O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: hobby

czwartek, 21 sierpnia 2014

Mówi się, że podróże kształcą. Nie chce mi się poświęcać czasu na szukanie źródeł tego powiedzenia. Zamiast tego dodam od siebie, że podróże mogą też owocować odnajdowaniem pasji. Albo uświadomieniem sobie, za pomocą naocznego przykładu, że zajęcie się czymś, co człowiekowi od jakiegoś czasu po głowie chodziło, wcale wymaga wielkich nakładów sił, środków czy wygospodarowywania miejsca.

No i tak właśnie było ze mną, a wszystko dzięki wizycie w skansenie w Klukach. Trafiłem tam w ramach tegorocznego OWRP. Byłem już wtedy na etapie "zmotoryzowanym", bo z różnych względów przechodzenie dziennych etapów okazało się dość trudne. Z drugiej strony może gdybym się zawziął, to wróciłbym na nogi, zamiast korzystać z gościnnych czterech kółek, ale zwyciężyła mentalność rekonwalescenta i przekonanie, że osłabionego i odzwyczajonego od wysiłku organizmu nie powinienem forsować.

Ale wracając do skansenu w Klukach, to miałem tam okazję obejrzeć kilka czynności, które chętnie sam bym popraktykował na własne potrzeby. Może niekoniecznie pranie ręczne za pomocą przyrządu przypominającego nieco dzwonek na kiju. Także kopanie torfu, z racji tego, że nie mam żadnych torfowisk w posiadaniu, raczej nie wchodzi w grę. Rzeźbieniem może się jeszcze kiedyś zajmę, ale na razie nie mam przekonania, że udałoby mi się to z pożytkiem jakimś robić. Co więc do mnie przemówiło?

Zacznę od banalniejszej rzeczy, która praktykowana jest dość powszechnie i do której potrzebowałbym tylko chęci i one może się znajdą. Chodzi o przetwory, a konkretnie robienie konfitur. Za to się jeszcze na razie nie wziąłem i nawet nie myślałem, żeby o tym tu wspominać. Ale uznałem, że kronikarska rzetelność wymaga, żebym napisał, że ku prowadzeniu tej "działalności" również poczułem silny impuls. I że blisko było tego, żebym w tym roku się jeszcze tym zajął.

Jednak to, co stało się kanwą tego wpisu, ma z kanwą i wątkiem wiele wspólnego. Jeśli ktoś się domyślił, że chodzi o tkactwo, to brawo. A jak nie, to i tak już wie. Pewnie niejednej osobie wyda się to dziwne, że chciałbym się zajmować, oczywiście wyłącznie hobbystycznie, tkaniem. Mnie jednak coś pociąga w takich rękodziełach. Nie potrafię jasno określić, co mnie w tym pociąga, bo się nad tym zbyt głęboko nie zastanawiałem. Jeśli ktoś chciałby to próbować to złośliwie wyjaśniać jako skłonność do czynności uważanych za kobiece, to jest raczej ślepa uliczka. Bo już na przykład robienie na drutach czy szydełkowanie to bajka zupełnie nie dla mnie. Lubię zresztą też różne prace uważane zdecydowanie za męskie. Należy do nich choćby mój zawód, którego nie praktykuję w takim obszarze, w jakim planowałem, kiedy go wybierałem. A wybrałem go nie z konieczności, ale z autentycznego przekonania, że to jest to, co chciałbym w życiu robić. I chociaż na razie moja ścieżka zawodowa biegnie inaczej, nie wykluczam, że podejmę kiedyś praktykę zawodową i myślę, że nadal miałbym z tego sporo przyjemności.

Skoro już na chwilę odszedłem od tematu (chciałem bowiem pisać głównie o źródle inspiracji) i zacząłem na rozważania w duchu gender, to podzielę się moimi niedawnymi przemyśleniami na temat tego, czy są zajęcia typowo (lub wyłącznie) męskie i kobiece. Myślałem o tym jakiś czas temu zastanawiając się, czy się w tę nową pasję angażować, czy nie? I doszedłem do wniosku, że podział na zajęcia "typowo męskie" i "typowo kobiece" ma zwykle bardzo słabe uzasadnienie. Jest to co najwyżej tradycja, czy jakieś kulturowe uwarunkowania. Kultura zaś, jako wytwór człowieka, może być przez tego człowieka modyfikowana (co zresztą o niektórych wzbudza silny niepokój i opór). Moim zdaniem jedyny nieprzekraczalny podział na czynności męskie i kobiece przebiega tam, gdzie granice wytyczyła natura. Na pewno typową i wyłączną czynnością kobiecą jest rodzenie dzieci i karmienie piersią. A ponieważ do wyszywania czy tkania nie jest potrzebna cipka, macica ani biust, więc niech mnie nikt nie przekonuje, że nie jest to coś, czym nie może się zajmować mężczyzna. Zresztą mężczyźni na przestrzeni dziejów zajmowali się tym wielokrotnie i to z bardzo dobrym skutkiem, o czym wzmianki można znaleźć choćby tutaj.

Wracając do tematu napiszę, że kiedy zobaczyłem kobietę, która w skansenie w Klukach tkała krajkę za pomocą tzw. bardka (jeśli ktoś nie wie, co to jest bardko, niech zapyta wujka Google), wtedy doznałem iluminacji. Polegała ona dojściu do wniosku, że do tkania nie trzeba zaraz zaopatrywać się w krosno, które niestety zajmuje sporo miejsca. Ale to był dopiero początek małej rewolucji w moim spojrzeniu na tkanie. Kolejny etap to było odkrycie tabliczek tkackich, a nawet programu służącego do projektowania wzorów wykonywanych za ich pomocą. Potem było już z górki. Ściągnąłem program, zaopatrzyłem się w tabliczki (na początek 30 sztuk, czyli dużo za dużo, żebym je jako początkujący wszystkie na raz wykorzystał) i zacząłem tkać moją pierwszą krajkę. Na razie jednokolorową, żeby w ogóle rozpoznać bojem to, na co się porywam. Ale już snuję ambitniejsze plany, ale o nich sza, bo należy się chwalić tym, co się zrobiło, a nie tym, co się dopiero planuje.

Na zdjęciach poniżej umieściłem odpowiednio: mój cały "warsztat" (no, może nie cały, bo brakuje elementu, do którego trzeba zamocować nici, żeby je naciągnąć, ale może to być jakiś hak w ścianie czy część mebla) i pierwsza moja krajka w zbliżeniu.

 

 

Moja pierwsza krajka

I tylko jedna rzecz mnie trochę martwi: czy ja na tę kolejną pasję znajdę czas?

niedziela, 16 czerwca 2013

Zamierzałem to wrzucić dopiero po skończeniu, ale nie mogłem się powstrzymać. Zresztą kiedy skończę, też pewnie będzie widać różnicę w stosunku do obecnego stadium. :)

Vw z krzyżyków

Tagi: hobby roman j
10:56, roman_j
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 10 maja 2010

Zaświtała mi właśnie w głowie myśl, którą zapisałem w tytule, że dość powszechnie hołubione hobby, jakim jest czytelnictwo książek jest formą ucieczki od świata czy też od ludzi.

Nie będę tej myśli uzasadniał. Przede wszystkim dlatego, że zapisuję ją na gorąco zanim zdążyłem się zastanowić nad tym, czy coś przemawia przeciwko temu poglądowi i czy mogę znaleźć coś, co mógłbym takim kontrargumentom przeciwstawić.

Poza tym nie będę jej uzasadniał również dlatego, że nie zależy mi na tym, żeby kogokolwiek do tej myśli przekonywać. W mojej prywatnej aksjologii brak potrzeby przekonywania innych do swoich opinii i poglądów oraz wyzbycie się potrzeby dopasowywania poglądów otoczenia (szczególnie najbliższych) do swoich własnych jest bardzo cenną cechą. I za rzadko spotykaną, choć jest to cecha nabyta.

A skoro już zszedłem na ten temat, to jeszcze napiszę, choć miałem już zakończyć ten wpis, że czym innym jest zabiegania o to, żeby otoczenie dzieliło nasze poglądy, a czym innym zabieganie o to, żeby je tolerowało. O to drugie zawsze warto zabiegać.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape