O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: Zgon

niedziela, 18 lipca 2010

Musiałem wrócić na weekend z trasy mojej wędrówki, żeby dopełnić pewnych pracowych powinności. Dużo czasu mi to nie zajęło i właściwie mógłbym wrócić już dziś, ale wcześniej przewidująco zaplanowałem sobie powrót na poniedziałek rano, więc teraz korzystam z tego, że mam trochę czasu i dostęp do Sieci.

Znalazłem między innymi tekst pieśni, którą zamierzamy zaintonować we wtorek po południu, kiedy będziemy wkraczać do miejscowości Zgon (wspominałem o tym wcześniej). Uznaliśmy wraz z R. i P., że najodpowiedniejszy będzie na tę okazję ten utwór (jak znacie, to możecie zanucić):

Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw,
mieszkańcy chwały wszyscy święci Boży;
Z obłoków jasnych zejdźcie aniołowie,
Z rzeszą zbawionych spieszcie na spotkanie.

Ref: Anielski orszak niech twą duszę przyjmie,
Uniesie z ziemi ku wyżynom nieba,
A pieśń zbawionych niech ją zaprowadzi,
Aż przed oblicze Boga Najwyższego.

Niech cię przygarnie Chrystus uwielbiony,
On wezwał ciebie do królestwa światła.
Niech na spotkanie w progach Ojca domu
Po ciebie wyjdzie litościwa Matka.

Promienny Chryste, Boski Zbawicielu,
jedyne światło, które nie zna zmierzchu,
bądź dla tej duszy wiecznym odpocznieniem,
pozwól oglądać chwały Twej majestat.

Tekst znalazłem na forum organowym. Zauważyłem też tam, w sygnaturce jednego z uczestników, bardzo zabawny obrazek, który postanowiłem reprodukować poniżej (jeśli autor ma coś przeciwko, niech napiszę do mnie mail).

obrazek

Jak widać nie wszystkim podobają próby uatrakcyjniania liturgii młodzieżowymi śpiewami i niektórzy się z tym wcale nie kryją... ;)

sobota, 10 lipca 2010

To będzie moja ostatnia notka...

Ostatnia przed przerwą. Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, to napiszę otwartym tekstem, że nie zamierzam jeszcze z własnej woli schodzić z tego świata. Ale nie napisałem nieprawdy w poprzedniej notce. Zgon rzeczywiście mam w planach. Zgon na Mazurach. W gminie Piecki w powiecie mrągowskim. Mogę napisać, że "zaliczę Zgon", bo będę tam nocował z wtorku na środę, czyli z 20 na 21 lipca. Jeśli będzie duży upał, to może dotarcie tam zajmie mi więcej czasu.

Jeśli ktoś pomyślał inaczej, to nie napiszę, że się pomylił czy dał się nabrać. Świadomie tak sformułowałem notkę, żeby zabrzmiała złowieszczo. Chciałem się przekonać, jakie wywoła reakcje. Na blogu i nie tylko. I wniosek jest taki, że mogę śmiało się dzielić z czytelnikami planami ewentualnej autodestrukcji. Nie ma obaw, że ktoś by mi przeszkodził w ich realizacji. :) Ale mimo to, jeśli zdarzyłoby się kiedyś, że powziąłbym taką decyzję i byłbym do niej przekonany, to na pewno nie informowałbym o tym wszem i wobec. Jeśli ktoś chce ze sobą skończyć, to po prostu kończy. Natomiast jeśli ktoś opowiada, że ze sobą skończy, to tak naprawdę nie ma jeszcze takiego zamiaru. Jeszcze nie jest na tym etapie. Jest to raczej forma rozpaczliwego krzyku o pomoc. I jeśli nikt na to nie zwróci uwagi, następnego ostrzeżenia może nie być.

Może jednak wystarczy tej pesymistycznej tematyki, bo nawet mnie się o tym jakoś źle pisze. Napisałbym dla równowagi coś wesołego, ale nie mam za wiele czasu, bo wybieram się do stolicy na zebranie, na którym będę współdecydował o tym, ile narybku przyjmiemy od przyszłego roku na nasz wydział. Ale żeby zakończyć jednak jakimś optymistycznym akcentem napiszę, że poziom kandydatów na mój kierunek jest w tym roku wyraźnie wyższy niż w zeszłym.

środa, 07 lipca 2010

Umierałem dziś z nudów przez sześć długich godzin. Poniekąd na własne życzenie, bo sam się zgłosiłem na dziś na dyżur w Wydziałowej Komisji Rekrutacyjnej. Teraz akurat nie ma w niej za wiele do roboty. Co najwyżej udziela się informacji kandydatom lub ich rodzicom. Ewentualnie odsyła się nadgorliwców, którzy już chcieliby złożyć papiery, choć będziemy je przyjmować dopiero po niedzieli. Nawet zgłoszeń nie ma już sensu oglądać, bo od wtorku są zablokowane.

W zeszłym roku jakoś lepiej znosiłem te dyżury, a w tym odbywam je jak za karę. Fakt, że w zeszłym roku byłem w lepszej formie. A dyżury odbywały się w dużo większym i chłodniejszym pomieszczeniu. Może to też ma jakiś wpływ. W każdym razie wiem przynajmniej, że z nudów nie da się umrzeć. Mnie się przynajmniej nie udało.

Ale nic straconego. Zgon i tak mam w planie na te wakacje. Plan jest na tyle precyzyjny, że mogę nawet podać termin: 20 lipca w późnych godzinach popołudniowych. O ile oczywiście wszystko przebiegnie zgodnie z planem. Na razie zagrożeń nie widzę. Jeśli będzie duży upał, to może to się nieco odwlecze, ale niewiele.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape