O mnie i o tym, jak widzę świat. Słowem, nihil novi w blogosferze

Wpisy z tagiem: Lech Kaczyński

środa, 04 sierpnia 2010

Znamienne. Wczoraj wieczorem w rozmowie z matką stwierdziłem z przekąsem, że skoro ekstremiści od krzyża pod Pałacem Prezydenckim tak bardzo upierają się przy pomniku, to niech obok ks. Poniatowskiego postawią pomnik Kaczyńskiego na ośle. A dzisiaj rano dostałem wraz z poranną pocztą taki obrazek.

Pomnik LK

Jak dla mnie może być, chociaż ja bym ustawił Kaczyńskiego z drugiej strony na osobnym, mniejszym postumencie. :)

środa, 14 kwietnia 2010

Po moim ostatnim wpisie zamierzałem nie publikować nic do zakończenia żałoby. To, co miałbym do napisania bez związku z katastrofą pod Smoleńskiem, wydawało mi się zbyt trywialne, a na temat samej katastrofy i tego, co się teraz wokół tej sprawy dzieje, nie miałem do napisania nic wartego publikacji w blogu. Jednak decyzja o pochówku zwłok prezydenta Kaczyńskiego i jego małżonki na Wawelu sprawiła, że zmieniłem zdanie.

Nie zgadzam się z tą decyzją i w kilku słowach wyjaśnię poniżej dlaczego. Nie zgadzam się, choć w pierwszej chwili uznałem ją za neutralną czy też niekontrowersyjną. Dałem się chyba ponieść nastrojowi chwili i stwierdziłem, że jeśli tak chce rodzina, to niech tak będzie. Teraz jednak ochłonąłem już z tego żałobnego otumanienia (może dzięki temu, że nie oglądam telewizji, nie słucham radia, a i portale internetowe odwiedzam rzadziej niż wcześniej) i uważam, że decyzja o pochówku Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki na Wawelu nie ma żadnych merytorycznych podstaw.

Pochówek w tak szczególnym miejscu powinien przysługiwać ludziom o szczególnych dokonaniach i zasługach dla Polaków. Tymczasem ja nie potrafię, choć bardzo się staram, dostrzec żadnych tej klasy zasług tragicznie zmarłego prezydenta, jakie uzasadniałyby uznanie go za godnego pochowania w tym szczególnym miejscu. Lech Kaczyński prezydentem był w mojej ocenie średnim. I przez szacunek dla zmarłego nie rozwinę tego stwierdzenia podając przemawiające za nim argumenty. Nie był również "ojcem narodu" czy "mężem stanu", o ile nie zakładamy, że tytuły te przysługują mu wyłącznie z racji pełnionej funkcji. Nie był prezydentem wszystkich Polaków i za życia nie chciał nim być. Składnia mnie to do smutnej konkluzji, że jedyną jego zasługą, za którą uhonorowany zostanie pochówkiem na Wawelu, jest tragiczna śmierć w miejscu i o czasie, które dla niektórych są bardzo znamienne. Chciałbym jednak podkreślić, że ta śmierć, jakkolwiek dramatyczne nie byłyby jej okoliczności, w żaden sposób nie zmienia oceny jego dotychczasowego dorobku politycznego, a jaki on był, o tym już wspominałem.

W mediach czytam, że pochówek na Wawelu jest wolą rodziny prezydenta Kaczyńskiego. Wydaje mi się, że pod ogólnym i eufemistycznym określeniem "rodzina" kryje się jeden człowiek - brat prezydenta Jarosław Kaczyński. Myślę, że to on jest sprężyną tej decyzji i to jest dodatkowy argument na poparcie tezy, że jest to decyzja zła. Jarosławowi Kaczyńskiemu przy tej okazji poświęcę też kilka słów.

Nie jest chyba dla nikogo tajemnicą, że Jarosławowi Kaczyńskiemu zdecydowanie bardziej odpowiadała zawsze rola ukrytej za kurtyną sceny politycznej szarej eminencji, która pociąga za sznurki. W okresie swojej politycznej działalności miał tych sznurków w ręku raz mniej, raz więcej, ale najważniejszą z jego pacynek był jego brat Lech. To Jarosław wysunął kandydaturę Lecha na ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, to Jarosław wystawił Lecha jako kandydata na prezydenta i niewykluczone, że to Jarosław stał za nominacją Lecha na prezesa NIK. Za życia prezydenta Kaczyńskiego jego brat wielokrotnie wykorzystywał go jako narzędzie w realizacji swoich politycznych planów i nie jest wykluczone, że także tragiczną śmierć brata chce wyzyskać dla swoich politycznych celów. Brat pochowany na Wawelu to jest coś, co na pewno najbardziej jest potrzebne Jarosławowi Kaczyńskiemu. Do czego, to może wiedzieć już tylko on sam, ale na pewno na samym końcu wszelkich kalkulacji stoi jeden cel: władza.

O ile nie dziwię się Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego współpracownikom oraz kolegom partyjnym, o tyle dziwi mnie bezwarunkowe poparcie na przykłada pana senatora Gowina. Rozważam jego słowa, że "pochowanie prezydenta i jego żony na Wawelu byłoby symbolicznym hołdem dla wszystkich ofiar sobotniej tragedii w Smoleńsku, a nawet dla oficerów zamordowanych w Katyniu" i nie potrafię zrozumieć, jakimi krętymi ścieżkami logiki pan senator doszedł do wniosku, że pochowanie pary prezydenckiej na Wawelu będzie oddaniem hołdu ofiarom Katynia. pochowanie prezydenta i jego żony na Wawelu byłoby symbolicznym hołdem dla wszystkich ofiar sobotniej tragedii w Smoleńsku, a nawet dla oficerów zamordowanych w Katyniu. Wydaje się, że pan Gowin chce być bardziej Kaczyński od rodziny Kaczyńskich. Kładę jego wypowiedź na karb żałobnej atmosfery, która sprawia, że ludzie mają potrzebę wygłaszania fraz wzniosłych choć niestety niekoniecznie dorzecznych.

Ten sam efekt sprawił, że pojawiła się koncepcja pochówku pary prezydenckiej na Wawelu i została przyjęta. Właściwie pozostaje tylko czekać, kiedy ktoś, może kardynał Dziwisz, wysunie propozycję wszczęcia procesu beatyfikacyjnego śp. Lecha i Marii Kaczyńskich jako męczenników.

Na koniec drobna uwaga techniczno-socjologiczna. Ponieważ uważam, że nasze społeczeństwo jest w dużym stopniu niedojrzałe emocjonalnie i infantylne, dlatego zablokowałem możliwość komentowania tego wpisu. To na wypadek, gdyby ktoś nie umiejący okiełznać swoich emocji chciał tutaj wyrazić je w sposób niemożliwy przeze mnie do zaakceptowania.

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape