy "wyklętych", czy "osoby o niskiej inteligencji", jak był łaskaw powiedzieć sam Prezes, jesteśmy pięknoduchami z zasadami, nie bardzo potrafimy zachowywać się żenująco i prostacko. Duda i to "wygrywa".

(...)

Najbardziej eksponowanym niusem dnia jest młody człowiek, o którym już pisałam, piskliwie uskarżający się, że musi w wakacje jechać popracować do Norwegii.

(...)

Polska to nie scena w Jarocinie, jak wydawało się Kukizowi, to nie sitwa złodziei i nierobów, którą należy wystrzelać, jak sądzi Korwin, Polska także nie zasługuje na eksperymentowanie z technicznym Prezydentem, którego każde posunięcie będzie sterowane przez Jarosława Kaczyńskiego, którego oderwanie się od rzeczywistości i przebywanie głównie w świecie własnych urojeń, fobii, traum i marzeń o zemście jest widoczne gołym okiem od wielu lat.

Nie tylko ja kocham Polskę i zależy mi na jej dobru. Zróbmy coś z tym. Wybory to nie jest zabawa, zwłaszcza w tak niepewnej sytuacji, jaka jest obecnie w Europie. Nie można zgodzić się na niesłychanie niebezpieczne eksperymenty na kraju.

Idź na wybory i zagłosuj mądrze.

niedziela, 10 maja 2015

Obejrzałem wyniki i idę spać raczej spokojny. Prawie nic mnie nie zaskoczyło. Może jedynie to, że alter ego Kaczyńskiego wziął więcej głosów niż obecny Prezydent. Ale przy tak wysokim wyniku sfrustrowanego rockmana tak się stać musiało. Kukiz, jak przewidywałem, przejął schedę po Palikocie. A że w czasie wieczoru wyborczego udowodnił, że na swój udział w polityce nie ma żadnego pomysłu poza robieniem zamieszania, więc wróżę mu, po raz kolejny, wysoki wynik w najbliższych wyborach parlamentarnych i polityczny niebyt za kolejne 4 lata. Ogórek? Mizeria. Ale czego można się było spodziewać po tak plastikowej postaci? SLD powinna wystawić Joannę Szenyszyn, jeśli chciało mieć kobietę jako kandydatkę. Jestem pewien, że uzyskałaby 2-3 razy więcej głosów.

Ponoć najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, więc być może za dwa tygodnie będę musiał przyznać, że się pomyliłem. Ale zaryzykuję i napiszę, jak widzę wynik za dwa tygodnie. Moim zdaniem Duda osiągnął maksimum tego, co mógł. Komorowski tymczasem ma rezerwy. I zakładam, że wynik pierwszej tury te rezerwy zmobilizuje do poparcia go w drugiej turze. No chyba, że komuś marzy się powrót IV RP i Kaczyńskiego sterującego prezydentem z tylnego siedzenia. Przy takim obrocie spraw ja się zacznę przygotowywać do emigracji.

A propos tego ostatniego, to w czwartek lub piątek rano słuchając radia TOK FM dowiedziałem się ciekawej rzeczy. Otóż w tej chwili na emigracji przebywa około 2,2 mln Polaków. Tymczasem w roku 2007, kiedy PO przejmowała władzę, było ich 70 tys. więcej i był to rekordowy wynik. Czyli nieprawdą jest, co twierdzi PiS, że to za rządów PO nasi rodacy wyjechali z Polski. Wyjechali wcześniej. I może znowu zaczną, jeśli PiS przejmie władzę.

22:58, roman_j
Link Komentarze (1) »
sobota, 09 maja 2015

Mamy ciszę przedwyborczą, a ja nie zdążyłem napisać, na kogo będę głosował i dlaczego. A może też dlaczego nie będę głosował na kogoś innego. Ale nic to. I tak to, co bym napisał, nie miałoby żadnego wpływu na wyniki, a podzielenie się swoimi przemyśleniami na ten temat nie jest dla mnie jakoś bardzo istotne.

Ale trochę do wyborów nawiążę. Przy okazji innego tematu. Dziś przeczytałem w internecie o zbrodni, jaką popełniło dwóch 16-latków na babci i kuzynce jednego z nich (ta druga żyje). Morderstwo nie pierwsze i nie ostatni, o którym czytam. Nie pierwsze też w rodzinnym kręgu. Zdaje się, że nawet większość morderstw popełniana jest w kręgu bliskich i znajomych sprawców.

Media oczywiście już temat podjęły, o czym przekonałem się oglądając wiadomości. Czyli wszystko jest jak zwykle. Podobnie, jak komentarze, które pojawiły się w internecie pod artykułem. Nie muszę ich nawet cytować, bo są tak przewidywalne, że gdybym czytał je regularnie, to z pamięci potrafiłbym powiedzieć, co będzie napisane pod kolejnymi takimi doniesieniami. I tak jak niezmienny jest ton tych komentarzy, tak niezmienne jest moje zdanie, że ludzie nie myślą, jak je piszą. Oczywiście winny tej zbrodni jest aktualny rząd, łagodny kodeks karny i wymiar sprawiedliwości, który cacka się z przestępcami. Dużo jest, mniej lub bardziej zawoalowanych, żądań przywrócenia uśmiercania sprawców poważnych przestępstw, a także nawoływań do surowego karania sprawców. A ja się pytam, po co to?

Nie, nie kwestionuję sensu karania sprawców przestępstw, ale zastanawiam się, jaki to cel chcieliby osiągnąć komentujący środkami, które proponują? Jeśli chodzi o to, żeby zapobiegać takim zbrodniom w przyszłości, to przenosimy się z rzeczywistości do świata utopii. To wierutna bzdura, że surowe kary pozwalają wytrzebić przestępczość. Surowe kary, w tym uśmiercanie sprawców, mają głównie dwa skutki, które dają się łatwo wykazać: wyższe koszty funkcjonowania więziennictwa i zwiększoną, choć znikomo, śmiertelność (wśród skazanych). Pozostałe są co najmniej dyskusyjne.

Jest za to bardzo prosty i logiczny dowód na to, że surowy kodeks karny nie prowadzi do skutków, jakie chcą osiągnąć jego zwolennicy. Gdyby surowe kary, w tym uśmiercanie przestępców, działały, to wymiar sprawiedliwości nie miałby nic do roboty. Tymczasem w USA i Chinach wciąż uśmierca się przestępców i jakoś nie widać nieustającego trendu spadkowego w liczbie popełnianych morderstw. A w Indonezji, w której uśmierca się za przemyt narkotyków, niedawno rozstrzelano ośmioro cudzoziemców (miejscowych pewnie uśmierca się i więcej, i częściej, ale to nie jest ciekawy temat dla mediów).

Takie samooszukiwanie się ludzi co do sposobów prowadzących do upragnionych celów dotyczy nie tylko przestępczości. Problem ten dotyka ludzi na wielu polach. Na przykład w polityce. Ostatnio jej nową gwiazdą jest człowiek, którego napędza chyba opóźniony kryzys wieku średniego. Ma on na istnienie w polityce tylko jeden pomysł, panaceum na wszystkie bolączki. I chociaż w ostatni piątek życie dobitnie pokazało, że wprowadzenie tego pomysłu w życie w Polsce doprowadzi dokładnie do przeciwnego skutku, niż człowiek ten oczekuje, to on się tym nie zraża. Najwyraźniej żyje w swoim świecie.

Ale skąd w takim razie wziął się fenomen jego popularności? Tu wyjaśnienie jest proste jak końcówka cepa: zagospodarował frustrację części społeczeństwa, bo sam będąc sfrustrowany (i naturalnie to okazując) stał się dla tej części wiarygodny. Ale nie jest pierwszy i nie będzie ostatni. Nie będę sięgał wcześniej, ale z tych nie tak dawnych czasów to najpierw był Lepper i jego Samoobrona, potem pałeczkę przejął Palikot i jego Ruch. Ponieważ gwiazda tego drugiego się wypaliła, więc pojawił się kolejny w sztafecie. Moim zdaniem poświeci on na politycznym firmamencie jakieś 4-5 lat i po tym czasie jego także ktoś zmieni. A tego znów ktoś inny i tak to się będzie toczyć.

Jeśli człowiek ten stworzy jakieś ugrupowanie, żeby wejść do nowego parlamentu, to wróżę mu w jesiennych wyborach przyzwoity wynik. Nawet może kilkanaście procent. Ale to będzie jego łabędzi śpiew. To będzie jego ostatni sukces polityczny i początek jego końca. Podzieli los Leppera (los polityczny oczywiście) i Palikota, więc mnie on już nie obchodzi. Bardziej interesuje mnie teraz, kto będzie kolejnym w tej sztafecie. I to jest dopiero ekscytujące! :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape