O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: paradoksy

poniedziałek, 24 maja 2010

Miałem początkowo napisać bardzo krótko o jednym paradoksie, który sobie własnie uświadomiłem. Paradoks ten polega na tym, że na dłuższe wyprawy turystyczne wybieram się praktycznie zawsze z człowiekiem, który mieszka w linii prostej około 100 kilometrów ode mnie. To niestety znakomicie utrudnia nam bezpośredni kontakt i właściwie spotykamy się tylko przy okazji takich właśnie wypraw. Dziwne jest, że tak daleko muszę szukać kogoś, z kim mógłbym się wybrać w Polsce (i nie tylko) pouprawiać turystykę. To paradoksalne, że nie mam nikogo takiego na miejscu we własnym grajdołku. Paradoksalne i znamienne. Chętnie bym to zmienił, ale to nie oznacza, że mam jakieś zastrzeżenia do R., bo to o niego chodzi; wręcz przeciwnie. Mam za to zastrzeżenia do siebie ewentualnie do swojego otoczenia.

Inny paradoks, jaki mi przy okazji przyszedł na myśl, to fakt, że najlepiej dogaduję się z człowiekiem, który jest w wieku mojego ojca (nie będę tutaj pisał, czy dobrze dogadywałem się z moim ojcem, bo ten wpis zacznie przypominać książkę Kurta Vonneguta, którą właśnie skończyłem czytać, a którą wcześniej wspominałem; już ją nieco przypomina i to wystarczy), mieszka po drugiej stronie Atlantyku i mam szansę go spotkać tylko przez około połowę każdego roku. I znów zastanawiam się, jak to się stało, że tak się stało? Nie wiem, czy ten wpis ma czas czytać A., ale na wszelki wypadek napiszę, żeby oddać mu sprawiedliwość, że z nim też się bardzo dobrze dogaduję. Ale to nie jest tak dziwne, skoro znamy się od podstawówki, skończyliśmy razem studia, choć razem ich nie zaczęliśmy, spędziliśmy sporo czasu na różnych wyjazdach, z których mamy wspólne wspomnienia, więc to nie jest taki paradoks.

Trzeci paradoks, który zauważyłem przed chwilą, jest taki, że nie spada popularność mojego blogu turystycznego mimo, że nie napisałem w nim nic już spory kawałek czasu. Nawet do niego nie zaglądałem, bo zaniedbawszy go tak bardzo nie chciałem oglądać skutków tego zaniedbania, żeby nie mieć z tego tytułu wyrzutów. Zajrzałem dzisiaj i widzę, że popularności mu nie ubywa. Fakt, że jest to popularność na bardzo niskim poziomie. Ale ponieważ poziom ten jest i tak wyraźnie wyższy niż przez pierwszy rok jego funkcjonowania i nie spada niezależnie od tego, jak często w nim piszę, więc jest to dla mnie paradoks. Inna sprawa, że popularność tego blogu, w którym piszę wielokrotnie częściej niż w tamtym, dla odmiany nie rośnie powyżej pewnego poziomu także niezależnie od tego, jak często go uzupełniam o nowe treści. Widocznie jestem jakąś składową blogowego szumu i przypada na mnie jakiś udział losowych trafień stosowny do losowych wyborów użytkowników Sieci korzystających z Google'a. Ale w tym akurat nie ma nic paradoksalnego. To jest jak najbardziej zrozumiałe i normalne.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Dzisiaj będzie wpis taki trochę filozoficzny. Filozoficzny, bo z takiego obszaru, gdzie nauka się jeszcze nie zapuściła na dobre i nie ona dyktuje tam warunki. Z obszaru, gdzie wciąż jeszcze nie naukowe teorie, ale spekulacje są być źródłem odpowiedzi na pytania. Odpowiedzi, których prawdziwości czy fałusz nie sposób rozstrzygnąć w ogóle albo tylko metodami filozofii (np. logiką).

Otóż zastanawiałem się ostatnio nad tym, czy możliwe jest podróżowanie w czasie w
przeszłość? Wiadomo bowiem, że w przyszłość można się jak najbardziej wybrać. Ale jak to jest z powrotem, czy też cofnięciem się wstecz od teraz?

Uwaga, dygresja: Jeśli komuś ciśnie się na usta w tym momencie stwierdzenie, że szczęśliwy to człowiek, który ma czas zastanawiać się nad takimi abstrakcjami, to wyjaśnię, że z racji tego, że po mieście poruszam się piechotą i to często po utartych ścieżkach, więc w czasie tych "spacerów", które zabierają sporo czasu, dobrze jest zająć czymś głowę. Iw tej głowie czasem pojawiają się właśnie takie pytania. Odpowiadając na nie nie rozwiążę na pewno żadnego problemu życiowego czy nawet prywatnego, ale pogimnastykuję przynajmniej mózg. A jemu też się przydaje gimnastyka.

Rozważając postawione pytanie nie z punktu widzenia praw fizyki, ale bardziej ogólnych i prostszych zależności przyczynowo-skutkowych doszedłem do wniosku, że gdyby podróże w czasie wstecz były możliwe, to powinniśmy być ich świadkami. Dlaczego? Otóż według mnie z tego prostego powodu, że gdyby była możliwość cofnięcia się w czasie, to dlaczego mielibyśmy zakładać, że nikt nie wybierze się akurat do naszych czasów?

Jest tu jednak pewien problem z teraźniejszością, przyszłością i przeszłością. Otóż dla nas przyszłość jest potencjalna. Nie "stała się" ona jeszcze i może przyjąć niemal dowolną zależnie od naszych wyborów życiowych. Z tego punktu widzenia pojawia się problem, bo przybysz z przyszłości nie może się pojawić wśród nas, skoro tej przyszłości jeszcze nie ma. Nie ma przyszłości, więc nie ma i jego. A kiedy ta przyszłość powstanie, czyli stanie się naszą teraźniejszością przybierając określony kształt, wtedy dzisiejsza teraźniejszość będzie przeszłością. Powrót do tej przeszłości musiałby oznaczać powrót do tego, co już się stało, ze wszystkimi tego dalszymi konsekwencjami. Wracając znów (w rozważaniach, nie w czasie) do teraźniejszości, te konsekwencje musiałyby się "mieć miejsce" już teraz, żeby ich dalsze skutki były widoczne w przyszłości, ale przyczyny tych konsekwencji jeszcze nie ma (bo nie ma przyszłości, do której ona należy), a jeśli nie ma przyczyny, to nie może być skutków. To na pierwszy rzut oka neguje możliwość cofania się w czasie. Ale wydaje mi się, że jest wyjście z tego paradoksu. Nalezy tylko przyjąć pewne założenia.

Pierwsze takie, że wszystkie możliwe przyszłości już istnieją. W formie potencjalnej. My zaś żyjąc w swojej teraźniejszości jesteśmy jak pociąg, który nie jedzie po jedynym możliwym torze, ale w każdym momencie wjeżdża na rozjazd, na którym trafia na jeden z wielu torów pozostających do wyboru. Ten pociąg nie ma stacji docelowej, a to, gdzie się akurat znajduje i dokąd w danej chwili zmierza, zależy od tego, gdzie był wcześniej i na który tor wjechał na ostatnim ze zjazdów. Maszynista zaś (o ile w ogóle jest jakiś) nie wie z wyprzedzeniem, który z tych torów wybierze. To pozwala rozwiązać problem przybywania z przyszłości jako czegoś co nie istnieje, bo to oznacza, że przyszłość nie istnieje jedynie dla nas i teraz.

Drugie założenie, które pozwala ominąć paradoks dziadka (to znaczy sytuację, że wracam do przeszłości, uśmiercam swojego dziadka, wskutek czego ja się nie narodzę i nie wrócę do przeszłości, żeby uśmiercić mojego dziadka, czyli jednak się narodzę i tak w kółko). Otóż aby wyjść z tego zaklętego kręgu można na przykład założyć, że każdy powrót do przeszłości oznacza kreację nowego równoległego ciągu zdarzeń. To znaczy, że nasze "mieszanie" w przeszłości nie ma skutków w tym ciągu zdarzeń, w którym żyjemy i z którego wybraliśmy się w przeszłość. W miejscu naszego pojawienia się pojawia się jakby rozgałęzienie i tworzy się nowa przeszłość niejako "obok" tej, która jest naszym udziałem.

Przyjąwszy te dwa założenia możemy wrócić do zasadniczego pytania: czy możliwe są podróże w czasie wstecz? Dowodem na ich możliwość powinny wizyty gości z przyszłości. Czy mają one miejsce? Tego chyba nie sposób rozstrzygnąć. Wcześniej miałem napisać, że nie mają miejsca, ale potem przyszło mi na myśl, że może te wszystkie doniesienia o UFO czy też niewyjaśnione zdarzenia z rejonu Trójkąta Bermudzkiego są właśnie efektami takich wizyt? Nie rozstrzygam tego, bo nie mam do tego żadnych przesłanek. Ot, mogę sobie jedynie spekulować, co też niniejszym uczyniłem. :-))

Na koniec dodam, że mój racjonalny światopogląd nie zmienił się w ostatnim czasie, jeśli komuś przyszło by na myśl, że jest inaczej, po lekturze tej notki. Racjonalizm według mnie da się pogodzić z całkowicie abstrakcyjnymi rozważaniami. Zresztą w czasach "przednaukowych" większość działalności ludzkiej polegającej na badaniu praw rządzących przyrodą składała się z takich mniej lub bardziej abstrakcyjnych rozważań. Nazywało się to filozofią przyrody.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape