O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: haft krzyżykowy

niedziela, 25 stycznia 2015

Miałem ochotę napisać coś o minionym tygodniu, ale jakoś mi się nie chciało do tego zabrać. Dlatego postanowiłem zamiast słów użyć obrazu. A raczej obrazka. Poniżej uwieczniłem kawałek rękodzieła, nad którym obecnie pracuję. Choć nie tylko nad nim, bo tak już mam, że lubię kilka rzeczy robić jednocześnie, żeby nie popaść w nudę. Ale to akurat jest kawałek dość bliski końca, więc ten sfotografowałem.

Zakładka

Początkowo ten kawałek rękodzieła nie bardzo mi się podobał. A może raczej mój stosunek doń był skomplikowany i na różnych etapach różny. Ostatecznie jednak, kiedy pokazałem to na żywo B., której to po zakończeniu sprezentuję, ta się tak tym zachwyciła, że i mnie się zaczęło to trochę podobać. Tak to już chyba jest, że kiedy komuś, kogo darzymy sympatią, coś się podoba, to i nam łatwiej przychodzi to polubić.

Tak przy okazji prezentacji tego nieskończonego kawałka rękodzieła zgadało się z B., że jednej z jej koleżanek bardzo spodobało się wykonane przeze mnie biscornu. I padło pytanie, czy zrobiłbym takie komuś za pieniądze. Odpowiedź brzmi "tak, ale...". Są dwa "ale". Po pierwsze, nie podam żadnego terminu, bo nie lubię się w takich sprawach wiązać terminami. Co nie oznacza, że nie rzucę wszystkiego innego i nie wezmę się najpierw za takie zlecenie. Po drugie, musimy się dogadać co do ceny. Na pewno ja za coś takiego muszę wziąć równowartość materiałów plus jakieś wynagrodzenie za pracę, na które mam nawet opracowany algorytm. Sęk w tym, czy komuś taka kwota wyda się możliwa do zaakceptowania.

Wiem na pewno, że nie mogę wziąć za to tyle, ile musiałbym brać, żeby się z takiego rękodzieła utrzymać. Ale mam pewną minimalną stawkę, poniżej której nie chciałbym schodzić. I teraz w tym cały jest ambaras, jak pisał poeta, żeby dwoje chciało na raz. Stąd w powyższej sprawie stanęło na tym, że najpierw B. ma zapytać swoją koleżankę, o ile jest nadal zainteresowana, ile byłaby skłonna zapłacić za coś takiego, a potem ja sobie to przeliczę i dam odpowiedź, czy jestem skłonny za taką kwotę się tym zająć. Nie jestem dogmatyczny, jeśli chodzi o wycenę. Zwłaszcza, że to zajęcie sprawia mi też przyjemność, którą trudno wycenić w brzęczącej monecie. :)

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

W jednej z wcześniejszych notek wspomniałem o wizycie w skansenie w Klukach, gdzie byłem świadkiem powstawania różnych form rękodzieła. Wcześniej jednak, zanim jeszcze ruszyliśmy na zwiedzanie skansenu, weszliśmy do sklepiku, gdzie można było kupić różne rękodzielnicze wyroby. I nie tylko, bo asortyment składał się też z pamiątek, które powstały w wyniku przemysłowej produkcji. Moją uwagę przyciągały, z oczywistych względów, te pierwsze.

Szczególnie interesowały mnie wyroby haftowane. Trochę ich było, a ich wspólną cechą było to, zresztą podobnie jak innych wyrobów rękodzielniczych, że dużo kosztowały. Oczywiście „dużo” to określenie subiektywne i względne. Myślę jednak, że podobne do moich odczucia miała większość potencjalnej klienteli tego sklepiku.

Wszedłem tam z mocnym postanowieniem, że coś kupię, ale nie chcąc zbyt mocno nadszarpnąć swoich zasobów pieniężnych miałem dość ograniczony wybór. Ostatecznie kupiłem sobie haftowaną zakładkę do książki. Niezbyt wyszukaną, sam zrobiłem kilka dużo ładniejszych, ale za to oryginalną i jedyną w swoim rodzaju. Jak każde dzieło rąk ludzkich. Poza tym ze względu na wyszyty napis „Kluki” zakładka ta świadczy o swoim miejscu pochodzenia, co też jest jej zaletą.

Nie jestem pewien, ale zapłaciłem za nią chyba dziesięć albo może nawet piętnaście złotych. I pewnie niemal każdy, kto by zobaczył tę zakładkę, stwierdziłby, że przepłaciłem. Nie piszę jednak o tym, żeby się poskarżyć, czy w jakiejkolwiek formie wyrazić oburzenie. Przeciwnie, ja jestem zdania, że rękodzieło powinno być kosztowne i nie mam poczucia, że zostałem naciągnięty.

Uważam, że trzeba doceniać takie wyroby ze względu na włożony w nie mozół własnoręcznej pracy wykonawcy. I mówię to z punktu widzenia człowieka, który ten mozół zna z doświadczenia. To mnie pewnie czyni w oczach niektórych osób mało obiektywnym, bo można stwierdzić, że lobbuję za tym, z czego może sam chciałbym czerpać przychody. Ale na razie planów takich nie mam i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.

Chociaż nie ukrywam, że na swoje potrzeby opracowałem sobie taki przykładowy „cennik” swoich wyrobów wykonywanych haftem. Bardziej jednak dla własnej ciekawości i dla porównywania pracochłonności różnych produktów moich rąk. Przyjąłem wyjściowo stawkę 1 gr za jeden krzyżyk (to robocizna, stawki na materiały nie kalkulowałem). Dodatkowo w przypadku wyrobów wielokolorowych (czyli jak dotąd praktycznie wszystkich), kwotę podstawową powiększałbym o 1% za każdy dodatkowy kolor (tj. za dwa kolory - 101% podstawowej kwoty, za trzy kolory 102%, itd.). To stawka zdecydowanie hobbystyczna. Przeliczyłem sobie, że przy moim obecnym tempie stawiania krzyżyków, gdybym nawet poświęcał temu 40 godzin tygodniowo, czyli etat, to żeby zarobić na marną płacę minimalną (licząc ją brutto, jakbym był na etacie) musiałbym brać 3-4 razy więcej. Co to oznacza?

Na przykład dzieło moich rąk przedstawione na zdjęciu poniżej (niestety, zdjęcie nie wyszło za dobre) składa się z ponad 33 tysięcy krzyżyków. Czyli w wycenie hobbystycznej jest warte, nie licząc materiałów, ponad 330 zł. Po uwzględnieniu dodatku za liczbę kolorów (a jest ich szesnaście) wychodzi prawie 380 zł. Gdybym chciał się z wykonywania takich rzeczy utrzymywać, to cena musiałaby przekroczyć 1200 zł. A do tego trzeba doliczyć materiał, głównie nici, których zużyć trzeba było na to sporo. W wycenie hobbystycznej doszedłbym w ten sposób z ceną do 450 złotych. Sądzę, że nawet za taką cenę trudno byłoby znaleźć amatora na ten wyrób, a co dopiero po cenie „komercyjnej”.

Haft

Na szczęście jestem w tej dobrej sytuacji, że nie muszę się utrzymywać z takich dzieł własnych rąk. Mogę je robić wyłącznie po to, żeby cieszyły moje oko i dawały mi frajdę w trakcie ich tworzenia. Ale mając świadomość, ile czasu i cierpliwości wymaga tworzenie takich rękodzieł, jestem gotów przy ich zakupie zapłacić więcej, niż się większości ludzi wydaje za stosowne.

Oczywiście w pewnych granicach. Ale te granice określają raczej moje możliwości finansowe niż subiektywna wycena produktu. W końcu należy brać pod uwagę to, że prawdopodobnie nie ma dwóch takich samych egzemplarzy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka będą wyglądać identycznie. Człowiek jest omylny i tylko ja wiem, ile na przykład krzyżyków w powyższym obrazku zostało wyszytych przez pomyłkę w kolorze innym niż był we wzorze. Ale ponieważ takie drobne niedoróbki są praktycznie nie do wychwycenia (poważniejsze błędy koryguję zawsze na bieżąco), więc dodają tylko swoistego uroku i niepowtarzalności. Gdybym się zdecydował wyszyć to jeszcze raz, na pewno nie pomyliłbym się dokładnie w tych samych miejscach i powstałoby coś niezwykle podobnego, ale jednak byłoby odrobinę inne.

Dlatego jeśli kiedyś będziecie się zastanawiać, czy warto za jakiś rękodzielniczy wyrób zapłacić więcej, niż wydaje się Wam wart na pierwszy rzut oka, to ja twierdzę, że warto. :)

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape