O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze
Kategorie: Wszystkie | Cytaty | Darmstadt | KNKWG | Konkurs | Mapka | Mądrości Romana | OWRP | Turystyczne
RSS

Darmstadt

sobota, 03 lutego 2007
Wiosna idzie, a kiedy idzie wiosna i dzień staje się coraz dłuższy, wtedy nieodmiennie czuję wiatr wiejący z Zachodu. Wiatr wspomnień. Wieje z historycznej stolicy Hesji - Darmstadt, w której spędziłem pięć wspaniałych miesięcy na ostatnim roku studiów.
Bardzo miło wspominam mój pobyt tam. Mimo, że nie zawsze było różowo i że właściwie byłem tam sam jak palec. No może niezupełnie sam, ale nie miałem nikogo, do kogo mógłbym się odezwać po polsku. Miał do mnie przyjechać brat przy okazji odwiedzin u swoich znajomych w Niemczech, ale się do nich wtedy nie wybrał. Miał do mnie przyjechać A., ale mimo kilkakrotnie składanych obietnic, nie przyjechał. A ja do końca miałem nadzieję, że jednak mnie odwiedzi i nawet układałem sobie w głowie, co koniecznie muszę mu pokazać, o czym opowiedzieć, gdzie zaprowadzić.
Pokazałbym pewnie kota w ogrodzie z truskawkami, którego widywałem wracając wieczorami z dworca w Dieburgu do akademika. Pomnik lwa z wbitą w serce złamaną strzałą, który, choć oglądany codziennie, zawsze przyciągał robił na mnie wrażenie. Waldspirale - dom jak żywcem wzięty z bajki zaprojektowany przez Hundertwassera (można go obejrzeć na tym zdjęciu z Wikipedii: Leśna Spirala w Darmstadt). Przedstawiłbym Knuta, czyli mojego opiekuna, któremu siedziałem na głowie praktycznie przez cały czas, kiedy nie miałem zajęć i który szlifował przy mnie swój angielski, bo rozmawiałem z nim tylko w tym języku. Pokazałbym z daleka profesora Graubnera, postrach studentów i pracowników Instytutu Konstrukcji Żelbetowych. Poszlibyśmy na osiedle akademików na Karlshofie, gdzie przewaletowałem prawie trzy tygodnie zanim nie przeniosłem się do Dieburga. Zaprezentowałbym też ciasną i skromną, ale własną kwaterę na 15-tym piętrze akademika FH w Dieburgu, gdzie na wizytówce przy drzwiach napisałem pod swoim imieniem i nazwiskiem: „Technische Universität Warschau; zeitweilig - TU Darmstadt”. Pokazałbym to wszystko, ale nie miałem komu.
A teraz chciałbym znów tam pojechać; chociaż na kilka dni. Zobaczyć znowu Luisenplatz, Schloß, dworzec (zapewne już dawno wyremontowany), akademiki na Karlshofie, blokowisko Kranichstein, ogród na Marienhöhe. Chciałbym napić się nieklarowanego piwa przy „długim Ludwiku”. Zajrzeć do zoo, którego nie miałem okazji zwiedzić. Pospacerować, powspominać, poodychać tamtym powietrzem.
Tyle wspomnień... Mógłbym o tym wszystkim pisać, pisać i pisać. I pewnie będę to robił. Miło będzie przy okazji wszystko to sobie jeszcze raz przypomnieć. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape