O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: język francuski

środa, 31 marca 2010

Dziś kończy się jeden z bardziej pracowitych miesięcy w ostatnim okresie. W ogromną ulgą powitam jutrzejszy prima aprilis. Nie jest to co prawda jakaś graniczna data, ale zbliżające się dni wolne pozwolą mi trochę nadrobić zaległości. Poza tym zbliża się ta lepsza pora roku. Za niecałe dwa miesiące M. ściągnie do Polski. Na razie prowadzimy w tej sprawie korespondencje i zapowiada, że musimy się w tym roku częściej spotykać niż w ubiegłym. Nie mam nic przeciwko, ale plany sobie, a życie sobie, co zresztą wiem z doświadczenia. Dlatego odpisałem mu filozoficznie le temps le montrera (staje się to powoli leitmotivem mojego bloga).

Sprowokowałem tą odpowiedzią wymianę zdań po francusku, co było ciekawym doświadczeniem biorąc pod uwagę, że moja znajomość francuskiego jest obecnie na poziomie bardzo podstawowym. Ale jakoś sobie poradziłem z odpowiedziami na to, co pisał M. W końcu napisał, oczywiście po francusku, żebym mu obiecał, że jak będzie w tym roku w Polsce, to ja się pilniej przyłożę do nauki tego języka. Odpisałem je promets, a co będzie, to... już pisałem, więc się nie będę powtarzał. :)

Oprócz dobrych informacji są też takie mniej radujące. R. napisał mi ostatnio, że jeszcze nie wie, czy dostanie urlop na tegoroczny OWRP. Szkoda byłoby, gdyby nie dostał, choć jak nie dostanie, to nie będę miał o to do niego żalu. Sam przecież trzy lata temu zrejterowałem z OWRP z przyczyn osobistych i to na tydzień przed rozpoczęciem imprezy. Wiem więc, że różnie w życiu bywa i nie zawsze można być tam, gdzie by się chciało być i w takim towarzystwie, w jakim by się chciało. I chociaż OWRP jest dla mnie imprezą wyjątkowo sympatyczną przede wszystkim ze względu na ludzi, z którymi ją odbywam, to jeśli R. nie będzie mógł się w tym roku wybrać, to ja raczej nie zrezygnuję, choć nie mogę do końca takiej możliwości wykluczyć, ale z innych powodów.

Na koniec jeszcze wspomnę, że dziś wypromowałem dwoje inżynierów. Moja lista dyplomantów wydłużyła się do 13 pozycji (a że jeden dyplomant był podwójny, to prac pod moją opieką napisano 14). Zawsze to jest pewna ulga w obciążeniach, kiedy kolejni dyplomanci zdobywają zawodowe szlify, ale nie jest ona zbyt długotrwała, bo na ich miejsce przychodzą kolejni lub budzą się z letargu tacy, o których całkiem już zapomniałem. Mam nadzieję, że w czerwcu wypromuję co najmniej jeszcze jedną osobę. Co do reszty, nie wiem. Są pewne szanse w jeszcze co najmniej 2-3 przypadkach, ale jednemu dyplomantowi już się chyba urodził potomek, drugi odwiedza mnie nieregularnie i po okresach intensywniejszej pracy znika na dłużej. Jeszcze jeden całkiem nieźle sobie radzi i jeśli utrzyma tempo oraz jakość pracy, to na czerwiec powinien się wyrobić.

A tymczasem kończę i poczytam sobie zaległe komentarze. :) Miałem coś jeszcze skrobnąć w blogu turystycznym, ale dziś już nie mam siły. Dwa ostatnie dni były jak finisz maratonu. A tymczasem zatrzymać się nie można i trzeba dalej choćby truchtać.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape